piątek, 2 października 2026

Jesień. " Lalka" i szydełkowa torba.

Witajcie moi drodzy, dziękuję za zaglądanie, czytanie i komentowanie. Dziś będzie post pt." Co ostatnio robiłam?"
Jesień powitałam nad jeziorem w domu letniskowym koleżanki. Od kilku lat nie byłam w tym miejscu i ciekawiły mnie zmian jakie tam zaszły. Przede wszystkim wiele osób zrezygnowało z drewnianych pomostów na rzecz plastikowych,które są trwalsze i bardziej wytrzymałe. I nie trzeba ich tak często naprawiać. Sezon grzybny w pełni i grzyby rosną dosłownie wszędzie. Największe i najpiękniejsze na zamkniętych na sezon jesienno- zimowy działkach.Obok jednego ogrodzenia maślak obok maślaka. Zdziwił mnie tylko kolor kapeluszy. Na środku żółto- pomarańczowy, po bokach jasnobrązowy. Schylałam się właśnie, gdy z domu wyszła para w moim wieku. Nie wiedziałam jak zareagują, bo czasem to co pod płotem, z drugiej strony uważane jest za własność tych z działki. Ale o dziwo, mieli ochotę na rozmowę- " My też tutaj gościnnie. A tych grzybów tutaj cała działka" Zaczęli je zrywać i podawać mi przez płot.- " A do barszczyku się nadają?" - Ja- Tak, bo to maślaki. W małym zagajniku znalazłam koźlarze czerwone. Nie pamiętam już kiedy ostatni raz zbierałam "krawce"...
Pierwszego wieczoru chmury zasnuły niebo. Kłopoty z internetem, nie dało się odpalić "Lalki" na Netflixie. w czasie zakupów w miasteczku mąż nabył gruby zeszyt z krzyżówkami do rozwiązywania, a my kobiety rzuciłyśmy się w wir zakupów. Oprócz sprawunków na miejskim targowisku kupiłam kilka drobiazgów z sklepach"mydłem i powidłem". Między innymi: " Ekologiczny poradnik księżycowy na rok 2027", srebrną przywieszkę do łańcuszka z bursztynem( nad morzem nie chciałam tracić kasy), komplet mulin od pomarańczowego do wino mało znanej firmy ( wyprodukowanych najpewniej w Chinach) kordonek w kolorze dyni, małe, szklane naczynie do zapiekania i bluzkę w kolorze dojrzałej śliwki.
Następny dzień upłynął nam pod znakiem " Lalki" z Netflixa, bo pogoda się poprawiła i sygnał był. W międzyczasie gotowanie i spacery... i kawa na pięknym tarasie.
Serial " Netflixa" obejrzałam dwa razy( teraz oglądam po raz trzeci, ale już wolniej po 2 odcinki). 30 września poszliśmy na wersję kinową. Wszyscy wykonali kawał solidnej roboty. Paweł Maślona postawił na świetną grę aktorską, szybkie tempo i jak to niektórzy nazywają- awangardę. Aktorzy dali z siebie 100 procent, a może i więcej. Sandra Drzymalska jako tytułowa Izabela Łęcka- pełny sukces. Bardzo podobał mi się Piotr Adamczyk jako baron Krzeszowski, Jacek Barciak- ojciec Łęcki. Maria Kania jako służąca Marianna- po prostu zachwycająca, z każdym odcinkiem coraz lepsza.Reżyserowi udało się pokazać zaangażowanie i namiętność między Wokulskim,a Izabelą, co w wersji kinowej zupełnie nie wyszło. Nie znaczy to,że film był zły. W wersji kinowej wspaniała sceneria, plejada znanych aktorskich nazwisk. Jak dla mnie- Agata Kulesza, Maria Dębska, Maja Komorowska i Marek Konrad to mistrzostwo aktorstwa. Jednak od połowy filmu zaczynała wkradać się nuda i znurzenie...
Czy warto kręcić filmy i seriale ponownie, mimo,że wcześniejsze były dobrze zrobione i zostały w naszej pamięci?! Myślę,że warto. Jest okazja uwzględnić współczesnego widza, odkurzyć klasykę, wprowadzić ją do domów i kin. Nowe wydania "Lalki" dobrze się sprzedają, a jedno z nich- kolekcjonerskie wzbogacone zostało zdjęciami z filmu. Ja poszłam dziś do biblioteki i pożyczyłam stare wydanie w kilku tomach. Łatwiej będzie czytać i trzymać w rękach.
A to moja jesienna szydełkowa torba.
I to byłoby tyle na dziś.Do zdjęć z jeziorem w tle jeszcze wrócę... Tymczasem życzę Wam udanego, słonecznego weekendu.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz