środa, 19 czerwca 2024

Filmy, filmy...i moje serwetki.

Witajcie Moi Drodzy, dziękuję za Waszą obecność- zaglądanie, czytanie, komentowanie. Dziś będzie o filmach.Z góry przepraszam,że nie będę ściągać zdjęć z Internetu. Większość z nich jest objętych prawami autorskimi, ja to szanuję. Zamiast tego będą moje serwetki. Będzie to zupełnie nieadekwatne do tekstu, ale trudno...
W niedzielę wybrałam się na film Do usług szanownej pani z Johnem Malkovichem i Fanny Ardant. A fabuła jest taka. Zamożny angielski przedsiębiorca Andrew postanawia odbyć podróż sentymentalną do miejsca, gdzie przed wielu laty poznał swoją niedawno zmarłą żonę. Wyjeżdża do Francji i na skutek splotu nieprzewidzianych okoliczności, podejmuje pracę jako lokaj w okazałej rezydencji.Gentelmen mówiący łamaną francuszczyzną ożywia w szczególny sposób to pogrążone w ciszy domostwo i zyskuje uznanie, szacunek, i sympatię wszystkich mieszkańców- zarzadzającej, dość szorstkiej w obyciu Odile, ogrodnika- odludka Pilipha, młodej służacej przeżywającej niemałe osobiste kłopoty, a przede wszystkim Madame Natalii uparcie trwającej w swoich postanowieniach...Nastrojowe pałacowe wnętrza dodatkowo rozświetlone promieniami słońca, rozległy park, nieśpieszna, pełna uroku akcja z humorystyczymi sytuacjami składają się na film, który po zakończeniu, pozostawia widza w dobrym nastroju. A zakończenie tylko pozornie jest otwarte, co jednych może rozczarować, innych ucieszy, bo czy wszystko musi być dopowiedziane do końca i nie pozostawić miejsca na własne interpretacje...?! Najważniejsze zostało powiedziane i załatwione. Kto ma oczy - widzi, kto ma uszy- usłyszy, kto ma serce i empatię - domyśli się.Ucieszyłam się słysząc w jednej scenie " Clair de Lune" Claude Debussego
John, niedawno skończył 70 lat,to wybitny amerykański aktor znany z wielu filmów. Jak dla mnie najlepsza jego rola, którą zapamiętałam to ta w - " Niebezpiecznych związkach' z 1988 roku. 75 letnia dziś Fanny ( film z 2022 roku) wygląda ciągle urzekająco, idealna w roli dystyngowanej damy i właścicielki posiadłości.Grała między innymi w " Miłość Swanna" 1984, " Wieczna Callas" 2002, "8 kobiet" - 2002, "Piękne dni" 2013...
Opisując kolejny film nie uniknę chyba spojlerowania, bo jak opowiedzieć o filmie "Perfect days"? Życie codzienne bohatera, czyściciela toalet w Tokio układa się w kontemplacyjną radość powtarzanych czynności. Poranne rytuały - składanie maty, mycie zębów, przycinanie wąsów, zabieranie kawy z automatu do furgonetki, słuchanie piosenek z kaset magnetofonowych z lat 80, praca- bardzo dokładnie wykonywana, z dużym zaangażowaniem, przerwa w parku na zjedzenie kanapki, łaźnia, ulubione knajpki i wieczorne czynności...Ale w każdym dniu pojawiają się też inne elementy, szczególnie w pracy. Sporo czynności, które mogą być innspiracją. Przede wszystkim - wszędzie perfekcyjny porządek, wszystko co ważne posegregowane w pudełkach i dokładnie opisane...Przed snem lektura książki, czytanie aż do zakończenia każdej, przez kilka wieczorów, następnie odkładanie na półkę i kolejnego dnia odwiedzanie sklepu z tanią książką, wybieranie kolejnej powieści- często klasyki...Pojawiają się również osoby, dzięki którym możemy się dowiedzieć czegoś więcej o naszym bohaterze, choć reżyser nie męczy nas jego problemami. Chodzi o radość codzienności!Oglądałam w skupieniu z dużą ciekawościa i nagle wdarła się nuda i myśl- ile razy jeszcze wstanie, przeżyje dzień i położy się spać?! A najzabawniejsze jest to- że moim zdaniem- nawet ten efekt reżyser zaplanował.Kiedy wkrada się nuda, film się kończy. A kończy się wielkim uśmiechem głównego bohatera.
Zakończył się 77 festiwal filmowy w " Cannes.Nagroda główna- Złota Palma filmAnora Seana Backera Mariaż młodej striptizerki z Brooklynu z synem rosyjskiego oligarchy. Ale na przeszkodzie stanie wszechwładna rodzina z Rosji, dla której taki związek jest nie do wyobrażenia.Drugą pod względem ważności nagrodę - Grand Prix- otrzymał Wszystko , co wyobrażamy sobie jako światło ( All we imagine as light) Hinduski Payal Kapadii. W egzotycznym, indyjskim klimacie piękne, wzruszające kino o dwóch kobietach: pierwsza to pielęgniarka Prabha ( jej mąż pracuje w Niemczech) do której wzdycha przystojny lekarz, druga- to jej współlokatorka, młoda Anu. Ich wspólny wyjazd z Bombaju do nadmorskiej wioski wzbudzi tęsknoty i nadzieje dla obu. Z kolei Wielka podróż ( Grand Tour) Miguela Gomeza to romantyczne kino o "pogoni za miłością" osadzone w Birmie w 1917 roku. Edward urzędnik Imperium Brytyjskiego zaręczył sie z Molly, ale niespodziewanie , tuż przed ślubem znika. Dziewczyna podąża jego śladem przez egzotyczne tereny Dalekiego Wschodu Azji, spotykając po drodze wspólnych znajomych. Surowe, egzotyczne, miejscami czarno- białe dzieło, za które portugalski reżyser otrzymał nagrodę za reżyserię. Nowinki z Cannes zaczerpnęłam z artykułu Adama Pazery" Cannes: Magia kina i ogromne kolejki". Express Ilustrowanyz wtorku 18.06. 2024. A 9 sierpnia w naszych kinach kolejna ciekawa premiera, nowa wersja " Hrabiego Monte Christo" według słynnej powieści Alexandra Dumasa. Będąc na filmie- " Do usług szanownej pani" widziałam zwiastun kinowy. Będzie się działo! To tyle na dziś. Noc ma być burzowa, od rana dzień to zapowiada. Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego postu!

sobota, 15 czerwca 2024

Książki, książki...

Witajcie Moi Drodzy, dziękuję Wam za cierpliwość i wyrozumiałość, za zaglądanie, czytanie i komentowanie. Jeśli do kogoś nie zajrzałam- to zajrzę. Pamiętam. Zrobiło się ciepło i nie wiem w co ręce włożyć. Nawet myślałam,żeby ogłosić jakąś przerwę od blogowania na czas lata i wakacji, ale póki co mam kilka zaległych tematów, a z niektórymi jestem nieco spóźnona...
Właśnie dotarły do mnie zamówione książki. I oto ta, o której od dawna myślałam- " Piórka prawie wszystkie" Jan Sztaudynger. A okazja nie byle jaka, bo 120 rocznica urodzin Pana Jana. Jan Izydor Sztaudynger urodzony 28 kwietnia 1904 roku w Krakowie, zmarł 12 września 1970 roku również w Krakowie. Polski poeta, fraszkopisarz, satyryk, teoretyk larkarstwa, tłumacz. Mój idol. Odkąd napisał "Piórka"( 1954 rok) moja rodzina pokochała te jego krótkie i cięte fraszki, i cytowała namiętnie, adekwatnie do sytuacji.
A oto i mój egzemplarz "Piórek" z 1985 roku, wersja kieszonkowa. Cytat z Juliusza Słowackiego- Chodzi mi o to, aby język giętki, powiedział wszystko , co pomyśli głowa..." Już on był świadom tego, jaką niełatwą sztuką było precyzyjne i poprawne przelewanie własnych myśli na papier. Fraszki Pana Jana te obyczajowe, te polityczne - moim skromnym zdaniem są właśnie tym, o czym wspomina Słowacki.Proste słowoSłowa kunsztowne, słowa piękne bledną. Wobec prostego, które trafia w sedno.Rola fraszki Fraszka jedynie spełnia swoją rolę, Kiedy pachnie jak róża i jak róża kole. A zatem skoro w tym roku przypada tak piękna rocznica będę jeszcze wracać i do życiorysu, i do "Piórek" Pana Jana.
Niedawno przeczytałam książkę " Piąta pora roku" Ali Smith. Zarwałam dla niej kawałek nocy. Już dawno moja ulubiona Noblistka- Alice Munro powiedziała, ze wiek XXI będzie to wiek krótkich form. Książkę Ali Smith ( Ur. 1962, jedna w najwybitniejszych szkockich autorek) dosłownie połknęłam. Jest w niej wszystko, co cenię. Wspaniały język, potyczki słowne, współczesność ale i intrygująca zagadka nawiazująca do historii, promocja książki należacej do klasyki literatury...Książka mnie pochłonęła, ledwo zaczęłam czytać, a tu już finał...Ojej, już ?! Jaka szkoda... I takie uczycie po przeczytaniu tej książki- lekkość, radość, dobra energia !
I trzy cytaty z tej książki.Ostatnio najdrobniejszy przejaw nieszczerości, udawania, egoizmu powoduje, że odlatuję jak motyl wyczuwający siatkę" Kolejny : "Zabawa w myślenie zawsze sie opłaca w ten czy inny sposób" - Chcemy z panią zamienić dwa słowa! - Na co?- zażartowałam
Szukając pogodnej lektury znalazłam na własnej półce z książkami powieść, którą kupiłam w biedronkowej promocji rok czy dwa lata temu.Charlotte Lucas "Pięć gwiazdek dla ciebie" Zaczęłam czytać i książka totalnie mnie pochłonęła. A treść jest taka. Pia debiutuje jako wychowawczyni w Gimnazjum im. Hildegardy z Bingen w Hamburgu. Jest pełna zapału, ale musi sobie poradzić tak z 12-letnimi uczniami, jak i ich rodzicami...Po zebraniu rodziców wpada w jej ręce czarny notes należący do Konrada,40 latka samotnie wychowującego córkę, zawodowo zajmującego się testowaniem produktów i zamieszczaniem w internecie opinii o nich. W notesie zamiast notatek z zebrania Konrad zamieścił opinię o Pii i drugim wychowawcy klasy- Tomie. Opinie są druzgocące i wywołują u Pii chęć odwetu,a okazja zjawia się po prostu jak podana na tacy...Jednocześnie problem goni problem, a wszystkie domagają się rozwiązania, a przede wszystkim podjęcia stosownych i skutecznych działań...I jeszcze tajemnica Konrada, bardzo bolesna, skrywana latami...Książka ma prawie 500 stron, a ja czytałam ją w każdej wolnej chwili i pochłonęłam w dwa dni. Ta historia brzmi bardzo wiarygodnie i pomimo roztrząsania szczegółów w żadnym momencie mnie nie znudziła. To rzadkie! Daję 10/10.
I jeszcze artykuł pani Justyny Sobolewskiej z "Polityki" pt." Pulpa pokolenia"( Polityka numer 20 8.05- 14.05. 2024) Cytuję- " W przyszłym roku czeka nas prawdziwy zalew romansów- przepowiadał Book Riot" a zatem to już chyba ten rok, obecny. I dalej " Jedna z książkowych " romansiar" wylicza rozmaite gatunki, od których może się zakręcić w głowie. Możliwości jest mnóstwo : w nurciehate to love bohaterowie najpierw się nienawidzą , a póżniej zakochują. W slow burn- powolny ogień pochłania bohaterów, motyw small town romance oznacza małomiasteczkową miłość,Second chance- miłość, która dostaje drugą szansę, w fake dating początkowe udawanie pary kończy się prawdziwym romansem, z kolei dark romance i forbidden romance to odpowiednio- niebezpieczna i zakazana miłość. Sports romance - sportowa rywalizacja kończy się w łożku, historical romance- romans z wędrówkami w czasie, billionaire romance- to coś w stylu " Pogody dla bogaczy" albo "Sukcesji" Paranormal romance miłość z wampirami , wilkołakami i wiedżmami. Jest wreszcie podgatunek, który cieszy się wielkim powodzeniem na Zachodzie- stem romance, czyli romans wśród naukowców ścisłych."
I na koniec tego postu zdjęcie muralu, który powstał na dniach na ścianie naszego miejskiego Domu Kultury.
Szkoda, że ten słup trochę przeszkadza w podziwianiu, ale i tak jesteśmy z muralu bardzo zadowoleni i dumni! To tyle na dziś. Miłego weekendu Wam życzę!

niedziela, 9 czerwca 2024

Chusta i krótkie opowiastki.

Witajcie Moi Drodzy, prawie miesiąc mnie tu nie było. Dziękuję za zaglądanie, czytanie, komentowanie. Dziś pokażę Wam chustę, którą ostatnio zrobiłam.
A oto i ona na tle zielonej kukurydzy.
Kokonek 1500 m, 3 nitki, kolory: szmaragd, mięta, jasna pistacja, zieleń, absynt.
Chustę zaczęłam w piątek 31 maja 2024 roku o godzinie 21.00. Siadłam sobie z kokonkiem przed TV i odpaliłam serial Prosta sprawa na Canal+ Premium. Z tym serialem wyszła taka ciekawa sprawa. W czasie, gdy wylądowaliśmy w Częstochowie, po drodze do Koniecpola, odbyło się spotkanie rodzinne. Moje śliczne kuzynki opowiedziały mi o filmach, w których statystowały. Między innymi o pracy na planie serialu "Prosta sprawa". - " Koniecznie oglądaj 17 maja!" Początkowo myślałam,że moje oglądanie serialu zacznie się i skończy 17 maja. Nic podobnego. Po pierwszym i drugim odcinku zorientowałam się, że spryciule podały mi początek emisji serialu na antenie. A scena w pociągu, w której występują będzie pewnie w jednym z ostatnich odcinków. A ja tymczasem się wciągnęłam w oglądanie... A fabuła jest taka. Bezimienny ( w tej roli Mateusz Damięcki) pojawia się w Karkonoszach, a dokładnie w Jeleniej Górze, żeby spotkać się z Prostym. Prosty początkowo " pracuje " dla Kazika- w tej roli Piotr Adamczyk- lokalnego mafiozo.Jednak współpraca się urywa i zaczynają problemy, gdy Prosty kradnie pieniądze Kazika, a właściwie jakiegoś czeskiego mafiozo, żeby ratować zdrowie i życie swojej chorej córki. Muszę przyznać Adamczyk jako gangster wypada dość wiarygodnie. W serialu dużo jest brutalnych scen, ale z odcinka na odcinek jestem coraz bardziej zainteresowana oglądaniem. Po pierwsze dlatego, że akcja sie zagęszcza, a tajemnice mnożą. Po drugie pewnie niebawem zobaczę scenę z moimi kuzynkami. Po trzecie każdy premierowy odcinek serialu jest emitowany w piątek, czyli raz w tygodniu. To mi przypomina stare dobre czasy, gdy na każdy nowy odcinek jakiegoś serialu trzeba było czekać tydzień.
Chustę skończyłam po tygodniu pracy, co mnie samą niezmiernie zaskoczyło! Tu chusta na wieszaku.
A tu chusta już nie na wieszaku, bo na mnie. Tak wystrojona odwiedziłam dziś lokal wyborczy. A wychodząc tradycyjnie załapałam się na ankietę wyborczą.
Justyna, Zojka i moja chusta.
W przyrodzie - jak to mówią- nic nie ginie. Kupiłam kilka opakowań nasion petunii, niektóre nawet dość drogie. Wysiałam i wkrótce - jak nigdy wcześniej- oglądałam totalną klapę. Wykiełkowały wprawdzie, ale zaczęły padać. Pomyślałam - trudno. Tymczasem zima była lekka i badylki z korytka usuwałam póżno. Któregoś dnia patrzę- petunie same się wysiały i jeszcze malutkie, i karłowate zaczęły kwitnąć. Niebawem zacznę pikowanie. A zamierzałam już sobie odpuścić petunie, szczególnie, gdy zaczęli w mediach mówić, że lato zapowiada się w tym roku wyjątkowo upalne. A one potrzebują przecież dużo wody. To tyle na dziś. Pozdrawiam Was serdecznie. Dobrego tygodnia!

sobota, 11 maja 2024

Majówka w Koniecpolu. Chusta " Dolina Pilicy".

Witajcie Moi Drodzy! Dziękuję za zaglądanie, czytanie, komentowanie. I dużo pardzo pozytywnych, budujących i radujących serce komentarzy. Właśnie wróciłam z mojej majówki i spieszę zamieścić nowy post. Postanowiliśmy wyjechać po oficjalnej majówce, bo po pierwsze lubię zwykłe codzienne dni, normalny tygodniowy rytm, a nie taki gęsto usiany czerwonymi kartkami- 1, 3, 5 maja. Poza tym w tą - jak to nazwałam oficjalną majówkę było gorąco i nie jest to pogoda dobra na rower. Nie wzięłam ze sobą swojego Nikona, zdjęcia robiśmy aparatem z telefonu, co było dla mnie pewną nowością, a teraz pewnym utrudnieniem w przerzucaniu tych zdjęć na twardy dysk. Jednak uznałam,że kiedy się jedzie na kilka dni i zabiera ze sobą niewielki bagaż, aparat który waży staje się sporym obciążeniem, więc w ostatniej chwili wyciągnęłam go z plecaka. Zdjęć w dzisiejszym poście będzie więc, niewiele.
Dużo miejsca zajęła mi chusta, którą upchnęłam w rowerowej sakwie. Skończyłam robotę niemal przed samym wyjazdem. Nazwałam ją - " Dolina Pilicy" bo od tygodni planowaliśmy ten wyjazd do Koniecpola, do hotelu o tejże samej nazwie- "Dolina Pilicy". Co mogę powiedzieć o Koniecpolu?! To małe 6 tys. miasto nad górną Pilicą. Rzeka w tych rejonach to góra 10 metrów szerokości. Mieszkańcy prawie jej nie zauważają, a turyści...Cóż, turystów tam praktycznie nie ma. Jak zdążyłam się zorientować w kilku miejscach noclegowych zatrzymują się głównie pielgrzymki zmierzające do Częstochowy- piesze i rowerowe. Z i do Częstochowy jedzie się tam około 40 minut Przejazdy Regionalne- Świętokrzyskie Koleje.Muszę przyznać- dawno tak nie odpoczęłam-Pomimo braku ścieżek rowerowych, błądzenia leśnymi piaszczystymi duktami, ograniczonej bazy gastronomicznej, przy jednoczesnym bardzo dobrym zaopatrzeniu w artykuły spożywcze, w tym warzywa, owoce i garmaż.
Ale podróż początkowo zaczęła się problemowo. Pocąg Inter City Chemik z Płocka do Katowic zaskoczył nas nowym składem. Trochę ponad dwie godziny i byliśmy w Częstochowie. Do wyjścia w Częstochowie ustawilo się sporo osób i wszyscy chcieli wyjść - teraz, zaraz i natychmiast. Mąż stwierdził -" Ok. Poczekamy" Trochę to trwało zanim wszyscy wyszli i dopiero potem zaczęliśmy wyprowadzać rowery i bagaże. Przed wejściem czekała już kolejna, spora ekipa z rowerami, a pociąg zatrzymywał się na chwilę, więc trzeba było się spieszyć. Ledwo znaleźliśmy się na peronie już odjeżdżał. Tymczasem mąż zakrzyknął- "Plecak. Mój plecak został w pociągu! " Biegiem z cały majdanem czym prędzej do kas biletowych. Zostałam na parterze, mąż udał się na piętro i długo nie wracał. Okazało się, że w kasach i informacji nikt sprawą nie chciał się zająć, dopiero jakaś dobra dusza skierowała go do innej dobrej duszy- pani od obsługi pociągów na jednym z peronów. Ta chwyciła za telefon i zadzwoniła do kierownika pociągu. Konduktor już plecak znalazł i przekazał go kierownikowi pociągu. Chodziło o to, aby plecak jak najszybciej znalazł się z powrotem w Częstochowie. Przywiózł go po niemal 3 godzinach kierownik pociągu jadącego z Gliwic. W plecaku były: telefon, dokumenty, karty płatnicze i pieniądze na wyjazd. Słowem wszystko co ważne i wszystko wróciło, niczego nie brakowało! Mieliśmy szczęście, bo procedura mówi,że taki plecak odsyła się do biura rzeczy znalezionych w Warszawie.
Ja w chuście na pomoście na plaży miejskiej w Koniecpolu.
W powrotniej drodze przed dotarciem na dworzec Włoszczowa Półnóc musiałam, po prostu musiałam zobaczyć dwór w Ludyni. Kręcono tam " Syzyfowe prace", serial kostiumowy z 1998 roku, ze znakomitą obsadą aktorską. O dworze w Ludyni będzie w kolejnym poście. To tyle na dziś. Pozdrawiam Was serdecznie. Dobrej Niedzieli.

piątek, 26 kwietnia 2024

Przed Majówką...

Witajcie Kochani! Dziękuję za gratulacje z okazji kolejnej rocznicy mojego bloga. I oczywiście jak zawsze za zaglądanie, czytanie, komentowanie.Chusty też się podobały i nasze robótkowe spotkanie. Miałam zaraz napisać kolejny ekologiczny post z okazji Święta Ziemi, tymczasem wdarł się kilkudniowy poślizg. A teraz poszukam wymówki. - Tegoroczna, nietypowa wiosna powoduje u mnie pewne rozleniwienie, rozdrażnienie i ogólne rozbicie.Gorliwie śledzę pogodę- będzie padać czy nie? Zimno czy ciepło, a może nocny przymrozek?
Cytuję za dodatkiem "Faktu" ( gazety nie lubię i czytać jej nie potrafię, ale lubię wtorkowy i środowy dodatek do tej gazety)- " Celem Międzynarodowego Dnia Matki Ziemi jest zwrócenie uwagi na zagrożenia, jakie niesie szybki rozwój cywilizacji, i przypomnienie, jak dbać o środowisko. Liczą się nawet małe rzeczy:używajmy energooszczędnych żarówek, unikajmy jednorazowych opakowań." Koniec cytatu.
Tymczasem w pierwszym dniu samorządowych wyborów, w czasie wycieczki rowerowej ( 7 kwietnia było naprawdę ciepło) dotarliśmy do Orientalnego Baru, a tam - Zielona herbata po Wietnamsku.
Deszczu wczesną wiosną nie brakowało i żółte kaczeńce rozgościły się po przydrożnych rowach.
Następnego dnia po Święcie Ziemi zamówiłam od rana parę książek( i jedną pożyczyłam), a potem przeczytałam, że ten dzień nazywał się - Dzień Książki i Praw Autorskich! Bingo!A swoją drogą człowiek nie nadąża za tymi wszystkimi dniami...Niedawno był Dzień Radia i Dzień Agrafki, a już za progiem Majówka... A propos książek, to uważam,że ludziska na fejsie czasem przesadzają. Zdjęcie ukazujące dwie sterty książek, po mniej więcej 8 w każdym stosiku i komentarz- " Właśnie przyszły. Na kilka dni wystarczy!" Z koleżankami( na małym spotkaniu) doszłyśmy do wniosku,że książki, które nużą, nudzą i nie interesują powinno się odpuszczać, brać w odstawkę, bo kto jak kto, ale emerytki już nie muszą się zmuszać!
Ostatnio pytam koleżanki i znajome rękodzielniczki o sposób przechowywania materiałów. Okazuje się,że gdzieś to wszystko trzeba trzymać i gromadzić, i moje pudełka, pudła i pudełeczka nie są niczym dziwnym. Ola, która tworzy te piękne chusty gromadzi przydasie w wielkich drewnianych skrzyniach, ustawionych jedna na drugiej. Druga Ola w wielkich workach, zabezpieczonych, z mydełkami w środku zanosi do piwnicy.Ja mam mnóstwo tekturowych pudełek ustawionych jedne na drugich, w kącie pokoju za drzwiami. Sprawa Ufoków czyli zaczętych i niedokończonych prac....Mają je wszyscy i wracają do nich w miarę możliwości i gdy wpadną w ręce przy - chyba- kolejnych porządkach.Na spotkanie wygrzebałam chustę, którą zaczęłam zimą i teraz ją kończę...
Miła w wysokiej trawie, która już została skoszona.
Jeszcze raz dziękuję za Waszą obecność! Miłego weekendu Wam życzę!

poniedziałek, 22 kwietnia 2024

Urodziny bloga i dzisiejsze spotkanie rękodzielnicze.

Witajcie po małej przerwie. Dziękuję Wam za zaglądanie, czytanie, komentowanie. Dziś obchodzę 12 lecie blogowania i zamierzam opublikować dwa posty. Pierwszy z nich dotyczyć będzie zawiązania rękodzielniczego klubu i dzisiejszego spotkania w Naszym Naleśniku.
A spotkały się - dwie Aleksandry i jedna Izabela, koleżanki z jednej klasy LO, aby wymienić się doświadczeniami, spostrzeżeniami tudzież ploteczkami. I otrzymać garść wskazówek od wielce doświadczonej w dzierganiu Oli na temat, chust, ściegów i drutów.
Dwie Ole. Mam zgodę na publikację.
Wielkim hitem były włóczki " Zorza" i "Peonia" z nieistniejącego już Aniluxu z Jeleniej Góry.
Ola w Słodkiej Pomarańczy.
Ola w Cytrynowym Koktajlu.
Ja w Lawendowym Marzeniu.
Kolorowa Piękność.
Słodka Pomarańcza na pianinie.
Autorka tych cudownych chust- Ola ( od prawej strony). To tyle w tym poście. W najbliższym czasie będzie post ekologiczny, wszak mamy Międzynarodowy Dzień Ziemi. Pozdrawiam i sprawdzam co u Was.

czwartek, 28 marca 2024

Przed świętami.

Witajcie, dziękuję za zaglądanie, czytanie, komentowanie.Ostatnio zaniedbałam trochę Wasze blogi. Przesilenie wiosenne bardzo mnie rozleniwiło. Kompletny brak szczególnie energii i zapału. I z doświadczenia wiem,że muszę się wtedy zatrzymać i nie robić niczego na siłę. A teraz postaram się nadrobić zaległości, bo krótkie resety działają na mnie korzystnie.
A to szydełkowe kury z Naleśnikarni. Wydziergała je na szydełku mama właściciela lokalu. Są duże i dorodne.Zobaczyłam je w niedzielę, gdy z Olą biegiem po wiosennym spacerze dotarłyśmy do Naleśnikarni. Dlaczego biegiem? Dzień był zimny, a ja lekko się ubrałam, w dodatku nagle zerwał sie wiatr i zaczął padać grad! Tak- grad!!! Sprawdziło się znane powiedzenie- W marcu jak w garncu.
Następnego dnia wybrałam się z aparatem do parku i wstąpiłam do Naleśnikarni na kawę.
A to torba kupiona na kiermaszu świątecznym. Od razu wpadła mi w oko. Jak dla mnie połączenie ekspresjonizmu i sztuki naiwnej. Kupiona na stoisku pani Krystyny z Łodzi. Od lat u niej kupujemy z córką.
Zając ze styropianu ozdobiony cekinami przez Kalinę.Nie zabrała go, może uznała ,że nie jest wystarczająco dobry.
Książki domowe, po które często sięgam.Zwróćcie uwagę na stan świadczący o używalności. Karty książki z przepisami z serii 'Poradnik domowy" Ciasta i ciasteczka Przepisy czytelników fruwają. Prawie każda osobno i chętnie oddałabym ją do intlorigatora. Moja książeczka do nabożeństwa jeszcze z 2 klasy szkoły podstwowej, " zjechana" na maksa. Tymczasem "Pismo święte.Nowy testament." z tego samego roku co książeczka wprawdzie ma poplamioną okładkę, pozaznaczane karteczkami cytaty, ale jest średnio zniszczone- czytane. Stanowczo za mało i zamierzam to zmienić, bo do Biblii trzeba zaglądać codziennie! A nie tylko od czasu do czasu! Szczególnie, gdy ja i moja wiara w Boga, domaga się więcej!
W środowym dodatku do Faktu " Żyjmy lepiej" w krótkiej notce " Sto lat temu inaczej dbano o nasz balans..." czytamy- " Doświadczenia wykazały, że małe a częstsze chwile wytchnienia po krótszej robocie działają korzystniej niż dłuższy wypoczynek po zupełnym wyczerpaniu. (...) I podają przykłady. po czterogodzinnym prasowaniu lepiej wypocząć 5-10 minut, niż dopiero ukończywszy robotę.
Radosnych Świąt!