środa, 1 kwietnia 2026

1 kwietnia- post z przymrużeniem oka.

Witajcie Moi Drodzy, Dziś 1 kwietnia, więc będą zdjęcia i podpisy z przymrużeniem oka
Jeżeli chcecie mieć właściwy stosunek do przedświątecznych prac i porządków, nic lepszego niż wizyta w ZOO nie może się trafić.
Po co szaleć,sprzątać, pichcić i gotować. Wystarczy ułożyć się na dowolnie wybranym boku...
Tygrys jest takiego samego zdania. Tym bardziej,że w ciągu dnia pochłania 35 kg mięsa.
A zatem sjesta to jest to!
Inni w tym czasie mieli taniec godowy. Prawie cały czas chodzili w kółko po małym pagórku.
Ten osobnik rodem z Madagaskaru obserwował osoby pojawiające się przed jego królestwem. To lemur. Nazwa "lemur" wywodzi się z mitologii rzymskiej , w której lemurami nazywano złe dusze zmarłych.
Duże miasto w samo południe. Pozdrawiam.

wtorek, 31 marca 2026

Rozwiązanie zagadek. Życzenia.

Witajcie Moi Drodzy, Kiedy zrobiło się cieplej, z zachwytem zaczęłam spędzać więcej czasu na powietrzu. Tymczasem teraz najwyższy czas wrócić do bloga, bo po pierwsze chcę zdążyć przed 1 kwietnia, po drugie wkrótce Święta! Dziękuję Wam bardzo, bardzo serdecznie za zaglądanie, czytanie i komentarze, a przede wszystkim za udział w zabawie. To jest wspaniałe! I pomyśleć- jedno zdjęcie i jedna kartka z kalendarza, a wszyscy świetnie się bawiliśmy! Oj, trzeba szukać pomysłów, żeby częściej wprowadzać takie zabawy!
Jajka z naszego kiermaszu wielkanocnego. A teraz czas na rozwiązanie zagadek. Jotka z bloga Pani od biblioteki podała najwięcej znaczeń rzeczowników, które są jednocześnie określeniami obywateli różnych państw. Dorzuciła przy tym wiele własnych, podobne jak Jola z bloga Hafty na wierzbie. Przy okazji dowiedziałam się,że angielka to rodzaj kuchni węglowej lub pieca, co potwierziła mp. Roksana z bloga R.A. Ciężka ułożyła piękną opowieść o tychże rzeczownikach.Estera z bloga NotSooMinimal również wzięła udział w zabawie. Z kolei od PKanialii otrzymałam ciekawe wyjaśnienie na temat łodzi, w tym kanadyjek. Co jeszcze mówi kartka z kalendarza? Kanadyjka to: niewielka łodź z wiosłem o jednym piórze; także- proste składane łóżko polowe; także- kurtka skórzana marszczona w pasie. Brawa dla Wszystkich!
A teraz grafika. Chodziło o to, jakiego aktora ona przedstawia. Przyznam się,że moje typy były zupełnie nietrafione. Stawiałam na Jamesa Stewarta ( 1908- 1997) film " To wspaniałe życie", a potem na Rocka Hudsona ( 1925- 1985), film " Telefon towarzyski". Mp postawiła na Marlona Brando ( 1924- 2004) film " Tramwaj zwany pożadaniem". Ale to nie Marlon.Aurora i PKanalia- Hamphrey Bogart ( 1899- 1957) film " Casablanca". To też nie ten aktor. Trafiły w 10 : MaB z bloga "Okruchy i ziarenka" i Karolina z bloga " Carolina's world". Tak to jest Gary Grant. Nie będę tu publikować jego zdjęcia, bo zawsze mam obawę czy one ( te zdjęcia) nie są czasem chronione prawami autorskimi. Jednak kiedy w wyszukiwarkę wpisałam Gary Granta " wyskoczyło mi" identyczne zdjęcie, jak ta grafika, więc wątpliwości nie ma żadnych! Brawo!
Dziękuję również za dyskusję na temat frekwencji na imprezach otwartych Annie K. Olszewskiej i Lou Fontaine . Mam nadzieję,że o nikim nie zapomniałam.
I jeszcze kilka zdjęć z " Kaziuków", zgierskiej imprezy plenereowej w" Mieście tkaczy".
Zdrowych, pogodnych Świąt Wielkanocnych. Radości i Pomyślności. Smacznego jajka i Mokrego Dyngusa- Życzy Iza

wtorek, 10 marca 2026

Dzień Kobiet 2026. I zagadki.

Witajcie moi drodzy, dziś będzie mała relacja z 8 marca czyli Dnia Kobiet.
Wernisaż tej autorki odbył się w piątek 6 marca.
Ja zdjęcia robiłam wczoraj. Weszłam do sekretariatu naszego Domu Kultury i poprosiłam o pokazanie tej wystawy. Sekretarka była trochę rozżalona( musiało być mało osób na wernisażu)- Szkoda,że nie przychodzicie. Przecież jest wstęp wolny...
Rano 8 marca było w parku chodzenie dla zdrowia. Wzięłam kije trekkingowe,bo akurat takie miałam. Ale niektórzy przyszli zupełnie bez sprzętu i też było dobrze. Od lewej dziewczyny z naszej ulubionej Księgarnii w Alejkach, ja i Bożenka, która chodzi regularnie, wyjeżdża na tego typu imprezy i zdobywa miejsca na podium.
I tutaj też - wcześniej było ogłoszone na FB, przyszło około 30 osób ( podaję w przybliżeniu.) Zrobiłam przez 45 minut 3 kółeczka- 3 razy 1000 metrów i powiedziałam- Wystarczy!Następnie udałam się do altany na pyszną owocową herbatę i ciasto.Była akcja charytatywna. Tą razą zbieraliśmy na trójkę dzieci potrzebujących wsparcia.
Potem, już po południu, była pizza i ciasto w restauracji "Pod ekranem".
Zawsze wypatrzę tam coś ciekawego. To chyba zależy, który stolik się zajmie i co się widzi. W każdym razie lokal jest duży i dobrze wykorzystany. I teraz mam pytanie- Czy potraficie wymienić aktorów widocznych na tej grafice? Kobiety, jak kobiety, ale jest tam jeden mężczyzna. Kto to jest?
Na zdjęciu kwiaty i czekoladki od męża.
Z kartki z kalendarza: " W języku polskim funkcjonują rzeczowniki pospolite, które są jednocześnie określeniami obywateli różnych państw. Niektóre powoli odchodzą w zapomnienie." Za chwilę je wymienię. Możecie wybrać sobie takie,( lub choćby jeden wyraz) których znaczenie znacie i napisać co to jest. A wyrazy te to: amerykanka, angielka, belgijka, finka, francuz, holenderka, japonki, kanadyjka, koreanki, maltańczyk, polka, szwajcar, szwedka, węgierka
Na wystawę weszłam bezszelestnie, bo akurat drzwi były otwarte i stoły zastawione.Panie wystrojone na ludowo, inne odświętnie, ale nie na ludowo, stały i gawędziły z sobą. Zaczęłam robić foty telefonem, a niektóre panie- " O patrzcie, jakie tu są piękne obrazy!"
Dlatego teraz zamieszczam tylko cztery z nich. Nie wypadało dłużej chodzić po sali wystawowej, nie byłam przecież zaproszona na imprezę, a chciałam zrobić zdjęcia. Dziękuję Wam za zaglądanie, czytanie i komentowanie. Dobrego tygodnia!

czwartek, 5 marca 2026

Wieczór w operze.

Witajcie w marcu,dziękuję za zainteresowanie katowickim Nikiszowcem, za liczne komentarze pod poprzednim postem, za zaglądanie i czytanie. I od razu chcę zadać Wam pytanie. Czy w czasach, gdy panuje tak wielka konkurencja o uwagę widza, teatr i opera mają jeszcze sens? Dziś chcę opowiedzieć Wam o wizycie w teatrze.
Bilety do Teatru Wielkiego w Łodzi córka kupiła jesienią ubiegłego roku. Czekały, więc kilka miesięcy i nabierały mocy. A my dochodziliśmy do zdrowia po przechorowaniu wirusa. Na kilka dni przed wyznaczonym terminem zaczęliśmy przygotowywać siebie i nasze stroje do podróży, i szczegółowo planować wydarzenia tego dnia.
A był to dzień imienin mojej siostry, więc pomyślałam,że miło byłoby wpaść przed teatrem na kawę i małe co nieco. Uznaliśmy,że najbardziej odpowiednia będzie wizyta w bistro o charakterze portugalskim- "Ola, de nata" Nie znałam zupełnie tej kafejki i w ogóle trudno było mi ją umiejscowić. Jak się potem okazało działa od niedawna i znajduje się na rogu ulicy Narutowicza, jakieś 200 metrów od Teatru Wielkiego.
W ofercie mają kawę , herbatę i pyszne babeczki z ciasta francuskiego pieczone na miejscu. Pasteis de nata są w dwóch wersjach - z samym budyniem w środku, i z budyniem posypane obficie siekanymi pistacjami.
Smakują obłędnie.Podawane jeszcze ciepłe, świeże, chrupiące, po prostu niebiański smak dla podniebienia.
A schodzą jak świeże bułeczki, tym bardziej,że wchodzili po nie ludzie w drodze do teatru.
A zatem już w tym niewielkim bistro poczuliśmy odświętny charakter zbliżającego się wieczornego przedstawienia.
Jeszcze chwila na ruchliwej łódzkiej ulicy i czas wmieszać się w tłum ludzi wchodzących do teatru. Szatnia, foyer i widownia zapełniająca się z każdą minutą. I przyjemne uczucie,że już za chwilę, dosłownie za chwilę zacznie się przedstawienie.
Jedno z nielicznych zdjęć w teatrze jakie mogłam zrobić. Zwróćcie uwagę na szmaragdową kurtynę, zapowiedź tego co za chwilę miało nastąpić.
"Puccini zabiera widza do Rzymu roku 1800, gdzie sztuka, miłość i polityka splatają się w dramatyczną opowieść. Śpiewaczka Tosca i malarz Cavaradossi marzą o szczęściu, ale na ich drodze staje bezlitosny baron Scarpia . To historia o wolności, zdradzie i poświęceniu, która do dziś elektryzuje publiczność na całym świecie."- Z programu. W dekoracjach , strojach dominował kolor zielony a konkretnie jego magnetyzujące odcienie- od miętowej zieleni do mocnego, zdecydowanego szmaragdowego. Tosca miała suknie szmaragdowe z lawendowemi gorsetami. Diadem na głowie i naszyjnik na dekolcie błyszczały subtelnie przy każdym jej kroku.Trzy wzruszające akty, aria Toski i w ostatnim akcie aria jej ukochanego Maria, najbardziej znana, najpiękniejsza w tej operze. Polecam wysłuchać ją w wykonaniu Placido Domingo na You Tube. Jest najlepszy. Wracam do tej arii raz za razem.
W antraktach można było podziwiać toalety pań i stroje panów. Było odświętnie, było inaczej niż zwykle. I to było piękne! To tyle na dziś. Życzę Wam udanego marcowego weekendu i wspaniałego Święta Kobiet!

środa, 25 lutego 2026

Katowice , październik 2025.

Witajcie, Bardzo serdecznie dziękuję Wam za dyskusję wokół " Małej Apokalipsy"Konwickiego. Dziś będzie relacja z wycieczki do Katowic, którą odbyliśmy w październiku ubiegłego roku. Wyobrażacie sobie pociąg pełen emerytów? Tak właśnie wtedy było, gdy kolej postanowiła zafundować seniorom wycieczkę za przysłowiową złotówkę. Pociągiem relacji Płock - Katowice pomknęliśmy do stolicy Górnego Śląska. Przy czym 3/4 pasażerów pociągu IC wysiadło w Częstochowie. My pojechaliśmy dalej.
Zdecydowałam,że czas najwyższy zobaczyć słynny Nikiszowiec- zabytkową dzielnicę Katowic.Okazało się,że od centrum miasta dzielnica znajduje się prawie godzinę jazdy autobusem miejskim. Entuzjastycznie stwierdziłam ,że musimy tam spędzić kilka godzin. Inni też wpadli na ten pomysł!
Zabytkowa dzielnica , miejsce akcji wielu filmów o Górnym Śląsku, zrobiła na nas wrażenie.
Kiedy znaleźliśmy się w pobliżu niewielkiego rynku Nikiszowca usłyszeliśmy górniczą orkiestrę. Ucieszyliśmy się, że trafiliśmy na jakieś górnicze święto. Nic podobnego, orkiestra grała ciągle ten sam fragment i tworzyła tło do kilkunastu sekundowego filmu, nagrywanego amatorską kamerą.Na pierwszym planie dwoje młodych ludzi ubranych na sportowo wykonywało salto, by w końcowych sekundach rozejść się efektownie na boki.
Nasz spacer trwał około godziny, zaglądaliśmy na podwórka i w różne zaułki, informacja turystyczna zamknięta na głucho przy poniedziałku, stylowa restauracja jeszcze nie otwarta. Wszystkie stoliki w pobliżu sklepu piekarniczego zajęte. Nieco rozczarowani postanowiliśmy wrócić do centrum.
I najpierw obiad. Rok wstecz , z braku wolnych stolików, nie udało się zjeść barszczyku czerwonego z kołdunami. Teraz mieliśmy więcej szczęścia.
Wystrój lokalu mnie zachwycił. Pod sufitem znajdowały się kwietne wieńce, a do nich doczepione zielone imbryki. Było ich naprawdę bardzo dużo, na zdjęciu aż tak tego nie widać. Skąd oni tyle tego wzięli? Największe powodzenie miały kluski śląskie z modrą kapustą i oczywiście smakowicie przyrządzonym mięsem.
Potem jeszcze spacery po centrum- ulicach, parkach, w pobliżu Spodka. Czas biegł nieubłaganie. Jeszcze pyszna parzona herbata. Ewenement- wszędzie dają ekspresową , bo wygodniej, a tam zawsze parzona liściasta. Nastawiłam swoje " radary" ,żeby wyłapać choć kilka słów śląskiej godki. Ale nie, kompletnie nic. Rok wcześniej mieliśmy więcej szczęścia pod tym względem. Może trzeba było zapuścić się w rejony familoków? Jednak nie było na to zbyt wiele czasu. Mimo to kocham Katowice, kocham Górny Śląsk!
Do domu dotarliśmy w nocy z postanowieniem,że gdy następnym razem, jak Bóg da, a Kolej zafunduje seniorom podróż, to zaplanujemy dłuższy pobyt i tylko w jedną stronę będzie za złotówkę! To tyle na dziś . Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego wpisu!

wtorek, 24 lutego 2026

Wstęp do " Małej Apokalipsy" Tadeusza Konwickiego.

Dzień dobry, luty zmienił temperatury na dodatnie. Dziękuję Wam za troskę i życzenia zdrowia. Witam Esterę, nową obserwatorkę mojego bloga. Dziś spróbuję nakreślić ramy tematu związanego z Konwickim i "Małą Apokalipsą".
Ze zdrowiem lepiej, cieszę oczy tulipanami z marketu. Kolor piękny- głęboka śliwka, choć na zdjęciu wygląda na ciepły fiolet, ale tak naprawdę jeszcze za wcześnie na tulipany. Listki są jasnozielone i zwijają się w rulonik.
Mamy to: Wydanie " Małej Apokalipsy" Tadeusza Konwickiego z 1988 roku. Jeszcze niedawno była ona w kanonie lektur rozszerzonych dla LO i Technikum. Dlaczego była? Ponieważ jej przekaz patriotyczny był niejednoznaczny i została całkiem niedawno wykreślona z tegoż kanonu. Dorosłemu człowiekowi cieżko jest pojąć , co autor miał na myśli, a co dopiero młodzieży?! W wielkim skrócie. Mamy czas PRL. Do bezimiennego bohatera, niemłodego już pisarza wpadaja z wizytą dwaj koledzy z tej samej nomenklatury i namawiają go, aby na znak protestu wobec panującego reżimu dokonał aktu samopalenia -" Dziś wieczorem, kiedy skończą się obrady zjazdu partii i delegaci z całego kraju wyjdą przed gmach" A zatem nasz bezimienny bohater ma cały dzień, czas do godziny 8 wieczorem, aby zrobić małe podsumowanie swojego życia. Przy czym jest to podsumowanie dość surrealistyczne, prezentujące rzeczywistość i absurdy PRL. Jeśli będziecie zainteresowani możemy się temu bliżej przyjrzeć w kolejnych postach.
Dlaczego Konwicki? Dlatego,że przeżył cały PRL z nawiązką. Urodził się w Nowej Wilejce na Litwie w 1926 roku, zmarł w 2015 w Warszawie, zasiadał przy stoliku w słynnym " Czytelniku" i przyjaźnił się z ludźmi tej klasy co na przykład Gustaw Holoubek, Antoni Słonimski i mnóstwo innych. Potrafił posługiwać się jezykiem polskim w taki sposób,że każdy kto choć trochę ma pojęcie o literaturze, rozpozna w nim natychmiast wirtuoza wśród amatorów.Co nie znaczy,że wszystkie jego książki są łatwe w odbiorze.
Bydgoszcz. Linoskoczek nad Brdą. Jak podaje Piotr Łopuszański w książce " Sekrety z życia pisarzy i artystów" - " Dopiero w latach dziewięćdziesiątych zaczęto u nas wydawać prawdziwe biografie pisarzy." Przy czym jeśli wierzyć jego słowu( a nie ma powodu,żeby nie wierzyć) Tadeusz Konwicki nie doczekał się jeszcze rzetelnej biografii. Dlatego pewne okresy w jego życiu, są ciągle nie wyjaśnione, pełne czarnych dziur. Są za to wywiady rzeki. Mam dwa napisane w sposób bardzo przystępny, ciekawy, chwilami nawet zabawny. I mogę co ciekawsze wypowiedzi przytoczyć. Jeśli oczywiście to Was zainteresuje.
Brda w Bydgoszczy o zmierzchu. A zatem mamy w tytule książki nawiazanie do Apokalipsy Św. Jana. Mała Apokalipsa czyli koniec jednostkowego, osobistego świata. Koniec PRL, a raczej zmierzch pewnych idei. Co ciekawe ostatnio znalazłam w "Polityce" artykuł - " Errata do Apokalipsy" Rozmowa Kaspra Kalinowskiego z Agatą Kaźmierską i Wojciechem Brzezińskim, autorami książki- " Co będzie? Krótki przewodnik po końcach świata".
Milusia kanapa przed jakimś lokalem w Bydgoszczy, listopad 2025. I to byłoby tyle na dziś. Ciąg dalszy nastąpi. Pozdrawiam Was serdecznie. Dziękuję za zaglądanie, czytanie i komentowanie. Za to,że ciągle tu jesteście. Za Wasze słowa , obecność i zaangażowanie.