niedziela, 3 października 2021
Kaszuby na rowerze cz.2
Witajcie! Myślałam,że wcześniej zdołam napisać nowy post, ale wiecie jak to jest- w robocie ciągle coś, nieustanny "młyn" i tak schodzi dzień za dniem...i człowiek umęczony codziennością marzy tylko o tym,żeby się położyć i zasnąć snem sprawiedliwego.Dziękuję za wszystkie odwiedziny, czytanie, komentowanie.Dziś będę kontynuować temat.
"Ciągnie wilka do lasu"- mówi popularne przysłowie i nie byłabym sobą gdybym nie wróciła na szlak, który dał mi w kość. Na zdjęciu jezioro Duże Głuche- bardzo urokliwe. Zalicza się ono do tak zwanych jezior lobeliowych, bardzo rzadkich w Polsce i Europie.Są to z reguły małe zbiorniki o krystalicznie czystej wodzie.Wyróżnia się je na podstawie specyficznych gatunków roślin:lobelli jeziornej, brzeżycy jednokwiatowej i paprotnika- poryblinu jeziornego.Aby uznać jezioro za lobeliowe, wystarczy obecność jednej z nich.Rośliny te wymagają bardzo czystej i miękkiej wody, zawierającej wolny dwutlenek węgla, który wykorzystują jako źródło węgla potrzebnego do wzrostu. Woda taka jest uboga w składniki mineralne i organiczne, co hamuje rozwój innych przedstwicieli flory i fauny. W żyznych zbiornikach gatunki lobeliowe przegrywają konkurencję z pospolitymi roślinami.( Źródło: 'Piękna nasza Polska cała" Paweł Fabijański, Tadeusz Glinka, Marek Piasecki).
Spędziliśmy nad tym jeziorem pół dnia. Mąż rozłożył hamak otulony tarpą. Wreszcie posłużyła do celu, do jakiego najczesciej ją się używa, a nie ochrony przed deszczem. Ale fakt - ma wiele zastosowań i mój zięć zabiera ją zawsze na survival w lesie.
Perro najczęściej właśnie tak spędzał czas w jeziorach. Woda nie dość,że krystalicznie czysta, to jeszcze zejście długie, płytkie i łagodne.
Jadąc dalej przecinaliśmy Brdę, tuz przed Jeziorem Dużym Łownym.
Jak zdążyłam się zorientować,aby podziwiać Brdę na tym odcinku, iść z nurtem, trzeba spływu, ewentualnie marszu leśnymi dróżkami. I tym samym poświęcić cały dzień na tę wędrówkę. Z rowerami niestety trudno.
I Babilon.
A potem aż do Kopernicy taka szeroka asfaltówka i " ostra jazda bez trzymanki", bo tam prawie nic nie jeździ. Co najwyżej wytrwali indywidualni w parach. A lasy?! To bory sosnowe pachnące żywicą, czyste i budzące zachwyt. Moje ukochane Roztocze też kusi lasami, ale Bory Tucholskie bodaj są stokroć piękniejsze od tamtych lasów. Tyle,że jadąc na rowerach musicie się przygotować na długie podjazdy i szybkie zjazdy. Podjazd i na hamulcach z górki, znowu podjazd i znowu z górki...Takie ukształtowanie terenu to efekt ostatniego zlodowacenia bałtyckiego.
I Kopernica.
Świetlica wiejska, której zadaszenie dało nam schronienie podczas burzy i ulewnego deszczu.
Jeden z domów.
Potoczek "Czerwona Struga" przepływający przez Kopernicę.
Domki campingowe w Kopernicy. Miejsce zaszyte w leśnej głuszy. Gdy się tam na chwilę pojawiliśmy zostaliśmy wrogo przyjęci, jak intruzi. Chciałam zorientować się jak daleko mają z tych domków do jeziora,ale gdzie tam! Trzeba by było przejść przez ich teren, co w ogóle nie wchodziło w grę.
Czarny las nie był już tak groźny, jak w tamten burzowy dzień i te 10 km do Wolności mignęły nam szybko, i przyjemnie. Po drodze jedynie facet uprawiający jogingg( najprawdopodobniej mieszkający w Wolności)Wolność to kiedyś odrębna miejscowość, obecnie wchodzi w skład Charzykowych. Usiana właśnie takimi rezydencjami.Z kolei od Wolności do wzgórza Wolność jest szlak rowerowy, różnica poziomów około 60 metrów, trzeba się porządnie napocić. A na Wzgórzu nie ma punktu widokowego, wszystko zakrywają drzewa.
I to tyle na dziś. Planuję jeszcze ze dwa, trzy odcinki w tym temacie. Tymczasem jeszcze raz dziękuję za Wasze komentarze. Życzę udanego, słonecznego popołudnia i dobrego przyszłego tygodnia.
niedziela, 19 września 2021
Kaszuby na rowerze
Witajcie!
Dziękuję za zaglądanie, czytanie, komentowanie. Cieszę się,że podobają się Wam moje zapiski.Początek września to dla mnie zawsze gorący czas.Blog musiał poczekać.Myślę, że teraz będzie już więcej czasu, aby tutaj przebywać, a także chodzić w odwiedziny. Tym bardziej,że pogoda robi się jesienna i więcej czasu- z konieczności- spędzam w domu.
Dziś będzie o naszych rowerowych rajdach.Następnego dnia po przyjeździe( wtorek 10 sierpnia) wybralismy się na rekonesans i pełni zapału pokonaliśmy najdłuższą trasę naszych wakacji-49 km.( Charzykowy-Małe Swornegacie, Chociński Młyn- Swornegacie- Chociński Młyn- Babilon- Kopernica- Wolność- Charzykowy) Długa trasa i dwa duże upadki z roweru. Ale o tym za chwilę.
Kaszuby to prawdziwy raj dla rowerzystów. 160 km ścieżek rowerowych, w tym najsłynniejsza - Kaszubska Marszruta. Wsponmniany wcześniej szlak z Charzykowy do Swornychgaci to jeden z najczęściej uczęszczanych, prawdziwa autostrada dla rowerzystów. Ruch jak w Warszawie na Marszałkowskiej. Przemykają po nim 20-30 latkowie na swoich super rowerach, wyposażonych we wszystkie dostępne gadżety nawigacyjne i ułatwiające im bardzo szybką jazdę. Krzyczą po drodze- "Dwóch!" itp.,żeby "oczyścić " drogę.Tarczowe hamulce ich rowerów przy zjazdach wydają odgłosy podobne do tych samochodowych- długie tarcie po nawierzchni. Ta grupa rowerzystów budzi we mnie po prostu nieskrywany podziw!.Na drugim miejscu są rowerzyści indywidualni, pary w różnym wieku od młodych, po seniorów. Trzecia grupa to rodzice i dzieci.Małe dzieci za rodzicami w siodełkach lub wszelakiej maści wózkach. Mój typ- wąski pojedynczy wózek doczepiony do roweru, a w nim jedno dziecko. Starsze dzieciaczki świetnie sobie radzą na rowerach.Niektóre są podczepione do roweru rodzica za pomocą specjalnej sztangi. Jeśli rowery ( duży i mały) oraz sztanga są w tym samym kolorze super to wygląda. Ostatnia grupa to duże rajdy rowerowe od dzieci po dorosłych.
Pierwszy większy przystanek- Małe Swornegacie- położone na przesmyku między jeziorami Długim i Karsińskim na północy i Charzykowym na południu. To niewielka osada wodniacka, cicha i spokojna. Miejsca noclegowe trzeba tam rezerwować z dużym wyprzedzeniem.
W tej klimatycznej knajpce nad jeziorem postanowiliśmy zjeść rybkę.
Dawno nie jadłam tak wspaniale upieczonego pstrąga. Cena wiadomo- kształtuje się w zależnosci od wagi ryby, ale w sumie przystępna za taki zestaw
W Małych Swornychgaciach na zwodzonym moście przeżyłam pierwszą wywrotkę.Mój mąż zawołał- "Zatrzymaj się. Jaki piekny plener na zdjęcia". Zahamowałam raptownie i spadłam z roweru. Głową uderzyłam w metalową barierkę( na szczęście niezbyt mocno)rozkwasiłam sobie łokieć do krwi i uzbierałam mnóstwo siniaków. Upadek widziało kilka osób. Młoda para- on sympatyczny "misiaczek" ona- śliczna szatyneczka, pospieszyli na ratunek. Wyciągneli z sakwy wodę utlenioną i chusteczki higieniczne,żebym mogła obmyć ranę. A w trakcie, jak to robiłam Misiaczek opowiadał, jak hamujac przed nacierającym psem, leciał przez kierownicę na asfalt.
Dom w Chocińskim Młynie.
Pozostałości drewnianego tartaku z XIX wieku.
Rzeka Chocina, wykorzystywana do spływów kajakowych. Bardzo "pokręcona" wpada do Jeziora Karsińskiego.
Jezioro Karsińskie w Swornychgaciach.
Dom Kultury w Swornychgaciach.
To był zdecydowanie rybny dzień...
Mieli świeżutką sielawę. Z tą rybą jest mały problem- trzeba na nią polować. Nie było jej ani w Charzykowych, ani w Małych Swornychgaciach...A na kawę poszliśmy do naszych dawnych gospodarzy...I droga powrotna mniej uczęszczaną trasą.
Od Chocińskiego Młyna lewa strona jeziora Charzykowskiego.Najpierw pomyliliśmy szlaki, trzeba było zawrócić, bo nie chcieliśmy jechać do Konarzyn...Potem asfaltem, ale cóż za cudowny widok! Przez wiele kilometrów między drzewami cały czas widzieliśmy jezioro Duże Głuche.(napiszę o nim w następnym poście)Ten szmaragd wody- coś pięknego! Jednak nie mogliśmy się zatrzymać, było póżno, a zaczęło się chmurzyć.
Minęliśmy zatopiony w leśnej głuszy Ośrodek "Leśna Cisza" z domkami nad Jeziorem Dużym Łownym ( Recepcja najprawdopodobniej w nowej góralskiej willi, drzewo jeszcze jasne; w domkach remonty- odgłosy różnych urządzeń mąciły ciszę) i dojechaliśmy do miejsca widocznego ma zdjęciu.
Potem jeszcze kilka kilometrów i Kopernica...Chmury coraz ciemniejsze, gęściejsze...Interia idealnie przewidziała tę burzę. W we wtorek, w godzinach popołudniowych.Przed wyjazdem analizaowałam prognozy i pocieszające było to,że w sierpniu burze miałybyć mniej gwałtowne. Nasi dawni gospodarze ze Swor wspominali Suszek. Tego dnia mijały dokładnie 4 lata od tamtego zdarzenia...
Mijaliśmy Kopernicę i czekała nas długa droga duktem przez ciemny las.(10 km) Tymczasem robiło się ciemno od chmur. Ostatni dom- Leśniczówka,może tam się schronić?! Ale nie. Wczesniej mignął mi niewielki budynek z czerwoną tablicą i sporym zadaszeniem. Postanowiliśmy zawrócić. Zadaszenie świetlicy w Kopernicy dało nam schronienie. Najpierw grad, potem potężna ulewa. Po godzinie ruszyliśmy w dalszą drogę. Jednak to nie był koniec deszczu tego dnia. Początkowo kropił, potem wzmagał się i padał coraz większy i większy. Czarny las tego dnia nie miał końca, ciągnął się i ciągnął. Pod nogami niby twarda nawierzchnia, ale tylko utwardzona lekko przez deszcz, pod spodem piach, czułam się jak żużlowiec...i kolejna wywrotka. Potem trzeba było rowery prowadzić, bo piach i piach. Deszcz i pot naprzemiennie zalewały mnie strugami. Słony pot szczypał w oczy. Jak iść z zamkniętymi oczami po nieznanym terenie?! Powiedziałam do męża- Musimy się zatrzymać.Wyciągaj tarpę.( płachta biwakowa) Skryliśmy się pod nią wszyscy, razem z rowerami.Na samym środku szlaku. Trochę obawialiśmy się,że ktoś na nas najedzie, bo tarpa miała barwy maskujące( wojskowe), ale nikt tym szlakiem oprócz nas nie jechał. Tymczasem kiedy przestało padać okazało się,że jesteśmy blisko osady Wolność,a stamtąd już rzut kamieniem do Charzykowych. Można w tym zobaczyć jakąś alegorię... Zmoczeni do suchej nitki,ale bardzo zadowoleni dotarliśmy do naszego hoteliku. Za kilka dni opowiem, jak wyglądał ten szlak w pełnym słońcu.
Swory. Przez całe lato przed domem kultury, w określone dni, siedziały rękodzielniczki.( haft kaszubski i wyroby z kamieni szlachetnych).
Ukwiecony dom.Dekoracja w ogródku Smażalni. Swory.Pozdrawiam serdecznie
niedziela, 29 sierpnia 2021
Charzykowy
Pora na kolejny odcinek opowieści, tym bardziej,że jutro przedsmak roku szkolenego- rada pedagogiczna. Zleciały te wakacje, oj zleciały...
Wspomniałam,że w Chojnicach obraliśmy kierunek na Charzykowy. Przed wyjazdem przeglądałam strony internetowe, notowałam aderesy, telefony. Wysłałam jedno zapytanie do Małych Swornychgaci. Odpisali mi,że mają kompet gości do końca sierpnia. Byłam pełna obaw.Jednocześnie przypomniałam sobie,że my często jechaliśmy bez rezerwacji i zawsze się coś znalazło.A bywało też tak,że kwaterę mieliśmy zarezerwowaną,a na miejscu okazywało się na przykład,że nie jestem zadowolona z lokalizacji( za daleko do jeziora, za daleko wszędzie) i szukaliśmy dalej, a wieczorem dzwoniliśmy z przeprosinami,żeby nie czekano na nas i by nie blokować komuś niepotrzebnie pokoju. Jadąc pociągiem myślałam o "ladowaniu awaryjnym" w Rytlu.(tanie noclegi) Miejscowość na Brdą, reklamująca się- Zielone Płuca Polski. Pamiętacie Suszek i trąbę powietrzną, która łamała drzewa jak zapałki i pozbawiła życia paru harcerzy?! To tam, w Nadleśnictwie Rytel-początek sierpnia 2017. Jadąc pociągiem wyglądałam tego Rytla i kiedy zobaczyłam te puste przestrzenie, pojedyncze drzewa stojące niczym na wyrębie pomyślałm- O nie, za cieżki był rok,żeby teraz te pozostałości zniszczeń budziły depresyjne myśli! Kierunek na jeziora!
Po 5 km i pół godzinnej jeździe byliśmy na miejscu. Poruszaliśmy się szybciej niż sznur samochodów wracających z jezior.Wjeżdżając na rondo zobaczyliśmy "Żabkę" i Punkt Informacji Turystycznej.Skierowaliśmy się w to drugie miejsce. Młoda sympatyczna dziewczyna dała nam wizytówkę pensjonatu. Niestety pies pod tym adresem nie był mile widziany. Następny miejsce informacji znajdowało się przy plaży. Popołudnie, ciepło, plaża pełna, gwar, zgiełk, pokrzykiwanie rozbawionych dzieci.- Jejku, gdzie my trafiliśmy? Ja chcę w spokojniejsze miejsce- pomyślałam sobie.Kobietka uwijająca się jak w ukropie za ladą( lody, gofry, zapiekanki, pamiątki) powiedziała- "Szukajcie na wzgórzu i podała kilka nazw ulic, gdzie oferowano noclegi.Dotarliśmy na wskazane ulice i zaczęło się rozpytywanie.Nagle zobaczyłam wywieszkę na budynku- "Wolne pokoje" i numer telefonu. Nie mogliśmy się zdecydować...Ulicą przechodziła para, pies wzbudził ich zainteresowanie i zaczęli z nami rozmowę. Powiedzieli,że niedawno szukali dużego pokoju i był prawdziwy problem, obdzwonili wiele miejsc zanim trafili na camping. -" Bierzcie ten pokój, bo nic lepszego w tej cenie nie znajdziecie" W tym momencie pod hotel podjechał niski, szczupły człowiek na kolażówce z wielką torbą pełną pościeli. - "Na mnie czekacie?! To jestem!". Nasz hotel jest gdzieś na tym zielonym wzgórzu, który widzicie na zdjęciu.
Właściciela hotelu widziałam raz. Kiedy umieszczaliśmy nasze rowery w wielkiej sali bankietowej przyszedł przyjąć zamówienie na urodziny, które składali rodzice i mniej więcej 11 letni chłopiec. Nie mogłam się powstrzymać i na chwilę przystanęłam- " To ile będzie osób?" Chłopiec- " No ja , Bartek, Konrad i jeszcze paru chłopaków..." Dalej nie słuchałam, bo wąskimi schodami zaczęłiśmy podążać za panem Jankiem. Pokój był niewielki,ale słoneczny i przytulny, z balkonem na ulicę, na którym Perro znalazł sobie miejsce do leżenia i obserwowania otoczenia.- Oj, szkoda. Macie taki piękny widok na jezioro...-powiedziałam. Zapłaciliśmy za jedną noc, bo plan początkowo był taki, żeby co kilka dni przemieszczać się do innej miejscowości.
Rano wypoczęci ruszyliśmy w trasę. W Małych Swornychgaciach dostałam w sklepie spożywczym parę telefonów. Niektórzy nawet nie odbierali, odrzucali połaczenie. Mała osada miała komplet turystów. Tego dnia dojechaliśmy do Swornychgaci,ale już nie myśleliśmy o szukaniu noclegu. Przecież już mieliśmy kwaterę i to na naszą miarę!
Charzykowy, osada wczasowa, 1,5 tys. mieszkańców( z turystami w sezonie letnim razy 2).Kolebka polskiego żeglarstwa i ośrodek sportów wodnych.Tuż przy jeziorze biegnie ścieżka rowerowa i chodnik dla pieszych, omija plażę w centrum osady i prowadzi prosto na szlaki rowerowe. Droga wzdłuż jezior do Małych Swornychgaci biegnie wzdłuż jeziora Charzykowskiego,a potem Karsińskiego do Swornychgaci na granicy z Parkiem Narodowym "Bory Tucholskie". A ruch rowerzystów przypomina ruchliwą ulicę wielkiego miasta.O tym będę jeszcze pisać później. Charzykowy we wczesnych godzinach porannych to głównie rowerzyści i ludzie uprawiający jogging. Około 9 na jezioro wypływają pierwsze jachty i żaglówki. Po śniadaniu około 10 dzieciaczki z piskiem zjeżdzają już na wodnej zjeżdżalni. Optysie czyli małe jednoosobowe żaglówki dla młodych adeptów żeglastwa wypływają na swoje lekcje koło południa. Przeciętnie 7 Optysiów przypada na instruktora w motorówce. A wczesnym popołudniem zaczyna żyć całe Charzykowy. Cisza nocna nie obowiązuje o 22.00.
Optysie na jeziorze.
Niegrzecznych ściga policja w krótkich spodenkach, na pieszo, bądź na rowerze.
To tyle na dziś. Ciąg dalszy nastąpi... Dziękuję za Wasze komentarze. Witam serdecznie nową obserwatorkę mojego bloga. Pozdrawiam Was serdecznie. Dobrego tygodnia.
poniedziałek, 23 sierpnia 2021
Podróżowanie z licznym bagażem.
Witajcie, dziś chciałabym Wam opowiedzieć o naszych wakacjach. Ale najpierw o podróży pociągami.
Stacja docelowa Chojnice. Ale najpierw cały dzień w podróży. Wyruszysliśmy rowerami, gdy jezcze było ciemno, o 4 nad ranem.Nasza nitka kolei, w remoncie do 6 listopada. Łódzka Kolej Aglomeracyjna na Trasie Łodź - Kutno prowadzi obecnie komunikację zastępczą.Dla nas oznaczało to tyle ,że do Kutna( przeszło 20 km bocznymi drogami) musieliśmy dojechać na rowerach. Po przejechaniu 50 metrów wybiegł w moim kierunku pies sąsiadów, psaudobernardyn. Złapał mnie za kurtkę. Wrzeszczałam jak opętana,bo bałam się,że to bydle zrzuci mnie z roweru.Nie wiem czy to ten wrzask, czy pojawienie się właściciela spowodowało,że pies odszedł i zostawił mnie w spokoju.W rześkim, porannym powietrzu spokojnie pokonywaliśmy kolejne kilometry, mijajac uśpione wsie. Po dwóch godzinach dojechaliśmy do stacji PKP Kutno.
Pani w kasie w Kutnie nie policzyła nam za psa i transporter. "Skoro piesek w transporterku..." Nie widziała ani psa, ani transportera. Może myślała,że wieziemy Yorka?! Tymczasem na ostatnim etapie podróży w pociągu relacji Tczew- Chojnice młody konduktor popatrzył krytycznie na nasz majdan.Sprawdził bilety i stwierdził - "No zaraz, ale gdzie opłata za psa i transporter. Transporter jak stodoła, pies jak krowa, a nieopłacone..." Młoda para wstawiła się za nami, od godziny prowadziliśmy z nimi ożywioną konwersację. Jechali do Czerska. Ona w tym dniu obchodziła 33 urodziny- " Obecny tu kolega ma dla mnie niespodziankę"- stwierdziła. Byli przesympatyczni- otwarci, rozgadani. Miło z nimi upływał czas podróży. Tymczasem do konduktora nie trafiały żadne argumenty nasze ani młodych, stał niewzruszony, cytował formułki. Nie ma sprawy- uznaliśmy,że ma rację i zapłacimy."- Policzę wam za psa.."- Ile?! - "3 złote, słownie trzy". Inna ciekawa sytuacja dotyczyła przedziału dla rowerów w pociągu relacji Bydgoszcz - Słupsk przez Tczew, Gdańsk, Gdynię. Zanim doszliśmy do pociągu we wspomnianym przedziale była młoda para z rowerami.( jechali do Gdańska), potem oprócz nas jeszcze małżeństwo z dzieckiem w głębokim wózku i dwoma uroczymi małymi dziewczynkami. Ale po co stało tam kilka innych osób?!Tłok, ścisk, a w długim przedziale obok sporo siedzących miejsc i wolna przestrzeń na środku..Żeby było ciekawiej, co chwila przez nasz bagażowy przedział ktoś przeciskał się po bilet do konduktorów. Toaleta w przedziale dodatkowo zajmująca miejsce powodowała "wąskie gardło".Co chwila tam i z powrotem, tam i z powrotem... Nie pomagało wciąganie brzucha. Byliśmy jak sardynki w puszce.Przesiadka w Tczewie. Pociąg już wypełniony po brzegi. Konduktor do ludzi z rowerami stojących na peronie- " Nie ma miejsc dla rowerów, musicie jechać później..." My-" Ależ są, dwa rowery, plus przyczepka opuszczają pociąg. Młody mężczyzna z wdzięczności,że znalazły się miejsca podziękował i rozpromieniony popatrzył na nas. Czekanie na dworcu i denerwowanie się -zabiorą nas czy nie , nie należy do przyjemnych. Nam też udało się fuksem wsiąść do wcześnijszego pociągu, co powodowało,że zyskaliśmy na czasie i mieliśmy go więcej na szukanie kwatery. Dworce to kolejny temat rzeka. W Kutnie są kładki ( dworzec jeszcze w remoncie) i łatwo przejść z jednego peronu na drugi. Włocławek ma kasę biletową za pocztą.( Ale za to Regio z Kutna do Bydgoszczy nowoczesne i wygodne). W Bydgoszczy piękny, odnowiony dworzec, ale utrudnione przejście na perony. Niby jest winda, ale rowery do niej nie wejdą. Schody ruchome nie dla psa. W powrotnej drodze Perro stchórzył."Rozebrał się" z obroży i ze smyczy, i wszedł pod ławkę na peronie. Nie mogłam sobie z nim poradzić. Dobrze,ze Pańcio był w pobliżu. Wziął psa za chabety i wrzucił do przedziału.Sytuacja była lekko stresująca, bo zdążyliśmy wejść do pociągu z bagażami w ostatniej chwili. Stacja w Chojnicach Wydostać się z dworca było nie lada wyczynem! Labirynt torowisk, a gdzie wyjście na miasto?! Chojnice to duży węzeł komunikacyjny. Pociągi w kierunku Piły, Tczewa, Kościerzyny, Bydgoszczy... I wreszcie jedziemy w kierunku Charzykowych...
Ciąg Dalszy Nastąpi... Tymczasem dziękuję Wam za zaglądanie, czytanie, oglądanie i komentowanie oraz komplementowanie mojej twórczości serwetkowej. Pozdrawiam serdecznie i idę odwiedzić Wasze blogi.
sobota, 7 sierpnia 2021
Ukryte w zieleni.
Witajcie, dziś pokażę kilka ostatnio zrobionych małych serwetek. Będą też różne zdjęcia pasujące do tematu postu- Ukryte w zieleni.
Wczoraj cały dzień padało. U mnie akurat niezbyt intensywnie, ale non stop. A dziś od samego rana słońce...Serwetki wyszły do ogrodu. Liliowa w ananaski znalazła sobie miejsce na szczeblu drabiny.Patrząc w górę podziwaiała zieleń liści czereśni.( w tym roku czereśnie obrodziły, ale kiedy to było?!) A w dole trawa rozświetlona słońcem.
A może lepiej w takim ułożeniu i jeden szczbel wyżej?!
Liliowa w kształcie czterolistnej koniczyny ukryła się w...koniczynie.
Tę już kiedyś prezentowałam, ale teraz pasowała mi do liliowo- fioletowej kolekcji.
Dla fioletowego "kwiatka" wybrałam liście malin.
Gąsiennica w trawie.
Linoskoczek w Cienistej Dolinie. Ogród Botaniczny w Łodzi.
Lilia wodna w otoczeniu liści.
Labirynt w Ogrodzie Botanicznym w Łodzi. Tu dopiero można się ukryć!Cztery wejścia (dotarliśmy do dwóch), obsadzony grabami.
Instalacja wiklinowa pod drzewami przy jednej z alejek Ogrodu Botanicznego w Łodzi.
Ukryłam się za tymi olbrzymimi liśćmi, tylko głowę mi widać. I tyle na dziś. Dziękuję za zaglądanie i komentarze.Pozdrawiam serdecznie.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)