piątek, 2 października 2026

Jesień. " Lalka" i szydełkowa torba.

Witajcie moi drodzy, dziękuję za zaglądanie, czytanie i komentowanie. Dziś będzie post pt." Co ostatnio robiłam?"
Jesień powitałam nad jeziorem w domu letniskowym koleżanki. Od kilku lat nie byłam w tym miejscu i ciekawiły mnie zmiany jakie tam zaszły. Przede wszystkim wiele osób zrezygnowało z drewnianych pomostów na rzecz plastikowych,które są trwalsze i bardziej wytrzymałe. I nie trzeba ich tak często naprawiać. Sezon grzybny w pełni i grzyby rosną dosłownie wszędzie. Największe i najpiękniejsze na zamkniętych na sezon jesienno- zimowy działkach.Obok jednego ogrodzenia maślak obok maślaka. Zdziwił mnie tylko kolor kapeluszy. Na środku żółto- pomarańczowy, po bokach jasnobrązowy. Schylałam się właśnie, gdy z domu wyszła para w moim wieku. Nie wiedziałam jak zareagują, bo czasem to co pod płotem, z drugiej strony uważane jest za własność tych z działki. Ale o dziwo, mieli ochotę na rozmowę- " My też tutaj gościnnie. A tych grzybów tutaj cała działka" Zaczęli je zrywać i podawać mi przez płot.- " A do barszczyku się nadają?" - Ja- Tak, bo to maślaki. W małym zagajniku znalazłam koźlarze czerwone. Nie pamiętam już kiedy ostatni raz zbierałam "krawce"...
Pierwszego wieczoru chmury zasnuły niebo. Kłopoty z internetem, nie dało się odpalić "Lalki" na Netflixie. w czasie zakupów w miasteczku mąż nabył gruby zeszyt z krzyżówkami do rozwiązywania, a my kobiety rzuciłyśmy się w wir zakupów. Oprócz sprawunków na miejskim targowisku kupiłam kilka drobiazgów z sklepach"mydłem i powidłem". Między innymi: " Ekologiczny poradnik księżycowy na rok 2027", srebrną przywieszkę do łańcuszka z bursztynem( nad morzem nie chciałam tracić kasy), komplet mulin od pomarańczowego do wino mało znanej firmy ( wyprodukowanych najpewniej w Chinach) kordonek w kolorze dyni, małe, szklane naczynie do zapiekania i bluzkę w kolorze dojrzałej śliwki.
Następny dzień upłynął nam pod znakiem " Lalki" z Netflixa, bo pogoda się poprawiła i sygnał był. W międzyczasie gotowanie i spacery... i kawa na pięknym tarasie.
Serial " Netflixa" obejrzałam dwa razy( teraz oglądam po raz trzeci, ale już wolniej po 2 odcinki). 30 września poszliśmy na wersję kinową. Wszyscy wykonali kawał solidnej roboty. Paweł Maślona postawił na świetną grę aktorską, szybkie tempo i jak to niektórzy nazywają- awangardę. Aktorzy dali z siebie 100 procent, a może i więcej. Sandra Drzymalska jako tytułowa Izabela Łęcka- pełny sukces. Bardzo podobał mi się Piotr Adamczyk jako baron Krzeszowski, Jacek Barciak- ojciec Łęcki. Maria Kania jako służąca Marianna- po prostu zachwycająca, z każdym odcinkiem coraz lepsza.Reżyserowi udało się pokazać zaangażowanie i namiętność między Wokulskim,a Izabelą, co w wersji kinowej zupełnie nie wyszło. Nie znaczy to,że film był zły. W wersji kinowej wspaniała sceneria, plejada znanych aktorskich nazwisk. Jak dla mnie- Agata Kulesza, Maria Dębska, Maja Komorowska i Marek Konrad to mistrzostwo aktorstwa. Jednak od połowy filmu zaczynała wkradać się nuda i znużenie...
Czy warto kręcić filmy i seriale ponownie, mimo,że wcześniejsze były dobrze zrobione i zostały w naszej pamięci?! Myślę,że warto. Jest okazja uwzględnić współczesnego widza, odkurzyć klasykę, wprowadzić ją do domów i kin. Nowe wydania "Lalki" dobrze się sprzedają, a jedno z nich- kolekcjonerskie wzbogacone zostało zdjęciami z filmu. Ja poszłam dziś do biblioteki i pożyczyłam stare wydanie w kilku tomach. Łatwiej będzie czytać i trzymać w rękach.
A to moja jesienna szydełkowa torba.
I to byłoby tyle na dziś.Do zdjęć z jeziorem w tle jeszcze wrócę... Tymczasem życzę Wam udanego, słonecznego weekendu.

czwartek, 10 września 2026

Herbaciarnia, spotkanie, chusta, książka.

Witam Was serdecznie, Postanowiliśmy wykorzystać dobrą, słoneczną pogodę i wybraliśmy się do Łodzi, aby zmienić trochę klimat i poczuć tętno dużego miasta.
A główny powód był taki,że chcieliśmy zajrzeć do polecanej nam herbaciarni w podwórku przy Piotrkowskiej 89. Można tam nie tylko napić się pysznej herbaty, ale również kupić ulubioną herbatę do domu.A jest w czym wybierać!
Podwórko bardzo zadbane. Mimo delikatnej muzyki wydobywającej się z jednego z lokali- bardzo cicho i spokojnie.
Wejście do herbaciarni "Przystań"
Było co uczcić. Na Piotrkowskiej spotkaliśmy koleżankę. To się naprawdę nieczęsto zdarza, w dużym mieście spotkać kogoś znajomego!
Na wycieczkę pojechała ze mną chusta, którą udało mi się ostatno skończyć. Po wielu latach...
Mięciutka, w kolorze wrzosu albo delikatnego fioletu, jak kto woli.
Przy okazji odwiedziłam dwie stacjonarne pasmanterie. W Manufakturze już nie wchodzi się do malutkiej dziupli sklepu. Właścicielka ustawiła ladę w drzwiach wejściowych. Kiedy do niej doszłam klientka wybierała koronkę, przez kilkanaście minut. Nie było szans,żeby zapytać o coś sprzedawcę, podejść bliżej. Trzeba było czekać. A jak już pani zdecydowała się na koronkę i dokonała zakupu ekspedientka była już tak zmęczona i rozdrażniona,że mnie dostał się " rykoszetem" jej podły humor. Przyjęłam to ze spokojem, w końcu przyszłam po konkretne drobiazgi, a poza tym następny tego typu sklep miałam w odległości kilku kilometrów.
Na koniec wizyta w dużej księgarni w Alejach Piłsudskiego.Nie zawsze wychodzę stamtąd z książkami, czasem nic " nie wpadnie mi w oko". Ale kiedy wzięłam do ręki "Guziki" Agnieszki Lis, wiedziałam,że muszę ją kupić. " Jaromira,żona rybaka, mieszka w stuletnim domu nad samym morzem, w Łazach. Z biegiem czasu część swojego domu przekształca w niewielki pensjonat. Co pięć lat do Jaromiry przyjeżdża wyjatkowy gość, którego kobieta rozpoznaje po szczególnym znalezisku. Każdy natrafia na guzik- w lesie, na plaży, na nadmorskiej promenadzie...gdziekolwiek. Ale przede wszystkim każdy przywozi ze sobą historię nieszczęśliwej miłości. Niekoniecznie typowej." Wzruszająca, otulająca obyczajówka.
" Guzik zapina to, co niepotrzebne w życiu" Cóż to znaczy? To poetycka metaforyczna przestroga przed nadmiernym kontrolowaniem wszystkiego, ukrywaniem swoich emocji lub kurczowym trzymaniem się rzeczy, które nam nie służą. Zabieranie znalezionych guzików, jakie to było inne od tego, co się dawniej powszechnie mówiło... Jak znajdziesz guzik i go zabierzesz do domu, a nie daj Boże włożysz do portmonetki, to będziesz miała guzik czyli nic. Tymczasem tutaj guzik został odczarowany. A czy Wy znacie porzekadła z guzikiem w tle, albo jakieś zakorzenione przekonania?
A takie naklejki rozdawał przechodniom stojący na ulicy Piotrkowskiej pan. I nie prosił o żadne datki. Dziękuję za zaglądanie, czytanie i komentowanie. Dobrego weekendu Wam życzę.

wtorek, 1 września 2026

Turniej Rycerski i jeszcze o kinie.

Witajcie moi drodzy, dziękuję za dyskusję, jaka wywiązała się pod poprzednim postem.Będę dziś kontynuować temat, ale najpierw kilka zdjęć z Turnieju Rycerskiego, który odbył się u nas w miniony weekend.
Grupa z Wrocławia, która rozpoczynała na Rynku Turniej Rycerski.
Dla tego orszaku warto było wybrać się na Rynek.
W ciągu dwudniowego turnieju przebrani uczestnicy przenosili nas w czas średniowiecza.
Przed wjazdem na Zamek zrobił się mały zastój. Jeden z rycerzy postanowił wykorzystać ten moment na prezentację konia. Koń zrobił wolniutko obrót o 360 stopni i ukazał się w pełnej krasie.
W ostatnim czasie został ukończony bajkowy mural na ścianie Domu Kultury.
Nie, nie będę pisać o parze ze zdjęcia, choć jeśli macie ochotę zgadujcie- co to za para, co to za film. Kilka słów o filmie, który miał premierę 14 sierpnia 2026 roku- Tylko jedna noc " Podczas jednej wyjątkowej nocy w Nowym Jorku los łączy Allie ( Monica Barbaro) i Owena ( Callum Turner)- dwoje singli szukających czegoś więcej niż przelotnego romansu." Muszę przyznać,że pomysł tej wyjątkowej nocy- dość absurdalnej mimo wszystko, wprowadził w odpowiedni klimat.W końcu to komedia romantyczna, więc wszystko zmierzało do happy endu. Dobre tempo, ciekawe sytuacje i brak nudy spowodowały,że ten film przyjemnie się oglądało. Duża w tym zasługa głównych bohaterów- bardzo sympatyczna para.Callum Turner rocznik 1990,brytyjski aktor, prywatnie mąż Duy Lipy- ur. 1995, brytyjskiej piosenkarki albańskiego pochodzenia. 31 maja 2026 wzieli cichy ślub cywilny w Londynie. Chwilę później przenieśli się do Palermo na Sycylii, gdzie przez trzy dni celebrowali swoje małżeństwo w gronie najbliższych przyjaciół. Ich znajomość 2 lata temu zaczęła się od miłości do książek. "Ponieważ miał książkę spytała po prostu- Co czytasz? Okazało się, że mieli wtedy przy sobie tę samą powieść- Zaufanie- Hernana Diaza Do tego skończyli czytać pierwszy rozdział. Scena jak z komedii romantycznej.( Viva nr 16, 27 sierpnia 2026 roku, tekst Agnieszki Dajbor) O tej piosenkarce pierwszy raz usłyszałam po wywiadzie z naszą noblistką Olgą Tokarczuk. Dua rozmawiała z pisarką o książce- " Prowadź swój pług przez kości umarłych,"
Aktorka na dole, z lewej strony- Kto to? Po premierze " Odysei" Nolana wielu krytyków zaczęło się zastanawiać czy ten film przerwie "łabędzi śpiew" kina. " Jak podaje GUS, w 2025 roku w Polsce było 366 kin jedno i dwusalowych oraz 109 " minipleksów"( trzy do siedmiu sal) Multipleksów- 59. Do sieci Kin Studyjnych należało 247 kin. W tymże 2025 roku 70 procent Polaków nadal chodziło do kina, ale najwięcej z nich ( 35 procent) to sporadyczni widzowie. Aktywnych kinomanów, czyli osób regularnie odwiedzających kina, jest 14 procent."( Reportaż Sylwi Gutowskiej - W mniejszym kinie. Historia znikania i trwania" czasopismo" Pismo" sierpień 2026 rok) Tyle liczby. W naszym kinie, gdy zaczynało działalność w nowej odsłonie( 5 sal kinowych) była dobra oferta. Na przykład - Tani poniedziałek, promocyjny wtorek, czwartek Bueno. Dziś grają głównie filmy dla dzieci, na filmy dla dorosłych trzeba "polować" i iść na wybrany tytuł, gdy tylko się pojawi. Przykładowo " Odyseję" oglądaliśmy na małej sali, wszystkich widzów było 8. Z kolei na " Tylko jedna noc" było 4 widzów. Na "Odysei" w IMAX Manufaktura w piątkowy wieczór była pełna sala widzów. Chcieliśmy wybrać się do kina na kostiumowy film " Vivaldi i ja"( premiera 21 sierpnia). Niestety, film ten nie cieszy się popularnością i pewnie wkrótce będzie do zobaczenia na którejś platformie streamingowej.Ludzie związani z kinem narzekają,że filmy zbyt szybko trafiają na platformy( na przykład po miesiącu od premiery) A co Wy o tym myślicie? Czy lubicie oglądać filmy w kinie? I jak wygląda sytuacja kin w Waszej okolicy?
To tyle na dziś. Dziękuję za zaglądanie, czytanie i komentowanie. Dobrego tygodnia Wam życzę. Dziś 1 września, właśnie zaczął się nowy rok szkolny.

środa, 19 sierpnia 2026

Kino- "Odyseja"

Witajcie moi drodzy, wakacje powoli dobiegają końca, u nas wczoraj porządnie popadało, a obecny tydzień będzie miał niższe temperatury powietrza. Dziękuję za zaglądanie, czytanie, komentowanie.Wasze blogi będę odwiedzać i jeśli u kogoś nie byłam- to będę! Ostatnio byłam w kinie na dwóch filmach. Dziś napiszę o jednym z nich. W poście wykorzystam zdjęcia zrobione w lipcu.
Ponad tydzień temu temu wybraliśmy się z mężem na " Odyseję" w reżserii Christophera Nolana. Uważam,że ten film warto obejrzeć i to obejrzeć na dużym ekranie w kinie. Myślę,że na jego temat powiedziano już naprawdę dużo, więc nie będę się powtarzać. W sieci znajdziecie mnóstwo recenzji, podcastów itp. Dla mnie dużo ciekawsze było to, co stało się potem. Zaczęłam czytać recenzje zamieszczone w prasie, oglądać i słuchać podcasty. I wyszedł mi niemal tydzień z "Odyseją". Postaram się przekazać Wam najciekawsze moje spostrzeżenia.
Obraz z jednego z pokoi w "Oliwce" Świbno. Przyznam się,że to był mój pierwszy obejrzany w całości film z Mattem Damonem. Ten 55 letni aktor został świetnie ucharakteryzowany na potrzeby filmu( brodę wyhodował sobie sam)Tylko w jednej scenie zastępowała go kaskaderka, co mu się chwali bo film bardzo dynamiczny, a niektóre sceny wymagały tężyzny fizycznej. " Po filmie Nolana została mu dieta bezglutenowa i umiejętność naciągania łuku. Ćwiczył ją do filmu przez kilka miesięcy, tysiące powtórek. Aktorstwo uczy cierpliwości" ( cytat z recenzji Anety Kyzioł " Wojownik z sąsiedztwa", "Polityka" nr32/2026) Minęło 10 dni, a ja nie pamiętam Damona z tego filmu. Tomasz Raczek niestety też nie ma o nim najlepszego zdania.
Obraz z "Oliwki". Jak dla mnie w "Odysei" Nolana postacią nr 1 jest Anne Hathaway w roli Penelopy. Lepszej królowej Penelopy nie można sobie wymarzyć. Piękna, dostojna, królewska.( a ponoć postać drugoplanowa) Pierwsza scena i kolejne w Itace z udziałem zalotników to akcenty szekspirowskie w tym filmie, bo tak Grecy nie biesiadowali.
Z wielką przyjemnością wysłuchałam wywiadu z Antonim Liberą- polskim pisarzem, tłumaczem , reżyserem teatralnym i krytykiem literackim. Oprócz wypowiedzi o filmie rozwodził się na temat heksametru" Heksametr to klasyczny sześciostopniowy wers używany w starożytnej poezji epickiej np. w " Iliadzie i " Odysei" Homera"- AI." U Homera heksametr jest tak świetny,że jego doskonałość nigdy nie została przewyższona, choć tylu poetów posługiwało się tą formą. Nikt nie umiał władać nim z taką lekkością i takim wirtuozostwem, u nikogo nie miał on tej swobody w zmiennych tonach, nigdy w sposób bardziej naturalny nie służył narracji i dialogom"( Jan Parandowski, wstep do "Odysei") A teraz trochę humoru- do czego służy heksametr? Pamiętacie film " Stowarzyszenie Umarłych Poetów"? Tam młodzież zainspirowana opowieściami charyzmatycznego nauczyciela wymykała się w nocy z internatu, żeby w ustronnym miejscu, w głębi lasu, w jaskini recytować poezję. Następnie recytując zaczynali tańczyć w jej rytm, żeby wprowadzić się w trans.
"Rzutem na taśmę" obejrzeliśmy też starszą wersję " Odysei" z 1997 roku.( a po komentarzach widać było,że nie tylko my tak zrobiliśmy)Miałam obiekcje co do Armanda Assante w roli Odyseusza, ale spisał się doskonale. Widać było przemianę młodego lekkoducha w dojrzałego króla i wojownika z Itaki. Ostatnie sceny i lekcja dla Telemacha- rewelacja. Tak w "Odysei" Nolana, jak i wersji z 1997 roku scena z napięciem łuku i wypuszczeniem strzały tak aby przeleciała przez 12 uch wbitych rzędem toporów wygląda rewelacyjnie. I oczywiście przechodzi ją zwycięsko tylko Odyseusz zmieniony w żebraka. " Wtedy Penelopa poddaje mężczyznę ostatniej próbie- każe sługom przestawić ich małżeńskie łoże, na co Odyseusz , który sam wystrugał łóżko z żywego pnia drzewa oliwnego wrośniętego w ziemię, wybucha,że nie da się tego zrobić.(...) Najgłębsze relacje , opierające się na harmonii dusz( homophrosyne),są zbudowane na stabilnym fundamencie wspólnych wartości i przeżyć, tak jak niewzruszalne łoże małżeńskie Penelopy i Odyseusza".( "Moja i twoja Itaka" Trening Odyseusza z tekstu Marty Urbaniak " Sens" nr 9/ 2026) Tej ostatniej próby u Nolana nie ma, ale jest za to symboliczny przedmiot.
Oglądałam też ciekawą recenzję przedstawioną przez młodego yutubera, miłośnika filmów Nolana, filmów fantazy, scenice fiction i współczesnych filmów akcji. Podzielił " Odyseję" Nolana na dwie części: pierwsze 2 godziny i ostatnia 3 godzina. W pierwszej części to nieustanne przeskakiwanie z przygód Odyseusza na przygody Telemacha- bardzo męczący zabieg.U Homera jest to równoległa wędrówka ojca w drodze powrotnej do domu i syna jadącego na poszukiwanie ojca, zakończona przejmującym spotkaniem na ziemi rodzinnej.(Ten motyw wykorzystał na przykład Joyce i na nim zbudował swego " Ulissesa") "Odyseja" z 1997 roku jest filmem linearnym. Zaczyna się od wyruszenia Odyseusza na wojnę z Troją i dalej pokazuje wydarzenia chronologicznie, w trakcie są wplatane wątki z Telemachem.Ostatniej części u Nolana nie skomentuję. Podobno w jednym z wywiadów Sir Nolan powiedział,że chce zrobić " Odyseję" w stylu " Gwiezdnych wojen". Myślę,że miłośnicy takich właśnie filmów oraz gier komputerowych będą tą wersją " Odysei" zachwyceni. Ja nie byłam. Odniesienia do współczesnych wojen, stresu pourazowego może nie były złe, jednak bardzo mało było scen niosących dobre, pozytywne przesłanie. A zdania dające nadzieję były wypowiadane cukierkowo, nienaturalnie, takie ble, ble, ble. Mimo to na pewno warto wybrać się na ten film do kina. Choćby po to,żeby wyrobić sobie własne zdanie na jego temat.
To tyle na dziś. Pozdrawiam Was serdecznie.

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

" Ogród rozpaczy ziemskich "- moje recenzje książek.

Witajcie moi drodzy, lato w pełni. Już sierpień. Znowu czeka nas kilka upalnych dni, więc chcę Wam opowiedzieć o książkach, które udało mi się ostatnio przeczytać. Dziękuję za zaglądanie, czytanie, komentowanie.
W literaturze zapanował teraz nowy trend. Autorzy prezentują sceny z życia, głównie pokolenia milenialsów, ale nie tylko. Pisałam już o książce " Do perfekcji" Vincenzo Latronico, który przedstawiał Włochów mieszkających w Berlinie. Dziś kolejne odsłony w wersji hiszpańskiej i amerykańskiej.
W tym zestawieniu znalazł się thiller - " Weekend" Sherri Smith. Przeczytałam tę książkę za 3 podejściem. Może, gdybym przeczytała ją wtedy, gdy ją kupiłam wywarłaby na mnie silniejsze wrażenie. Przeczytałam, wzięłam się za następne książki i przestałam o niej myśleć. Wszystko co musicie o niej wiedzieć, zdradza okładka. Czytaliście "Weekend"?
Kolejna książka to " Ogród rozpaczy ziemskich" Beatriz Serrano. 32- letnia Marisa pracuje w korporacji w Madrycie. Ma swoje oszklone biuro, co świadczy o tym,że pracuje tam już parę lat i wspięła się w hierarchii korporacyjnej. Wie co jej tam wolno, a czego nie, jak lawirować, żeby wypełniać swoje obowiązki, a jednocześnie wciągnąć innych do projektu i nie angażować się w pracę bardziej niż to konieczne. Na zewnątrz poprawny wizerunek pracownika biura zajmującego się reklamą, a naprawdę...Naprawdę Marisa nudzi się w swojej pracy, nie znosi jej i funkcjonuje dzięki małym tabletkom uspokajającym, które wkłada co rano pod język. Po godzinach odwiedza Muzeum Prado i kontempluje obraz Hieronima Boscha " Ogród rozkoszy ziemskich". Sierpień w Madrycie. W biurze wszyscy skupiają się i planują kampanię reklamową związaną z Świętami Bożego Narodzenia. W każdą środę dzwoni do Marisy matka, z sąsiadem Pablem spędza czas na balkonie, a potem w łóżku. Wspomina Ritę, nieżyjącą koleżankę z pracy i odnawia znajomość z Eleną, koleżanką se studiów.
Początek bardzo obiecujący, a potem trochę wieje nudą. Dopiero na koniec pojawiają się ciekawe zdarzenia i zupełnie nieprzewidywalne zakończenie. Dobra.
Wreszcie najlepsza w całym zestawieniu " Worry" Alexandry Tanner. Jest debiutem amerykańskiej pisarki i redaktorki mieszkającej w Nowym Yorku. "Worry" znalazła się na listach najlepszych książek 2024 roku czasopism takich jak "Vogue", " The New Yorker" i " The Washington Post". Fabuła w skrócie. Do 28- letniej Jules przyjeżdża o 3 lata młodsza siostra Poppy. Jules wynajmuje mieszkanie na Brooklynie, jest po kulturoznawstwie i po studiach postanowiła zamieszkać w Nowym Jorku, pracuje zdalnie pisząc bryki czyli streszczenia lektur dla licealistów pod patronatem wydawnictwa, utrzymuje sporadyczne kontakty ze znajomymi i mężczyznami, obserwuje mormońskie mamuśki na Istagramie.Zajęty zabiegami upiększająceymi ojciec- dermatolog, nie angażuje się w życie dorosłych córek. Opłacił uczelnie, od czasu do czasu zaproponuje darmowy botkoksik i tyle. Matka, która zajmuje się dorywczo różnymi sprzedażowymi sprawami szybciej dotrze do jednej i drugiej dzwoniąc, mailując czy pogada przez komunikatory mediów społecznościowych. Ostrzega Jules przed Poppy,że obecność tej drugiej będzie miała na pierworodną zły wpływ."Jakiś czas temu Poppy próbowała popełnić samobójstwo. Wcześniej wiele lat zmagała sie z depresją.W wakacje po zrobieniu licencjatu zamknęła się w sobie. Rodzice przyjechali do regionu zwanego Research Triangle, gdzie mieszkała, wyprowadzili ją z zapluskwionej kawalerki i zabrali do rodzinnego domu na Florydzie. Mieszkała z nimi przez kilka lat. Uczęszczała na spotkania grup terapeutycznych, podczas których bez użycia nożyczek tworzyła tablice inspiracji ze starych czasopism, borykała się z pokrzywką, która nękała ją od okresu dojrzewania, i każdego dnia myślała o rzuceniu się ze schodów." Pojawienie się Poppy w Nowym Jorku wywraca życie Jules do góry nogami, tym bardziej ,że nic nie wskazuje na to,żeby Poppy miała ochotę wyprowadzić się ze wspólnego mieszkania.
"Worry" pełne jest szczegółów i szczególików, często bardzo intymnych. Kobietki są nurotyczne, wykształcone, inteligentne i prowadzą niekończące się rozmowy na różne tematy. W ich kraju trwają rządy Donalda Trampa, a Internet i media społecznościowe są w pełnym rozkwicie. Jedna influencerka omawijąc tę książkę zastanawiała się-" Po co w ogóle pisze się takie książki?!" Z kolei jeden z komentujących na Lubimyczytać stwierdził-" One potrzebują terapii na wczoraj!" Ale nie da się ukryć- warto tę książkę przeczytać. A czy Wy lubicie tego typu książki ? Faktem jest,że po przeczytaniu zarówno " Ogrodu rozpaczy ziemskich" jak i "Worry" ma się ochotę sięgnąć po coś bardziej optymistycznego.
Uznałam,że do tych książek pasuje mi ta piosenka- "Martwe morze" Budki Suflera. Pozdrawiam Was serdecznie dobrego tygodnia.

niedziela, 26 lipca 2026

Wakacyjne opowieści.

Witajcie moi drodzy. Dziś będzie wszystkiego po trochu i mam nadzieję,że Was zaciekawię treścią. Dziękuję za zaglądanie, czytanie i komentowanie.
Port w Świbnie. Zanim wyruszyliśmy z naszej kwatery na wędrówki, podczas delektowania się kawą codziennie obserwowaliśmy "serial"- " Przygody pumy". A zatem w skrócie. W lasach niedaleko Koszalina, w gminie Polanów na początku lipca pojawiła się młoda puma. Najpierw wystraszyła myśliwego, który próbował odgonić zwierzę okrzykiem -" Do budy", a nawet oddał strzał w powietrze. Potem ten duży kot przechadzał się w pobliżu ludzkich domostw, obserwując psy i koty przez ogrodzenie. W dalszej kolejności, każdy, kto ją widział opowiadał o tym zdarzeniu. Kolejnym posunięciem było odłowienie tego dużego kota. Istniały obawy,że będzie to trudne. "Na szczęście zwierzę na kryjówkę wybrało zarośnięty wysokimi trawami pustostan we wsi Krasinka. Tam je złapano, a po nocy spędzonej w Fundacji dla Dzikich Zwierząt "Larus" przewieziono do ZOO w Poznaniu. Okazało się ,że to samica. Skąd puma w Polsce? Nie jest to gatunek naturalnie występujący w Europie, jego siedliska rozciągają się od Kanady po Patagonię. Kocica spod Koszalina raczej nie bała się ludzi, więc najprawdopodobniej uciekła z prywatnej hodowli."( zacytowałam fragmenty artykułu Roberta Jurszo "Polityka" nr 30/ 2026) Wyobrażacie sobie takie spotkanie z pumą w lesie?
Jagodzianka z gdańskiej kawiarni. Ta kosztowała 14 zł, ale spotykałam i droższe.Niezła, aczkolwiek jadłam lepsze. Okazuje się,że jagodzianka to najsmaczniejsza słodka bułka, którą koniecznie trzeba zjeść w lecie. A czy Wam udało się zjeść w tym sezonie jagodziankę, która spełniła Wasze oczekiwania smakowe?
Atrakcja turystyczna: kolejka wąskotorowa. Kursuje na trasie Mikoszewo- Sztutowo. W Stegnie można się przesiąść do drugiej, jadącej do Nowego Dworu Gdańskiego.W sezonie kursuje codziennie, po sezonie w weekendy.
Przeprawa promowa przez Wisłę: Świbno - Mikoszewo. Atrakcja za 5 zł od osoby. Prom stabilizował "Mały Pływak", tak go nazwałam od jednostki pływającej Louisa De Funesa z filmu "Zwariowene wakacje", komedia z 1968 roku. W Świbnie on się nazywał- Kleń.
Papierowa mapa Wyspy Sobieszewskiej. Znalazłam ją na półce w korytarzu.Wypożyczałam i zabierałam na nasze piesze wędrówki, bo w lesie często nie było zasięgu, a co za tym idzie internetu. I tu polecam Wam Pokoje Gościnne " Oliwka" gospodarz zaangażowany, zawsze służył pomocą swoim gościom, w pokojach mieszczących się na parterze - wszystko co potrzeba do codziennego funkcjonowania. W podwórku trzy drewniane domki dla gości, duże podwórko jako parking, czysto i schludnie.
Pyszne jedzenie w Gospodzie "Taaaaka ryba" Tutaj również dbają o klienta. Nie jest tanio, ale potrawy wyjątkowo smaczne.Restauracja czynna w sezonie, po sezonie zamknięta. Od poniedziałku do piątku obiady dnia w przystępnej cenie. Żałuję,że nie zamówiliśmy tam ryby. Rybę zamówiliśmy w Jantarze- porażka. W Pizzerii w Świbnie bardzo dobra pizza na cienkim spodzie.(ale też nie tania) W ubiegłym roku skusiliśmy się na pizzę w Mikoszewie i jak dla mnie,to była najdziwniejsza pizza jaką jadłam w życiu.W menu- pizza z ogórkiem konserwowym.Nie przypuszczałam,że będzie to zmielony ogórek konserwowy rozsmaroway na całej powierzchni ciasta. W tym roku w Świbnie trafiliśmy na wyjątkowo dobrą pizzę, o niebo lepszą, niż ta w Mikoszewie.
Wyspa ma swoją gazetę. Ciekawostka wakacyjna, trochę na inny temat. Okazuje się,że na obozach harcerskich zatrudniani są teraz psycholodzy. Jeden ze specjalistów stwierdził - " Dzieci przychodziły z tym , co się u nich dzieje w życiu. Również z problemami domowymi." Psycholożka Ola wspominała zdarzenie, które jej najbardziej utkwiło w pamięci." 9- letni Franek( imię zmienione) uciekł do lasu. Wybiegł ze stołówki z krzykiem - "Idę do domu!"Zatrzymał się po kilkuset metrach. Usiadł między drzewami i nie pozwalał się do siebie zbliżyć.Krzyczał tym głośniej, im bliżej ktoś z kadry próbował podejść. Instruktorzy stali z daleka i nie wiedzieli , co robić. Ola podchodziła powoli. Nie mówiła dużo. Usiadła w pewnej odleglości- na tyle blisko, żeby ją usłyszał, na tyle daleko,żeby nie czuł się osaczony. Czekała. Po chwili chłopiec przestał krzyczeć. Ola zaproponowała ćwiczenie oddechowe. Obiecała telefon do rodziców.Franek wrócił. Po rozmowie z rodzicami uznał,że jednak może zostać na obozie.(...)W 10- osobowym namiocie urządziła gabinet. Wstawiła dodatkowe łóżko, które pełniło funkcję terapeutycznej kozetki. Wejście było z dwóch stron, żeby nikt się nie krępował wizyty przed kolegami. Harcerze przychodzili czasem tylko po to, żeby poleżeć na kozetce. ( "Obóz na kozetce" tekst Aleksandry Pezdy " Newsweek" nr 28/2026)
Kawiarnia "Uboga krewna" w Gdyni.Ponownie ją odwiedziliśmy. Była kawusia i serniczek.
I tutaj chciałabym polecić książkę na wakacje. Marek Stokowski " Święty Leonard z pól" Kilka słów o autorze. Marek Stokowski(rocznik 1957)urodzony w Warszawie, żonę znalazł w Olsztynie, przez 40 lat był kustoszem w zamku w Malborku, obecnie na emeryturze,mieszka na wsi na Żuławach Kwidzyńskich. W swoich książkach " Samo-loty" i "Lotnicho" rozlicza się z młodością w czasach PRL."Święty Leonard z pól" to książka pisana ku pokrzepieniu serc, z humorem. Leonard w skrócie zwany Leo, jest emerytowanym strażakiem,wdowcem, który z Gdańska przywędrował na żuławską wieś.( w pobliżu Wisła, Liwa i Nugat)Zamieszkał w ceglanym mennonickim domu. Miał pasiekę,latem na gnieździe mieszkały bociany, łowił ryby w Liwie, którymi się dzielił ze swoimi kotami.Pewnego razu pojawił się w jego obejściu kominiarz- domokrążca, który mówił językiem Cervantesa y Saavedry, odbył rozmowę z Leo, wskazał mu kierunek dalszej egzystencji. Od tej pory Leo patrolował na rowerze okolicę i pomagał ludziom. Czasem już sama jego obecność była bardzo pomocna.Przypominał Don Kichota z La Manchy.Święty Leonard z pól to powieść drogi z akcentami rycersko - duchowymi, bo jakże by inaczej. Pan Marek, który tyle lat pracował w średniowiecznym zamku bardzo ceni sobie cnoty rycerskie -pomagaj słabszym i duchowe. Dla mnie niesamowite było to, jak opisał codzienność i Żuławy. Tak książka zrobiła na mnie takie wrażenie,że zaczęłam szukać innych książek o Żuławach. I kolejną bardzo dobrą pozycją był reportaż Tomasza Słomczyńskiego- " Delta. Przez Żuławy" A potem dwu tomowa saga historyczna Sylwii Kubik- "Ucieczka z Mielez" i "Powrót do Miłoradza" Gdańsk to typowe Kaszuby, ale Świbno dzięki Wiśle i przekopowi 1891- 1895, przynależy do Żuław.
Kwadraty babuni nad Wisłą. I tym akcentem kończę. Dobrej Niedzieli i przyszłego tygodnia Wam życzę!