niedziela, 26 lipca 2026
Wakacyjne opowieści.
Witajcie moi drodzy. Dziś będzie wszystkiego po trochu i mam nadzieję,że Was zaciekawię treścią. Dziękuję za zaglądanie, czytanie i komentowanie.
Port w Świbnie. Zanim wyruszyliśmy z naszej kwatery na wędrówki, podczas delektowania się kawą codziennie obserwowaliśmy "serial"- " Przygody pumy". A zatem w skrócie. W lasach niedaleko Koszalina, w gminie Polanów na początku lipca pojawiła się młoda puma. Najpierw wystraszyła myśliwego, który próbował odgonić zwierzę okrzykiem -" Do budy", a nawet oddał strzał w powietrze. Potem ten duży kot przechadzał się w pobliżu ludzkich domostw, obserwując psy i koty przez ogrodzenie. W dalszej kolejności, każdy, kto ją widział opowiadał o tym zdarzeniu. Kolejnym posunięciem było odłowienie tego dużego kota. Istniały obawy,że będzie to trudne. "Na szczęście zwierzę na kryjówkę wybrało zarośnięty wysokimi trawami pustostan we wsi Krasinka. Tam je złapano, a po nocy spędzonej w Fundacji dla Dzikich Zwierząt "Larus" przewieziono do ZOO w Poznaniu. Okazało się ,że to samica. Skąd puma w Polsce? Nie jest to gatunek naturalnie występujący w Europie, jego siedliska rozciągają się od Kanady po Patagonię. Kocica spod Koszalina raczej nie bała się ludzi, więc najprawdopodobniej uciekła z prywatnej hodowli."( zacytowałam fragmenty artykułu Roberta Jurszo "Polityka" nr 30/ 2026) Wyobrażacie sobie takie spotkanie z pumą w lesie?
Jagodzianka z gdańskiej kawiarni. Ta kosztowała 14 zł, ale spotykałam i droższe.Niezła, aczkolwiek jadłam lepsze. Okazuje się,że jagodzianka to najsmaczniejsza słodka bułka, którą koniecznie trzeba zjeść w lecie. A czy Wam udało się zjeść w tym sezonie jagodziankę, która spełniła Wasze oczekiwania smakowe?
Atrakcja turystyczna: kolejka wąskotorowa. Kursuje na trasie Mikoszewo- Sztutowo. W Stegnie można się przesiąść do drugiej, jadącej do Nowego Dworu Gdańskiego.W sezonie kursuje codziennie, po sezonie w weekendy.
Przeprawa promowa przez Wisłę: Świbno - Mikoszewo. Atrakcja za 5 zł od osoby. Prom stabilizował "Mały Pływak", tak go nazwałam od jednostki pływającej Louisa De Funesa z filmu "Zwariowene wakacje", komedia z 1968 roku. W Świbnie on się nazywał- Kleń.
Papierowa mapa Wyspy Sobieszewskiej. Znalazłam ją na półce w korytarzu.Wypożyczałam i zabierałam na nasze piesze wędrówki, bo w lesie często nie było zasięgu, a co za tym idzie internetu. I tu polecam Wam Pokoje Gościnne " Oliwka" gospodarz zaangażowany, zawsze służył pomocą swoim gościom, w pokojach mieszczących się na parterze - wszystko co potrzeba do codziennego funkcjonowania. W podwórku trzy drewniane domki dla gości, duże podwórko jako parking, czysto i schludnie.
Pyszne jedzenie w Gospodzie "Taaaaka ryba" Tutaj również dbają o klienta. Nie jest tanio, ale potrawy wyjątkowo smaczne.Restauracja czynna w sezonie, po sezonie zamknięta. Od poniedziałku do piątku obiady dnia w przystępnej cenie. Żałuję,że nie zamówiliśmy tam ryby. Rybę zamówiliśmy w Jantarze- porażka. W Pizzerii w Świbnie bardzo dobra pizza na cienkim spodzie.(ale też nie tania) W ubiegłym roku skusiliśmy się na pizzę w Mikoszewie i jak dla mnie,to była najdziwniejsza pizza jaką jadłam w życiu.W menu- pizza z ogórkiem konserwowym.Nie przypuszczałam,że będzie to zmielony ogórek konserwowy rozsmaroway na całej powierzchni ciasta. W tym roku w Świbnie trafiliśmy na wyjątkowo dobrą pizzę, o niebo lepszą, niż ta w Mikoszewie.
Wyspa ma swoją gazetę. Ciekawostka wakacyjna, trochę na inny temat. Okazuje się,że na obozach harcerskich zatrudniani są teraz psycholodzy. Jeden ze specjalistów stwierdził - " Dzieci przychodziły z tym , co się u nich dzieje w życiu. Również z problemami domowymi." Psycholożka Ola wspominała zdarzenie, które jej najbardziej utkwiło w pamięci." 9- letni Franek( imię zmienione) uciekł do lasu. Wybiegł ze stołówki z krzykiem - "Idę do domu!"Zatrzymał się po kilkuset metrach. Usiadł między drzewami i nie pozwalał się do siebie zbliżyć.Krzyczał tym głośniej, im bliżej ktoś z kadry próbował podejść. Instruktorzy stali z daleka i nie wiedzieli , co robić. Ola podchodziła powoli. Nie mówiła dużo. Usiadła w pewnej odleglości- na tyle blisko, żeby ją usłyszał, na tyle daleko,żeby nie czuł się osaczony. Czekała. Po chwili chłopiec przestał krzyczeć. Ola zaproponowała ćwiczenie oddechowe. Obiecała telefon do rodziców.Franek wrócił. Po rozmowie z rodzicami uznał,że jednak może zostać na obozie.(...)W 10- osobowym namiocie urządziła gabinet. Wstawiła dodatkowe łóżko, które pełniło funkcję terapeutycznej kozetki. Wejście było z dwóch stron, żeby nikt się nie krępował wizyty przed kolegami. Harcerze przychodzili czasem tylko po to, żeby poleżeć na kozetce. ( "Obóz na kozetce" tekst Aleksandry Pezdy " Newsweek" nr 28/2026)
Kawiarnia "Uboga krewna" w Gdyni.Ponownie ją odwiedziliśmy. Była kawusia i serniczek.
I tutaj chciałabym polecić książkę na wakacje. Marek Stokowski " Święty Leonard z pól" Kilka słów o autorze. Marek Stokowski(rocznik 1957)urodzony w Warszawie, żonę znalazł w Olsztynie, przez 40 lat był kustoszem w zamku w Malborku, obecnie na emeryturze,mieszka na wsi na Żuławach Kwidzyńskich. W swoich książkach " Samo-loty" i "Lotnicho" rozlicza się z młodością w czasach PRL."Święty Leonard z pól" to książka pisana ku pokrzepieniu serc, z humorem. Leonard w skrócie zwany Leo, jest emerytowanym strażakiem,wdowcem, który z Gdańska przywędrował na żuławską wieś.( w pobliżu Wisła, Liwa i Nugat)Zamieszkał w ceglanym mennonickim domu. Miał pasiekę,latem na gnieździe mieszkały bociany, łowił ryby w Liwie, którymi się dzielił ze swoimi kotami.Pewnego razu pojawił się w jego obejściu kominiarz- domokrążca, który mówił językiem Cervantesa y Saavedry, odbył rozmowę z Leo, wskazał mu kierunek dalszej egzystencji. Od tej pory Leo patrolował na rowerze okolicę i pomagał ludziom. Czasem już sama jego obecność była bardzo pomocna.Przypominał Don Kichota z La Manchy.Święty Leonard z pól to powieść drogi z akcentami rycersko - duchowymi, bo jakże by inaczej. Pan Marek, który tyle lat pracował w średniowiecznym zamku bardzo ceni sobie cnoty rycerskie -pomagaj słabszym i duchowe. Dla mnie niesamowite było to, jak opisał codzienność i Żuławy. Tak książka zrobiła na mnie takie wrażenie,że zaczęłam szukać innych książek o Żuławach. I kolejną bardzo dobrą pozycją był reportaż Tomasza Słomczyńskiego- " Delta. Przez Żuławy" A potem dwu tomowa saga historyczna Sylwii Kubik- "Ucieczka z Mielez" i "Powrót do Miłoradza" Gdańsk to typowe Kaszuby, ale Świbno dzięki Wiśle i przekopowi 1891- 1895, przynależy do Żuław.
Kwadraty babuni nad Wisłą. I tym akcentem kończę. Dobrej Niedzieli i przyszłego tygodnia Wam życzę!
poniedziałek, 20 lipca 2026
Sztorm. Wyspa Sobieszewska - Świbno.
Witajcie. Dziękuję za zaglądanie, czytanie, komentowanie. Dziś będzie o sztormie na Bałtyku, który koniecznie musieliśmy zobaczyć. Co można robić w czasie sztormu zaraz Wam opowiem.
Wróciliśmy do Świbna na Wyspę Sobieszewską.Wyspa Sobieszewska, najbardziej tajemnicze i urokliwe miejsce w Gdańsku. Zielone płuca miasta, całkiem spore, bo mierzące aż 35 kilometrów kwadratowych. Jako część Mierzei Wiślanej, jest jednocześnie wschodnią dzielnicą Gdańska. Stanowi zagadkę dla samych Gdańszczan, niektórzy nadal nie zdają sobie sprawy,że ten przepiękny teren znajduje się tylko 25 minut drogi od zabytkowego centrum! Prawda, tyle ,że autobus linii 212 spod dworca PKP Gdańsk Główny do Świbna jedzie godzinę, a swoją metę ma przy śluzie w Przegalinie. Mały rekonesans po zakwaterowaniu. Przybyło lokali gastronomicznych, które w sezonie wznowiły swoją działalność. Dragon Bar- ogródek na powietrzu., Gospoda- Restauracja Taaaaaka Ryba i budka z zapiekankami przy wejściu do lasu, na szlak do Mewiej Łachy. Prom ze Świbna do Mikoszewa ze względu na wysoką falę na Wiślie zawiesił działalność. Wyspa Sobieszewska stanowi prawdziwy ewenement w skali całego kraju , od południa obmywana Martwą Wisłą, od zachodu Śmiałą Wisłą od wschodu - Przekopem Wisły.Powitanie morza. Już z daleka słychać było wycie morskich fal.Jedną z największych zalet Wyspy stanowi piękna i szeroka plaża( do 70 mszerokości i 11 km długości) oraz czysta woda w kąpieliskach. Nawet w szczycie wakacyjnego szaleństwa nie ma mowy o tłoku na jasnym drobnym piasku. Turyści mogą korzystać z wygodnych , utwardzonych dojść... wszystko prawda, oprócz ostatniego zdania.W Świbnie dojście do plaży trwa długo. Najpierw po pagórkowatym terenie leśnym, potem kilkaset metrów po piasku.Ostatni etap przed wejściem na plażę stanowi dość wyczynowy spacer. A jednak, gdy ktoś to polubi i zakocha się w Wyspie, będzie szedł, wściekał się i jednocześnie cieszł się z tak pięknych okoliczności natury. W czasie sztormu na wydmach trzeba dodać efekt burzy piaskowej. Kiedy wreszcie dotarliśmy na plażę, zobaczyliśmy wzburzone morze i garstkę ludzi spacerujących po plaży. Wymienialiśmy miedzy sobą porozumiewawcze spojrzenia-Jest Extra!
Wracaliśmy ścieżką nad Wisłą prowadzącą z i do Rezerwatu "Mewia Łacha"Rezerwat "Mewia Łacha" stał się ulubionym miejscem fok szarych, a także jedyną w Polsce kolonią rybitwy czubatej Tymczasem ścieżka prawie w 3/4 była zalana falami Wisły. W normalnych okolicznościach można ją pokonać w godzinę, teraz trzeba było iść bardzo wolno brodząc w wodzie po kolana. A propos już wiosną była mowa o tym,że latem będzie tak zwana cofka.Ozanaczało to,że wody Bałtyku będą mieszały się z wodami Morza Północnego, w efekcie woda naszego morza będzie zimniejsza.Miało to miejsce w czasie naszego pobytu w Zatoce.Podniósł się poziom Wisły przy Ujściu. Idąc zalaną ścieżką miało się wrażenie,że w każdej chwili fala rzeczna porwie nas w swój nurt.
Widok na Ujście Wisły z promu. Prom ruszył, gdy tylko fala na Wiśle się uspokoiła.
To zdjęcie nawet w niewielkiej części nie ukazuje tego, co działo się w Ujściu Wisły w tamtym czasie. Tysiące rybitw nad wodami Wisły. Na zdjęciu to małe, białe punkciki.
Zapytaliśmy AI o ptaka widocznego na zdjęciu. Odpowiedziała w kilku zdaniach,że to ptak brodzący nad brzegiem morza szukający pożywienia itd itp. Tymczasem to najprawdopodobniej biegus zmienny. Sztuczna inteligencja, gdy nie wie zasłania się słowotokiem.
I dochodzimy do stałego miejsca grzebalnictwa na Wyspie. Właśnie w tym miejscu, gdzieś po środku, miedzy Sobieszewem, a Świbnem morze z niezliczoną ilością drewnianych odłamków wyrzucało bursztyny.Jednak znalezienie ich wymagało zaangażowania i determinacji. Próbowałam coś znaleźć, nic z tego nie wyszło. Machnęłam ręką. Tymczasem widziałam jak dziewczyna miała całą przeźroczystą torebeczkę drobnych bursztynków i ciągle zbierała więcej.
Słyszałam jak mama upominała córkę- " Mila zostaw te muszelki. Bursztyny zbieraj!"
Nic nie przeszkadzało właścicielom i ich psom w spacerach, i zabawach na plaży.Jednak kiedy wycie sztormu było największe, widziałam,że niektóre psy - owczarek niemiecki i lablador- siedziały zdezorientowane, wystraszone.
Któregoś razu zaraz po wiejściu na plażę zobaczyliśmy krąg tańczących kobiet. Ich pląsy nagrywał dron.
Byli i tacy, którzy przemierzali plażę na rowerze.
Po kilku dniach sztorm ucichł, zrobiło się cieplej i można było zająć się plażowaniem.
To tyle na dziś.Informacje pogrubionym drukiem pochodzą z folderu o Wyspie Sobieszewskiej. Pozdrawiam Was serdecznie. Dobrego tygodnia.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)




















