środa, 23 lutego 2022
Zapiekanka ziemniaczana z kiełbasą i serami.
Witajcie! Dziś przepis na Zapiekankę pasterską- zapiekankę ziemniaczaną z serami, kiełbasą, boczkiem i ziołami.
Idalna na tłusty czwartek - jeśli lubicie- bo i tłusta, i kaloryczna.
Składniki :12 ziemniaków, 45 dag kiełbasy, 2 cebule, po 10 dag sera gouda, sera typu parmezan i fety, 1 szklanka śmietany 30%, 1 łyżeczka ziól prowansalskich, 1 jajko, olej, papryka mielona (słodka i ostra), pieprz, sól, 2 łyżki majeranku( jeżeli jest możliwość- świeżego), masło do formy.
1.Ziemniaki obierz, opłucz, ugotuj w osolonej wodzie( ok.30 minut), odcedx.Lekko je przestudź, a następnie pokrój w grubsze plastry.
2.Kiełbasę potnij w paseczki. Cebulę obierz, posiekaj.Na patelni rozgrzej łyżke oleju. Zeszklij cebulę. Dodaj kiełbasę, smaż kilka minut, mieszając od czasu do czasu.Dopraw paprykami, ziołami prowansalskimi, pieprzem i ewentualnie solą.Wymieszaj z ziemniakami. Żólte sery zetrzyj drobno na tarce, wymieszaj . Fetę pokrusz.
3.Smietanę zmiksuj z jajkiem.Dodaj fetę i 1/2 żółtych serów. Przypraw pieprzem i paprykami. Naczynie żaroodporne wysmaruj masłem. Rozłoż ziemniaki. Zalej sosem. Naczynie przykryj, Piecz 25 minut w 180 stopniach.Pozostały serwymieszaj z majerankiem.Posyp zapiekankę, piecz 15 minut w 200stopniach( bez przykrycia).
Zapiekankę robiłam ostatnio dwa razy. Najpierw wersję jarską z cebulą i pieczarkami, bo córka nie je mięsa. Śmietana 30%? Naprawdę? A nie może być jogurt? Dałam trochę śmietany 18% i dużo jogurtu. Ten jogurt mi się zważył,ale w takiej zapiekance nie widać. Tyle,że zrobił się kwaśny, wiec jak piszą,że ma być śmietana, to ma być śmietana! Można ograniczyć do minimum, ale ma być!I to taka, która się nie zważy-w tym wypadku 30%. Za drugim razem bardziej trzymałam się przepisu jeśli chodzi o składniki. Miałam teraz jeden rodzaj żółtego sera( trochę mało go było, ale trudno!) i resztę fety z pudełka. Dałam laskę kiełbasy i dorzuciłam jeszcze trzy pieczarki, które znalazłam w lodówce( bo lubię) Dodatki bardziej na oko, według uznania. Nie miałam boczku wędzonego- dałam trochę surowego i też było dobrze. W ostatnim momencie dosypałam majeranku.Wyszło punktowo,ale to moje najbardziej ulubione zioło, więc ok. Wersja z kiełbasą - Niebo w gębie!!! Ja ostatnio jem mało kupnej wędliny, bo robimy w szynkowarze. Ale od czasu mam ochotę na taką kiełbasę ze sklepu.
I do tego surówka z lodowej sałaty z sosem winegred.
W styczniu dokupiłam laleczki- dzieci do mojej kompozycji, po 4 zł od sztuki. A tu zima się skończyła! Pokazuję, bo już spakowałam do pudełka z napisem "Zima", które powędrowało na szafę. Dziękuję za Wasze komentarze, czytanie, zaglądanie. Słodkiego Tłustego Czwartku!
piątek, 18 lutego 2022
Rozwiązanie zagadek i recenzja książki
Witajcie! Dziękuję za wszystkie komentarze, zaglądanie i czytanie. Spieszę się,żeby zamieścić ten post, bo już idą alerty o niebezpiecznej wietrznej pogodzie. Mamy tylko jedną fazę prądu, więc jak zacznie wiać może nie być nawet tego.W w nocy z wtorku na środę wiało okrutnie. Nie było prądu. Na biegu wyciągaliśmy żar z pieca, bo pompa od centralnego przestała działać.Potem obawa czy baterie w telefonach wytrzymają. Żadnego przeglądania stron, dzwonienia, smsowania, bo trzeba było oszczędzać kreski.O 14.00 włączyli prąd.Ulga. Dziś w czasie zakupów kupiliśmy baterie do radia. Latarki i telefony się ładują.Świece wyciągnięte z półki, leżą w widocznym miejscu...Czy zauważyliście,że dożyliśmy czasów,że co chwila się czegoś boimy?!
Jednak kiedy nie wieje i pogoda pozwala jeździć na rowerze, robimy wycieczki po naszej najbliższej okolicy.
A to książka, którą wylosowałam w bibliotece. Zdecydowałam się skrecić w alejkę z reportażami i to jeden z nich- Remigiusz Ryziński "Hiacynt.PRL wobec homoseksualistów."
Wczoraj skończyłam bieżnik. Wykorzystałam kwadrat z listkami. W sumie 12 kwadratów.Ewa podjęła wyzwanie i próbowała zgadywać, co mnie bardzo ucieszyło.W skład patchworka z dużym kwadratem wchodzą jeszcze inne duże kwadraty z ciekawymi dość misternymi wzorami, dlatego w styczniu gdy byłam pochłonięta pracą - odpuściłam go sobie. Ale mnie kusi i zamierzam do niego wrócić.
Obiecałam recenzję książki. Kupiłam ją kiedyś w promocji "Biedronki" i przeczytałam za jednym posiedzeniem. Książka zrobiła na mnie wrażenie i zastanawiałam się bardzo intensywnie- dlaczego? Główną bohaterkę postawiłabym w jednym rzędzie z Bridget Jones( "Dziennik Bridget Jones") i Amelią. Sonia jest wysoką, 40 letnią singielką, mieszka w Kopenhadze, zajmuje się tłumaczeniem kryminałów Gosty Svenssona ze szweckiego na duński i właśnie doszła do wniosku,że nadszedł czas na zrobienie prawa jazdy. Zgłosiła się do szkoły Folkego. Ona, Folki i facet, który po alkoholu stracił prawo jazdy to najstarsze osoby w tej szkole.Nic dziwnego,że Sonia czuje się niekomfortowo gdy instruktor wybrał właśnie ją do ćwiczeń praktycznych podczas zajeć z pierwszej pomocy i ma robić za fantoma dla grupy młodych ludzi.Jeździ z Jytte, instruktorką, która ciągne gada, pokrzykuje i zmienia biegi za Sonię, nie dajac tym samym kobiecie szansy na skuteczną naukę. W czasie wolnym Sonia chodzi na masaże do Ellen, spotyka się ze swoją przyjaciółką Molly, dzwoni do rodziny - głównie do siostry Kate - w Jutlandii. Sprawia wrażenie osoby wysoko wrażliwej, zagubionej w miejskim zgiełku Kopenhagi.Daje się namówić Ellen na grupową medytację w lesie, a potem pod byle pretekstem dezerteruje. Jedzie metrem z Molly do teatru i nagle wysiada by pomóc odnaleźć ulicę nieznajomej starszej kobiecie,która pochodzi z regionu jej dzieciństwa.Wartka akcja, mnóstwo zdarzeń sprawia,że książkę przyjemnie się czyta.Jednocześnie mając tak wiele krótkich opisów, faktów, migawek niemalże, bez jednoznacznych ocen i wyjaśnień( dlaczego i po co) autorka dostarcza ciekawego materiału do snucia własnych domysłów i interpretacji.
Matka już od dzieciństwa powtarzała Soni,że jest skomplikowana. Jej starsza siostra Kate- ładniejsza, o kobiecych kształtach, prosta w obsłudze , w młodości fame fatale, "wyszumiała" się.Potem założyła rodzinę- mąż , dwóch synów, praca w domu opieki, ogródek, zakupy...Skarżyła na młodszą siostrę,że ta kryje się ciągle w zbożu i nikt nie wie co tam robi. Ojciec martwił się,że kiedyś tam zaśnie i dojdzie do nieszczęścia. I przyjażń z Molly "Latem grały na dworze w piłkę ręczną, zimą chodziły na gimnastykę.Nic innego nie było, chyba ,że ktoś chciał zostać harcerzem. Sonia i Molly miały potencjał.Powiedzenie rodzicom,że chce studiować na uniwersytecie w Kopenhadze, należało do najtrudniejszych rzeczy w życiu Soni. Światło w oczach matki, ciemność w oczach ojca. Tak ona rozpoczęla studia językowe, a Molly zmieniającą wszystko podróż do psychologii.Zawsze uciekała.Molly. W siebie , w innych.W Tisvilde Hegn przez jakiś czas chodziła do jednej kobiety, która tam mieszkała i pewnego razu przyprowadziła na przyjęcie wróżkę. Sonia pamięta ,że stała oparta o lodówkę i pozwoliła,żeby jej powróżyła."
Ellen robiła masaż połaczony z psychoterapią.Rozmawiały.Sonia wspominała jak pojechała na Jutlandię, do ośrodka dla tłumaczy, bo siedząc sama w domu z Gostą Svenssonem czuła sie samotna. " Ośrodek mieścił się w starym klasztorze i bardzo szybko okazało się ,że dzieją się tam różne rzeczy. Trzeszczała podłoga, drzwi się otwierały, ale nikt w nich nie stawał. Nocami władzę nad domem przejmowały sowy, a tłumacze, przynajmniej cześć z nich, uznała to za znak, że w budynku straszy.Wieczory spędzano na rozmowach przy winie i coraz częściej ktoś wspominał o duchach. Pewnego dnia wpadła przypadkiem na jedną z kobiet zatrudnionych w ośrodku.Ona schodziła po schodach z wieży, a tamta kobieta szła na góre.Nie chciała puścić Soni.Miała jej tyle do opowiedzenia.Twierdziła między innymi,że klasztor stoi w miejscu charakteryzującym się szczególną energią. Przez stulecia kosmiczne siły ciskały tam piorunami.Na wzgórzach na zachód od klasztoru było miejsce, które uważano za coś w rodzaju sakralnego telefonu.Jeśli chciało sie nawiązać kontakt z wrzechświatem, wystarczyło tam stanąć."
Niezła mieszanka, czyż nie?! To tyle na dziś. Pozdrawiam Was serdecznie. Dobrego weekendu i oby tak nie wiało!
wtorek, 15 lutego 2022
Trochę Walentynkowo, trochę zagadkowo...
Dzień dobry!
Za nami Walentynki. Nie mogło obyć się bez ozdobnych akcentów związanych z tym świętem. Udekorowaną roślinkę kupiłam kilka dni temu. Dziękuję serdecznie za zaglądanie, czytanie, komentowanie. Witam serdecznie nową obserwatorkę- Barbarę.
Biblioteki przygotowały się na Walentynki oferując książki- niespodzianki zapakowane w papier pakowy i ozdobione serduszkami, a wszystko pod hasłem "Randka z książką" Oczywiście nie mogłam sobie odmówić tej niespodzianki i w pierwszy dzień urlopu wsiadłam na rower i pognałam do biblioteki. To jaką książkę wylosowałam pokażę Wam w następnym poście.
Z radości z nowego woreczka ziemniaków powstała ziemniaczana zapiekanka, choć może ładniej brzmi- zapiekanka pasterska. Wykorzystałam przepis z broszurki z "Tiny". Jeśli macie ochotę na przepis dajcie znać w komentarzach.
Dla osłody mąż zrobił sernik na zimno z galaretkami.
Jeszcze przed świętami zaczęłam tworzyć kwadraty. Oto wszystkie trzy. Jeden wybrałam i robię bieżnik. Który?
Największy kwadrat.
Środkowa rozeta- kwiatek z "popcornu".
Kwadrat z motywem listków. To tyle na dziś. Niebawem znowu coś napiszę, a tymczasem idę zobaczyć co u Was, bo widzę dużo nowych postów. Jeszcze raz dziękuję za wszystkie komentarze. Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego wpisu.
sobota, 29 stycznia 2022
Trochę różności w karnawale.
Witajcie!
Dziękuję serdecznie za zaglądanie, czytanie, komentowanie. Koniec semestru to szczególny czas- te sprawozdania pisane do późna w nocy, potem oczy w ciągu dnia podpierane na zapałki,rady pedagogiczne,które trzeba jakoś przeżyć,różne "atrakcje" które wydarzą się po drodze, a gdzie jeszcze do ferii?! I jak to się ma do stwierdzenia jednego z psychologów- "Praca służy zarabianiu jak największych pieniędzy w jak najmniej męczący, etyczny i lojalny sposób.I już."?! W każdym razie dziś sobota, wyspałam się i z nową energią rozpoczęłam nowy dzień. Na zdjęciu drobne świecidełka za grosze. Uznałam,że to zdjęcie będzie dobre na początek.
Serweta, którą wydziergałam, gdy po świętach miałam trochę czasu.
Wielkość: 47cm na 47 cm.
Któregoś weekendowego wieczoru usiadłyśmy w trójkę: ja , córka, wnuczka i robiłyśmy takie oto bombki- lampiony.
Można je wykorzystać jako ozdoby do dekorowania sali w karnawale. A propos balu karnawałowego to jak się okazuje doszedł dodatkowy, niespodziewany element. Ale po kolei. W piątek mieliśmy bal w grupie. Oczywiście tylko nasza grupa, w naszej sali bo reżim sanitarny, pandemia. Salę wystroiłyśmy w balony, dzieci poprzebierane, dopięte kotyliony,słodki poczęstunek na stolikach. W połowie balu wszedł Dyrektor z listą. A potem trzeba było szybko chwycić za telefon, powiadomić niektórych rodziców, by w trybie pilnym zabrali swoje dzieci z grupy i szkoły. I rozpoczęli kilkudniową kwarantannę.
Wspominałam w poprzednim poście,że w promocji w Biedronce kupiłam trzy książki. Oto jedna z nich. Kupiłam i od razu przeczytałam tego samego popołudnia. Noblistka Alicja Munro stwierdziła kiedyś,że XXI wiek bedzie należał do krótkich form literackich- opowiadań, felietonów itp. Ta powieść ma 206 stron.Po przeczytaniu zajrzałam na " Lubimy czytać" Średnia ocena 5,6 na 10 czyli średnia a nawet słaba. Tymczasem książka- moim zdaniem- jest naprawdę niezła. Dlatego w następnym poście pokuszę się o własną recenzję.
I książka, którą obecnie czytam. Annie Ernaux ur. 1940 roku, wspóczesna francuska pisarka napiała szczególny dziennik. Pierwszy rozdział to luźne zdania opisujące okres powojenny. Wybrałam jedno, które będzie mi pasować do tego, o czym dalej chcę wspominieć- " co to jest małżeństwo? Jak powiada Maupassant, w dzień wymiana złych humorów, a w nocy obrzydliwych odorów " Wczoraj rozmawiając z córka przez telefon zapytałam - Jesteś mężatką. A czy Ty wiesz,że będziesz płacić podatek od posiadania męża?! Uwierzyła i zaczęła się oburzać. Szybko jej wyjaśniłam,że to żart, który znalazłam w sieci.A brzmi on tak:" Kobieta, która ma męża młodszego od siebie zapłaci podatek od luksusu, ta która ma rówieśnika- podatek obrotowy, a ta która ma starszego od siebie podatek od nieruchomości."
Takie niebo ostatnio sfotografowałam. Pozdrawiam Was serdecznie.Miłego weekendu i przyszłego tygodnia.
środa, 12 stycznia 2022
Witajcie w Nowym Roku
Witajcie!
Dziękuję za wszystkie życzenia i komentarze.Cieszę się,że mam nową obserwatorkę.Tuż przed Nowym Rokiem padł mi komputer,a aplikacja w telefonie niestety ma ograniczone możliwości. Starałam się jednak jak mogłam- musicie to przyznać- odwiedzać Wasze blogi i pozostawiać komentarze. Pracuję nad podłączeniem wszystkich urządzeń ( w tym skanera), więc zdjęć za wiele nie będzie.
Jeszcze raz Wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku Na zdjęciu kremówka. Zafiksowałam się na temacie- ciasta z krążków. Przed Sylwestrem miałam dylemat- napoleonka czy krmówka. Włożyłam czasopisma z dwoma przepisami do torby i ruszyłam w miasto. W jednym ze sklepów panie wyeksponowały na ladzie amoniak. Dawno tego w sprzedaży nie widziałam,a sentyment miałam do tego proszku, bo moja ulubiona ciocia Leokadia piekła ciasteczka na amoniaku. Nigdy jednak nie uczestniczyłam w tym pieczeniu. I może to był błąd, bo wiedziałabym jedną rzecz. W każdym razie kiedy kupiłam już ten amoniak i zerknęłam w składniki przepisów sprawa sama się wyjaśniła co do ciasta- padło na kremówkę. Zarobiłam ciasto, wsadziłam na noc do lodówki. Następnego dnia podzieliłam na 4 cześci, rozwałkowałam i piekłam każdy po 20 minut. Krążki rosły lepiej niż na drożdżach. Kiedy otworzyłam piekarnik,żeby wyjąć blachę z pierwszym krążkiem oprócz ogromnej fali gorąca poczułam amoniak! Ależ to był okropny fetor. Całe szczęście,że ulotnił się, gdy ciasto wystygło! A będac przy sprawach kulinarnych chcę opowiedzieć Wam historię wigilijnych pierogów. Pierogi Tak się złożyło,że Wigilia odbywała się u mojej siostry( " Ach, jak ja uwielbiam organizować Wigilię!") ale,żeby nie zrzucić na nią wszystkich przygotowań cała rodzina organizowała wieczerzę koszyczkową. Zadania od tygodni były rozdzielone, ostatnie ustalenia i...coś mnie podkusiło w przeddzień wieczorem, żeby upewnić się, iż wszystko jest dopięte na ostatni guzik i zapytać czy o czymś nie zapomniałyśmy. I po co mi to było?! Sama prosiłam się o kłopoty. Nadgorliwość- jak mówi przysłowie- jest gorsza od faszyzmu. W każdym razie od słowa do słowa i padło zdanie wypowiedziane przez moją siostrę- "A wiesz, nigdzie nie mogłam kupić pierogów...Jakbyś mogła zrobić 10.( słownie: dziesięć) Wiesz, z kapustą i grzybami...". Super, po prostu super! Następnego dnia, do przygotowań włączyłam jeszcze pierogi.Jak się otwiera "linię produkcyjną" to nie ma znaczenia czy robi się 10 czy 50. Wszystko wymaga przygotowań i nakładu pracy. Pakując torby w Wigilię mamrotałam pod nosem- Założę się, że nikt tych pierogów nie ruszy przy takiej ilości jadła. I rzeczywwiście, bo nawet nie wjechały na wigilijny stół. Ale za to przydały się do czerwonego barszczyku mojej córki w pierwszy dzień świąt i muszę przyznać- nie chwaląc się- wyszły wyborne! Ale to nie koniec historii o pierogach. Ciąg dalszy był tydzień temu. Postanowiliśmy w sobotę odwiedzić moją siostrę i w popularnym markecie kupiłam pierogi z serem i szpinakiem. Mój mąż stwierdził- " Mnie te kupione pierogi nie smakują..." Siostra- "A co ty opowiadasz, te kupne są teraz całkiem do rzeczy. Ty wiesz ile roboty jest przy pierogach?! Niektórzy to dzielą pracę na dwa dni: jednego dnia robią farsz, a drugiego ugniatają ciasto i lepią pierogi! I jeszcze mała relacja z marketu.B- jak Biedronka Do Biedronki w to sobotnie przedpołudnie weszłam właściwie bez wyraźnej potrzeby. O pierogach pomyślałam póżniej,ale najpierw prawie zanurkowałam w koszach z książkami i wybrałam sobie trzy po 9.90 zł.Ciagle mnie ktoś trącał wypełnionym po brzegi wózkiem, bo te kosze z książkami ustawione były na trasie do kasy.Przy okazji zaczęłam się rozglądać, a potem zastanwaiać,czy jest sens,żebym ja z tymi trzema książkami i pierogami stała w długiej kolejce. Ale stałam. Przede mną młody człowiek wykładał jogurty,a przed nim towary z załadowanego po brzegi wózka wyłożyła kobietka ciut starsza ode mnie. Najpierw spożywka,a potem...A potem się zaczęło! Wielka włochata poszwa na poduchę w kolorze brudnego różu ( mam taką ale na jasiek) nie miała ani metki,ani ceny. Kasierka kilkakrotnie wywracała ją w te i wewte - nic. Potem szła podkoszula, pojedyncza sztuka,ale z dwupaku, również bezcenna. Skarpety bez metki...Kasierka raz po raz krzyczała na koleżanki, żeby szukały kodu,ale one nie mogły znaleźć, dwie przyszły z pomocą,ale ani kodu ani ceny ni widu ni słychu. A w kolejcie do kasy raz po raz westchnienia, raz po raz pomruki. Kasierka spokojna i opanowana wreszcie się poddała- "Za chwilę znajdziemy kody i będzie pani mogła kupić te rzeczy. Ale na ten moment proszę poczekać..." Taśma ruszyła i kolejka ruszyła...Ale pomyślmy ile te kobiety kasjerki mają opanowania i spokoju.Ja w każdym razie byłam pełna podziwu!
Krajobraz z przed kilku dni...W tej chwili jeszcze wszędzie troche śniegu, jakby ktoś obsypał wszystko delikatną warstwą cukru pudru, ale już wkrótce ma być u nas +6. Oby tylko takich kałuż jak na zdjęciu nie było. A swoją drogą awaria sprzętu początkowo mnie zdenerwowała, a potem podeszłam do tego ze stoickim spokojem- A właściwie dlaczego mam tego nie wykorzystać robiąc sobie przerwę od mediów?!Przeczytałam,że w trudnych czasach trzeba sobie z wielkim umiarem dawkować dołujące informacje i zająć się hobby,żeby zdystansować się nieco, i odzyskać spokój. Dziergałam i czytałam, czytałam i dziergałam, ale o tym w następnym poście.
poniedziałek, 27 grudnia 2021
Świąteczne tematy.
Witajcie!
Serdecznie dziękuję za Wszystkie życzenia i komentarze! Cieszę się,że orenżadka w proszku przywołała wspomnienia.Pisanie o znanych obrazach przede wszystkim poszesza moje horyzonty. Kiedyś interesowałam się malarstwem, a ściślej mówiąc kilkoma kierunkami. Dzięki Wam z przyjemnością wracam do tematów związanych ze sztuką, odnajduję nowe, nieznane mi wcześniej "lądy"- Dziękuję! Dziś chciałabym napisać Wam, o niektórych pomysłach zrealizowanych w czasie tych Świąt.
W jednym z czasopism robótkowych znalazłam pomysł na szydełkowe woreczki z przywieszką w kształcie serca, bądź gwiazdki. Poszłam na skróty i kupiłam w sklepie woreczki z czerwonej organzy. (po 1.40 zł) Oczywiście w internecie jest pełna oferta takich woreczków od organzy w różnych kolorach, po płócienne czy jutowe i bywają tańsze,ale z przesyłką- na jedno wychodzi.W sklepie były tylko te,ale idealnie wpisywały się w Święta Bożego Narodzenia.
Oczywiście można było się pokusić o przywieszki ręcznie robione, ale w pasmanterii wypatrzyłam małe srebrne choineczki po 40 gr. Przykleiłam je taśmą dwustronnie przylepną. Trochę za późno wybrałam się do marketu po czekoladki. Kupiłam Merci i Rafaello. Niestety nie było już Ferrero Rocher. Złote opakowanie tych czekoladek dopełniałoby kolorystykę smakowitych łakoci. Na Wigilii położyłam każdemu woreczek obok talerza.W naszej rodzinie jest przewaga kobiet, a panie - wiadomo- uwielbiają takie drobiazgi.
Ledwo zaczęłam urlop- ruszyłam w miasto. Ale wcześniej musiałam się do tego miasta dostać. Bus opanowały Wesołe Babeczki, które jechały na zakupy. Humory dopisywały, a w powrotnej drodze ta sama ekipa( i ten sam kurs, tylko inny kierunek) była w jeszcze lepszych humorach. Obładowane i szczęśliwe były skore do żartów. Lubię obserwować przedświąteczną krzątaninę...Na targu podeszłam do faceta z bombkami. Niestety, tych bombek,co sobie wcześniej upatrzyłam już nie było. Musiałam zadowolić się mniejszymi. Jakaś kobietka pytała o czubek na choinkę. A sprzedawca akurat nie miał- "Pani, mało to czubków kręci się po tym targu? A złap pani któregoś!" Kolejki do sklepów rybnych wywijały się na dworze. Odpuściłam sobie śledzie...ale za mną "chodzą", bo jak nie zrobię sobie po swojemu, to tak jakbym nie jadła. Na koniec wstąpiłam do "Naszego Naleśnika" na kawę i małe co nieco i dostałam wychodząc takiego oto piernika.
Pani Zima w tym roku trzyma. Od niepamiętnych czasów nie było białych Świąt! A teraz mróz niemały!
Mój miodowy torcik, udał się nad wyraz. Przepis na dobry lukier. Rozpuszczamy w rondelku pół kostki margaryny, dodajemy cukier puder, cukier waniliowy,kakao- dużo. Wszystko podgrzewamy, nie dopuszczając do wrzenia.Zdejmujemy z ognia. Do gorącej masy dodajemy całe surowe jajko( wcześniej wyparzone we wrzątku) Ubijamy trzepatrzką, aby wszystko się dobrze połączyło. Polewamy lukrem ciasto. Szybko zastyga i można dowolnie dekorować.
Moje zimowe domki.Wieczorem robię iluminację. Choinki migają, oświetlenie domków- nie. Już nie martwię sie,że braknie mi tu prądu- Pani w elektrycznym sprzedała mi baterie w promocji. Dużo! "Jeśli zauważysz dzisiaj,że spada Ci nastrój albo poziom energii, potraktuj to jako wskazówkę, że skupiasz się na czymś, nie dość pozytywnym" To tyle na dziś. Pozdrawiam serdecznie i idę zobaczyć co u Was!
niedziela, 19 grudnia 2021
Wpadam do Was z życzeniami.
Dobry Wieczór!
Dziękuję za Waszą obecność, zaglądanie, czytanie, komentowanie. Witam nowego obserwatora.
Mój stroik po raz drugi. Pochłonął całą moją inwencję twórczą. Robiąc go czułam się jak studentka przed ważnym egzaminem. Stroik stanął wśród innych stroików, na długim stole przykrytym białym obrusem. A ja codziennie w drodze na salę gimnastyczną "zapuszczałam żurawia" czy stoi, czy może ktoś go kupił. W poniedziałek w południe został ustawiony, we wtorek ciągle tam był, a w środę znikł. Ucieszyło mnie to bardzo. Stroików było całe mnóstwo i w piątek okazało się,że dużo zostało.
Ubiegły tydzień miałam w pracy cieżki, więc w sobotę wybrałam się do miasta na zakupy. Mąż odsypiał trzecią szczepionkę przypominającą,a będac wielkim fanem tzw. "psiutki" zlecił mi kupienie oranżady w proszku. Idealnie się złożyło, bo musiałam przeszukać niemal całe miasto by wywiązać się z tego zadania. Ganianie po mieście w poszukiwaniu jakiegoś drobiazgu zawsze mnie odstresowywało i przy okazji dostarczało ruchu. Hellena produkuje jeszcze oranżadę w proszku( tu w wersji strzelającej) ale lepiej nie czytać etykiety, bo czegoż tam nie ma?!
Dziś jeździły pociągi Łodzkiej Kolei Aglomeracyjnej, najwidocznej próba generalna przed otwarciem naszej linii po przerwie. Jakie to wspaniałe znowu widzieć pociągi i słyszeć jak trąbią przed niestrzeżonym przejazdem.
Za to nie było w tym roku myśliwych! Zazwyczaj przyjeżdżali autokarem w okolicach 9 grudnia. A w tym roku spokój- co za ulga!
Pieter Bruegel "Zimowy pejzaż z łyżwami i pułapką na ptaki"." Pomimo pozornie sielskiej atmosfery dzieło zawiera zgodnie ze zwyczajem tego niderlandzkiego malarza przekaz dydaktyczny. Głównym artefaktem jest słabo widoczna na pierwszy rzut oka pułapka na ptaki w formie drzwi znajdująca się w prawym dolnym rogu.Interpretatorzy uważają,że ptaki i ich nieuwaga mają ścisły zwiazek z głupotą ludzi na lodzie.Obraz miał być, więc upomnieniem o rozwagę i ostrożność wobec stałego niebezpieczeństwa.Istnieje również pogląd,że obraz jest retrospekcją wspomnień z dziecięcych lat malarza spędzonych w rodzinej wiosce."( Źródło: GaleriaKlasyki.pl) Ostatnio TV przypomniała "Misia"kultowy film z 1980 roku w reżyserii Stanisława Barei. Ostatnia scena -" W gliniance na zamarzniętym jeziorem stary węglarz Tłoczyński tłumaczy ojcu dziewczynki, dlaczego ten nie powinien nazywać swojego dziecka Tradycją.Tymczasem ze śmigłowca zostaje zrzucona olbrzymia kukła misia, która została przeznaczona na straty. Miś ląduje w jeziorze, ochlapując węglarzy, podczas gdy Ewa Bem śpiewa dziecku pastorałkę " tchnącą optymizmen".
(Źródło: Wikipedia) Pierwszy obraz zasugerował mi scenę filmu. Czy jakieś inne sugestie?!
Zdrowych, Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. Świąt takich jakie lubicie najbardziej, dużo relaksu i odpoczynku. Miłych chwil w rodzinnym gronie.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)