poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Przy kawie

Witajcie w poniedziałek!Dziękuję za zaglądanie, czytanie, komentowanie. To moja stała formuła,ale bardzo się cieszę,że Jesteście. Ubyła mi jedna obserwatorka,ale zaraz na to miejsce pojawiła się następna! Witam Cię serdecznie!A przy okazji jak już jestem przy komentarzach.Dziękuję mojemu cenzorowi za cenne wskazówki.Pozdrawiam też Idaho! Do not be bored at work. Work in aut! ( Nie nudź się w pracy.Pracuj!)Dziś taki luźny post będzie.
Tak kwitnie moja brzoskwinia.Były przymrozki jakiś czas temu,ale jej nie zaszkodziły. Dziś taki piękny dzień! Słońce od rana świeci i jest tak cieplutko. Drzwi do ogrodu otwarte, nie ma jeszcze komarów,a wróble wesoło ćwierkają. Piękny dzień,a jednak...Pamiętajcie,że trzymam za Was kciuki! Ciągle napływają nowe informacje. Oby było dobrze!!! A w innej sprawie ułożyłam rymowankę- Nawet krowy i tuczniki mają swoje portfeliki.( Mam nadzieję,że nikogo nie uraziłam.)
Dereń puszcza listki nieśmiało. A trawę trzeba będzie zaraz kosić. Przesyłam wszystkim tą zieleń jako znak nadziei.A w ogóle to ostro zabrałam się za wiosenne porządki. Pościel się wietrzy na płotku, wszystkie akcesoria do sprzątania w gotowości. Tu też szaleję z kolorami, gdybyście chcieli zobaczyć, mogę zrobić fotki.
Łapka kuchenna z kiermaszu- strona prawa, na prawą rękę.
Lewa strona łapki na prawą łapkę. Dałam za nią 15 zł. Nie ma wieszadła, muszę doszyć albo wydziergać. Tawuła jeszcze zielona,ale zaraz utonie w białym kwieciu.
Jakiś czas temu obejrzałam "Nocny pociąg do Lizbony" z Jaremy Ironsem.Zrobił na mnie duże wrażenie, do tego stopnia,że obejrzałam go dwukrotnie, raz za razem. Pomyślałam,że książka może być jeszcze lepsza i wybrałam się do biblioteki.Niestety nie mieli,ale tak Kobietkom opisałam film,że postanowiły książkę zamówić. I jak tylko pojawiła się w bibliotece dostałam powiadomienie,że jest i czeka na mnie. Męczyłam ostatnio coś, co z początku mi się nawet podobało,ale teraz nudziło. Ervisha( Magiczny Kociołek) zachęciła mnie do rzucenia książki, która nie sprawiam mi przyjemności.I wróciłam do "Złotnika słów" czyli"Nocnego pociągu do Lizbony" Pascala Merciera. Jestem na początku,ale już czuję jak mnie zaczyna wciągać...I tu taki cytat- " Gdy czytam gazetę, słucham radia albo w kawiarni zwracam uwagę na to , co mówią ludzie, coraz częściej odczuwam przesyt,a nawet wstręt wobec wciąż tych samych słów, które są pisane i wymawiane- wciąż tych samych zwrotów, porównań, metafor.Najgorzej jest, gdy słucham sam siebie i stwierdzam,że mówię wiecznie te same rzeczy.Słowa są tak okropnie zużyte, zniszczone i wytarte, bo zostały wypowiedziane już milion razy.Czy w ogóle mają jeszcze jakieś znaczenie? Oczywiście wymiana słów nadal działa, ludzie kierują, się nimi w działaniach, śmieją się i płaczą, idą w lewo lub w prawo, kelner przynosi kawę lub herbatę.Ale nie tę kwestie chcę poruszyć.Pytanie brzmi: czy słowa wciąż wyrażają myśli? Czy może są tylko zbitkami dźwięków, które oddziałują na ludzi i gnają ich tu i tam wśród rozbłyskujących nieustannie śladów odwiecznej paplaniny?"
I jeszcze jeden, krótszy cytat.Życie ciągle odwraca naszą uwagę: nawet nie mamy czasu zorientować się od czego"- Franz Kafka Kawa wypita, relaks był, więc czas na obowiązki. Dobrego tygodnia Wam życzę!

piątek, 5 kwietnia 2019

Rozmyślania przy piątku.

Witajcie! Dziękuję za wszystkie komentarze, za zaglądanie i czytanie. Ostatnio pomyślałam sobie,że jest we mnie coś z Miguela z "Cienia eunucha" Jaume Cabre. Coś tam tworzę,ale to mnie często nie zadowala. Kiedyś moja bezpośrednia koleżanka zapytała-" Pitolisz jeszcze te Twoje serwetki?!" Uśmiałam się, bardzo mi się to spodobało. - Tak- odpowiedziałam- robię to z uporem maniaka. I tu dochodzimy do Miguela. On ubolewał,że jest tylko krytykiem kulturalnym. I ja też mam czasem wrażenie,że jestem tu po to, aby zachwycać się tym co tworzycie.Ale nad tym nie ubolewam, bo to lubię. Niektórych może przeraża mój zachwyt i nadmierny entuzjazm,ale zapewniam Was,że jestem w tym autentyczna. Nie słodzę,ani nie kadzę, bo po cóż miałabym to robić?! Wszyscy potrzebujemy tak zwanych- głasków. Mnie one kiedyś, w realu, dodały skrzydeł i wychodzę z założenia,że jak jest co chwalić, to nie tylko można, ale i trzeba!Dziś mam dla Was trzy tematy.
Torba, którą kupiła moja córka na kiermaszu wielkanocnym w Niedzielę Radości. Połączenie materiałów, kolory i wykonanie bardzo nam się spodobało.
I jeszcze ten brelok...Stałam przy tym stoisku z godzinę, bo obydwoje -matka i syn, byli bardzo mili i znaleźliśmy mnóstwo wspólnych tematów. Pani trochę ubolewała,że ceny za rękodzieło są niskie, na granicy opłacalności.Żałuję,że nie zrobiłam zdjęć, bo miała piękne, dopracowane, wręcz dopieszczone drobiazgi z materiału i filcu. Torby szły jak świeże bułeczki. Zresztą to,że tam stałyśmy i robiłyśmy za tłum ruszyło chyba sprzedaż.Ludzie często unikają miejsc, gdzie nikogo nie ma. Torba kosztowała 35 złotych. Ja też sobie tam coś kupiłam,ale pokażę to następnym razem.
Wspominałam,że Kalina dostała dwie książki od cioci Pauliny. Druga to książka dla dzieci napisana przez Agnieszkę Chylińską. Autorki chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Osobiście uwielbiam Agnieszkę za jej szalony, zbuntowany, dynamiczny charakter. Ona jest autentyczna, moim zdaniem - spójna w tym jaka jest i co robi, i dlatego ją lubię. Czasem, w niektórych stacjach radiowych można było wygrać wyjście do restauracji z gwiazdą. W moim przypadku byłaby to Agnieszka Chylińska. Jestem pewna,że dobrze bym się z nią bawiła.
Co do samej książki. Ciocia Paulina ciekawie wybrała. Prezentowałam już i pisałam w poprzednim poście, o książce Pani Magdy- tam bohaterką była 8-letnia Ula z kamienicy przy ulicy Makowej. Ula miała małego braciszka i starszą przyrodnią siostrę. W książce" Zezia i Giler" główną bohaterką jest również 8- letnia dziewczynka imieniem Zuzia, od noszenia okularów zwana Zezią. A jej młodszy brat dostał przezwisko Giler...domyślcie się dlaczego. Zyzia podobnie jak i Ula mieszka w warszawskiej kamienicy, tyle tylko,że książka opowiada o historiach jej, Gilera i najbliższej rodziny. Na zdjęciu jest kot, kupiony na kiermaszu. Kalina go wybrała, bo z miejsca podbił jej serce i mianowała go ulubioną maskotką. Może do czasu kolejnej ulubionej maskotki,a może na dłużej?! Kto to wie? W każdym razie Kalina lubi takie nieduże kotki-maskotki, bo żywych kotów trochę się obawia...
Co najbardziej mi się w tej książce podobało?! Książka podzielona jest na rozdziały, to ułatwia i czytanie dziecku, i wyszukiwanie potem ulubionych rozdziałów. Moim ulubionym rozdziałem w tej książce są "Obowiązki Zyzi" Uważam bowiem,że dziecko od najmłodszych lat powinno wiedzieć,że ma nie tylko prawa,ale i obowiązki. W domu , w szkole, wobec młodszego rodzeństwa i tym podobne. I to naprawdę nie muszą być przykre obowiązki, takie z gatunku- o jeny, znowu muszę to zrobić. Tu obserwujemy wyobraźnię Zyzi, która nudne i monotonne, i niezbyt przyjemne czynności zmienia w zabawę. Brawo Pani Agnieszko!
Książka Agnieszki Chylińskiej- "Zyzia i Giler" też była w torbie z angielskim napisem, który w wolnym tłumaczeniu brzmi- "Uśmiechnij się i baw się dobrze", bo w pełni na to zasługuje. Jest ciepła, wesoła, przyjazna. Jak się domyślacie- Giler miał problem i o tym problemie też tu jest, ciepło i ze zrozumieniem. Poza tym te wszystkie ksywy dla ludzi, imiona dla zwierząt- boki można zrywać!
A teraz całkowita zmiana tonacji. Mamy wszak pierwszy piątek miesiąca. Nie zamierzam tu truć jak moherowy beret,ale opowiedzieć o czymś innym. I przyznam się,że jestem ciekawa jak to przyjmiecie. 2 kwietnia byłam w kinie na religijnym filmie "Miłość i Miłosierdzie", które zrobił na mnie duże wrażenie. Recenzję postaram się umieścić w następnym poście. Teraz chciałabym trochę powspominać. Miałam kiedyś koleżankę w pracy- Celinę. Przyszła do mojego przedszkola ze swoją zerówką ze szkoły. Wiecie, przy systemie oświaty nieustannie są jakieś kombinowania. Moim zdaniem najczęściej nietrafione, utrudniające wszystkim życie.Celina miała zawsze zerówkę, ja dobrze czułam się w 4-5 latkach. Jakoś tak przylgnęłyśmy do siebie, mimo,że to nie była jakaś taka bardzo intensywna przyjaźń. Ale rozumiałyśmy się i to było dla mnie najważniejsze.Potem ja odeszłam do szkoły, ona została dyrektorem naszego przedszkola. Nawet mnie wtedy namawiała na powrót,ale ja miałam akurat zadanie ekstra i nie chciałam z tego rezygnować.Przeniosłam się na wieś, pod miasto. Minął jakiś czas i zaczęły się kłopoty, czułam,że lada moment grunt zacznie mi się palić pod nogami. Któregoś dnia zobaczyłam Celinę na ulicy, szła z mamą. Pobiegłam do nich jak szalona. I już zaczęłam- "Celina, pomóż mi..." Spojrzałam na nią i pomyślałam - Głupia, zamknij się! Celina była bardzo, bardzo smutna- " Ja ci już nie pomogę... idź z nami kawałek, porozmawiamy..." Powiedziała mi,że jest bardzo chora.- "Idę do szpitala, będę miała operację. Ale zanim pójdę, chcę najpierw pojechać do Faustynki..."( Świnice Warckie i Głogowiec- miejsce urodzenia Św. Faustyny Kowalskiej są niedaleko od nas, na rzut beretem, jakieś 20 kilometrów.) Potem mocno mnie wyściskała, jak nigdy dotąd... Był wrzesień, byłam na "Święcie Róży" w sąsiednim mieście, telefon- Dzwoniła S. koleżanka z tegoż samego przedszkola- "Celina nie żyje. Miała operację. Udała się, poczuła się po niej lepiej. A potem nagle ten zator płucny..." Dziwne, wiadomość mną wstrząsnęła,ale mnie nie zdziwiła...Ciekawe było to,że S. nieustannie "pyszczyła" na Celinę,a w ostatnim czasie mówiła na nią "ta symulantka". Jak to lepiej trzymać język za zębami, bo nikogo tak naprawdę dobrze nie znamy i nie wiemy o nikim wszystkiego...Imiona zmieniłam. To tyle na dziś. Dobrego, owocnego weekendu Wam życzę!

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

"Uśmiechnij się i baw się dobrze"

Witajcie! Zaczął się nowy miesiąc i trzeba go dobrze zacząć! Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, za to że tu wpadacie, oglądacie i czytacie co "nabazgrałam"Dziś będzie o książkach dla dzieci. Inspiracje same wchodzą w ręce. Kalinka - moja wnuczka- pojechała z wizytą do cioci Pauliny pod Warszawę.Ta przesympatyczna osoba jest przyjaciółką mojej córki, razem chodziły do jednej klasy w liceum. Wegetarianka, mama małej Oliwki. Inicjatorka całego dzisiejszego mojego postu, ponieważ dziewczyny zjechały prosto z Warszawy z wrażeniami, prezentami i...ciastem
Kalinka dostała piękny prezent dwie książki w torbie podpisanej" Uśmiechnij się i baw się dobrze". Pierwsza książka jest autorstwa Magdaleny Kiełbowicz- "Huczy jak w ulu".
Magdalena Kiełbowicz-polska pisarka, która tworzy dla dzieci. Piękna i mądra kobieta. Ukończyła filologię romańską, podjęła studia doktoranckie w Instytucie Językoznawstwa UAM. Współpracuje z czasopismem dla dzieci - "Świerszczyk" dla którego pisze opowiadania.Jak sama mówi:" Na pierwszy spacer rodzice zabrali mnie do biblioteki, która szybko stała się moim ulubionym miejscem.( lubimyczytać.pl)"Huczy jak w ulu" to wydana w tym roku książka. Czytałam ją z wielką przyjemnością. Opowiada o 8- letniej Uli i jej rodzinie zamieszkałej w kamienicy przy ulicy Makowej w Warszawie. Książka opowiada nie tylko o życiu tej wielopokoleniowej rodziny( Ula i jej roczny brat "Słodki" mama, tata, dziadkowie, pradziadek),ale również o innych mieszkańcach kamienicy. Skrzy się humorem, pozytywnymi wibracjami i wplecionymi w całość mądrymi uwagami, które każdemu mogą się przydać.Myślę,że jest to zbiór opowiadań, który pokochają i dzieci, i dorośli.
"Na Makowej nie ma dnia bez przygód.(...) Mamy park, cmentarz, cztery kamienice, zakład szewski i cukiernię "Irysek"(...) Najbardziej lubię czwartek, bo wtedy w "Irysku" pieką pierniki i wszystko dookoła pachnie cynamonem i goździkami.Chociaż najważniejsza i tak jest wystawa.Stosy ciastek, srebrne tace z eklerkami, słoiki pełne krówek, lizaków i landrynek, od których nie można się oderwać.Sprzedawczyni pani Lila wyjmuje z tych słoików po cukierku i częstuje nimi, kiedy ktoś jest smutny.To nie pomaga.Wiem, bo sprawdzałam.Cukierek nie poprawił mi humoru, kiedy umarł mój chomik Gucio ani kiedy piraci porwali statek taty( nie żartuję!)Dostałam wtedy od pani Lili cała torebkę irysków.Zjadłyśmy ją z mama od razu, i nic.Chociaż później, po wszystkim, mama powiedziała, że to był miły i serdeczny gest i że to ważne wiedzieć,że ktoś się o nas troszczy, gdy czujemy się gorzej.Więc może jednak trochę działają?"
Przy Makowej mieszkają( ...) Alfa i Omega z mężem Antonim, czyli państwo Dąbrowscy , z pudlem Tornado.(...)Pan Antoni jest szewcem i naprawia buty w swoim zakładzie szewskim"Pantofelek" na parterze.Wszyscy mówią o nim"ten biedny człowiek", chociaż pan Antoni wcale nie jest biedny.Lubię zaglądać do niego po szkole.Siadam na ladzie i patrzę, jak naprawia buty.Czasami opowiada przy tym różne ciekawe rzeczy: na przykład,że po bucie można poznać, jaki jest jego właściciel- na co choruje, czy ma dobre życie i czy daleko zajdzie. Pani Małgosia , córka Alfy i Omegi i pana Antoniego , jest słynną aktorką.Często piszą o niej w gazetach lub pokazują w telewizji.Alfa i Omega ciągle powtarza,że jej córka zaszła bardzo daleko.Nic dziwnego, w końcu ma tatę szewca, więc dał jej takie buty, w których mogła iść dokąd tylko chciała."
A to już bezglutenowe ciasto szpinakowe cioci Pauliny. Bardzo smaczne. A takiego intensywnie zielonego ciasta ze szpinakiem przyznam się- jeszcze nie widziałam.Przepisu w tej chwili nie mam,ale gdybyście byli zainteresowani dajcie znać w komentarzach.
A to już ozimina, która szumieć zaczyna,ze nie powróci mróz...Podobno kwiecień na być ciepły i pogodny.Dobrego tygodnia Wam życzę!

sobota, 30 marca 2019

Kluski twarożkowe i nie tylko to.

Witajcie w sobotę! Ostatnio doszłam do wniosku,że publikuję teraz posty częściej niż powiedzmy miesiąc, czy dwa temu. I zastanawiałam się, jak się z tym czuję.Stwierdziłam,że póki mam czas i niczego nie zaniedbuję- jest ok.Bardzo cenię Wasze komentarze, które są dla mnie wskazówką, w którym kierunku podążać.Blog to dobre miejsce, by się rozwijać,ale również by promować własne talenty, zamieszczać informacje, którymi mogę i chcę się dzielić z innymi. Zauważyłam,że przepisy kulinarne są dobrym tematem, dlatego między innymi poszłam w tym kierunku. Dziś będzie o sprawach kulinarnych,ale nie tylko o tym.
Dziś prosty przepis na kładzione pierogi leniwe.Składniki 25 dag serka homogenizowanego, 3 kopiaste łyżki mąki, jajko.
Wykonanie Wymieszać dokładnie wszystkie składniki.W dużym garnku zagotować lekko osoloną wodę.Z przygotowanego ciasta łyżką odcinać nieduże kluseczki i zanurzać we wrzątku.Kiedy wypłyną na wierzch, wyjmować je łyżką cedzakową.Polane masłem są doskonałym daniem lub dodatkiem do potrawy mięsnej lub warzywnej.
Kluski podałam z gotowaną marchewką lekko zaprawioną mąką. Dało to efekt lekkiego nabłyszczenia i nawet widać to na zdjęciach. Dzięki Wam się uczę odkrywać znane przepisy od nowa Ta ilość wystarcza na obiad dla dwóch osób. A takie proporcje powodują,że kluski są smaczne i dietetyczne.
Rozwiązanie zagadki Ile kosztował ten album kulinarny Wyzwanie podjęły Anna i Alis. Ania wyceniła książkę na 9,99 zł, Alis na 10 zł. A ja dałam za nią całe 7 zł!
Dla porównania czasopismo " Mojej Kuchni" - Dieta.Twoje zdrowie. Twój wybór- kosztowało 5.90 zł.Przy tym czasopisma "Mojej Kuchni", a także przepisy autorstwa Hanny Szymanderskiej towarzyszą mi od lat.Nie ma tu żadnego logowania produktu, ukrytej reklamy i tym podobne.Jestem po prostu dinozaurem, który uwielbia czerpać inspirację z przepisów w formie papierowej i niskie ceny pięknie wydanych albumów, bardzo mnie cieszą. Uwielbiam wyszukiwać i kupować takie perełki.
I w związku z gotowaniem nasunęło mi się pewne wspomnienie i refleksja. Otóż, na serio zajęłam się gotowaniem bardzo późno, bo dopiero po ślubie.Wpadek, pomyłek i porażek dosłownie nie zliczę. Pamiętacie Dziennik Bridget Jones i jej słynne gotowanie urodzinowe? Breja z kaparów i niebieska zupa? Jak miałam tak z bigosem. Był tak kwaśny,że wykrzywiał buzię,żeby nie powiedzieć dosadniej. Wszyscy się krzywili, ale nikt nie powiedział,że niedobre. Myślę,że to było mało ważne- teraz to wiem- najważniejsze,że się całą paczką spotkaliśmy i dobrze bawiliśmy.
A przypominacie sobie "Ranczo" i eksperymenty kulinarne Wójtowej, jej fascynację kuchnią włoską i co na to Wójt? Jakbym widziała siebie i swojego męża w pierwszych latach małżeństwa.
Dziękuję Wam za wszystkie komentarze.Dziś szczególnie: Alis,że mnie uspokoiła, Joli,że zareagowała na mój humor, Bohomazing za świetne podsumowanie. Udanego weekendu, słońca, a jeśli go brak, to optymizmu i radości mimo wszystko!

wtorek, 26 marca 2019

Przepis na buraki nadziewane mięsem oraz kilka zdjęć ze spaceru

Dzień dobry! Dziękuję serdecznie za zaglądanie, czytanie, komentowanie. Bardzo, bardzo dziękuję Ervishy, Kathy i An. Witam cieplutko nowych obserwatorów- mojego ziomka- Ryszarda, Karolinę i Iwonkę. Cieszę się,że zawitaliście w moje skromne progi, rozgośćcie się i czujcie się tu dobrze.Dziękuję także zaglądającym tu gościom ze Stanów, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Czytam wszystkie komentarze, tłumaczę te po angielsku i hiszpańsku. Nie zamieszczam ich na blogu ponieważ są anonimowe.Taką mam zasadę.Dziś kulinarnie i wiosennie.
Ostatnio wybrałam się na zakupy do sąsiedniego miasta i tam znalazłam wydanie albumowe Książki Hanny Szymanderskiej Kanon Tradycyjnej Kuchni Polskiej -Warzywa. Hanna Szymanderska (1944- 2014) najbardziej znana w Polsce kulinarna encyklopedystka.Autorka kilkudziesięciu książek i kilku tysięcy przepisów. Oczywiście kulinarne książki papierowe są teraz tanie, gdyż przepisów jest teraz pod dostatkiem w internecie. Mam dla Was zagadkę, ile zapłaciłam za tę książkę? wydanie albumowe, bogato ilustrowane, 113 stron, przepisów nie liczyłam,ale sporo...
A to już jeden z przepisów, który nieco zmodyfikowałam.Buraki nadziewane mięsem Składniki: 600 g buraków średniej wielkości, sól, pieprz, 300 g upieczonego mięsa drobiowego, 1 ząbek czosnku, 1 cebula, 2 łyżki masła, 3-4 łyżki ugotowanego na sypko ryżu, 2 łyżki posiekanej natki pietruszki, 1/2 łyżeczki kminku, po 1/2 łyżeczki suszonej mięty i tymianku, 100 g pokrojonego w cienkie plasterki wędzonego boczku, 1/2 szklanki bulionu, 1 łyżka bułki tartej, 1/2 szklanki śmietany 18 %.
PrzygotowanieBuraki umyć, osuszyć , upiec w gorącym piekarniku( jakieś 20- 25 minut w 180 stopniach Celsjusza) Ostudzić, obrać i wydrążyć. Wewnątrz delikatnie posypać je solą i pieprzem.Upieczone mięso posiekać lub przepuścić przez maszynkę.Czosnek obrać i zmiażdżyć. Posiekaną cebulę zeszklić na łyżce stopionego masła.Mięso połączyć z ryżem, czosnkiem, cebulą, natką pietruszki i przyprawami. Przygotowanym farszem napełnić wydrążone buraki. Naczynie żaroodporne wysmarować masłem, wyłożyć plasterkami boczku, ustawić buraki, podlać bulionem, posypać bułką tartą i grudkami masła.Piec 40 minut w temperaturze 170 stopni Celsjusza. 10 minut przed końcem pieczenia polać śmietaną. Podawać z ziemniakami smażonymi lub z wody. Mój komentarz Bardzo smaczna potrawa. Jednak buraki tak przygotowane i zapieczone były nieco twarde. Może obecne, trochę już łykowate buraki lepiej byłoby ugotować na pół miękko?!. Boczek pod burakami robi się oczywiście czerwony. Podejrzewam,że do zdjęć tego albumu boczek smażono osobno. Przygotowań jest całe mnóstwo, ale w sumie potrawa jest niedroga i może być miłą odmianą kulinarną.
Zdjęcia z niedzielnego spaceru. Żabowisko- oj tam się działo!
Bzura
Sztuczne progi na Bzurze.
Kolegiata w Tumie. Widok z łąki "Emaus". Wspominałam już kiedyś o tym miejscu. W XIII wieku była tam osada targowa, młyny i kościół Świętego Krzyża. Był nawet pomysł,żeby zrobić rekonstrukcję tej osady,ale trzeba by zacząć od podstaw, bo nawet śladu po osadzie nie ma. A wiadomo- fundusze. Teraz czekamy na rekonstrukcję Grodziska, tak zwanej Szwedzkiej Góry. To tyle.An zastosowałam Twoja radę,ale w publikowanym poście nawet tego nie widać( nie wiem dlaczego) Dobrego tygodnia Wam życzę.

piątek, 22 marca 2019

Przepis na rybę w cieście i moja recenzja książki "Spadek" Vigdis Hjorth

Dzień Dobry! Witam nowego obserwatora mojego bloga- Lexusis 2. Dziękuję Wam za liczne komentarze, za wspaniała dyskusję jaka się wywiązała. Jeszcze do tego wrócę. A dziś chciałabym podać przepis na dobrą potrawę, idealną na piątek oraz polecić książkę Norweskiej pisarki.
Filety rybne w cieście piwnym po chińsku Składniki: 80 dag filetów z dorsza(mintaja lub morszczuka), 25 dag mąki, 2 jajka, szklanka jasnego piwa, 2-3 ząbki czosnku, łyżeczka startego świeżego imbiru, sok z cytryny, curry, sól, pieprz, olej do głębokiego smażenia.
Przygotowanie;1. Filety opłukać.Sok z cytryny wymieszać z rozgniecionymi ząbkami czosnku, imbirem, szczyptą soli i pieprzu.Marynatą posmarować filety z ryby z obu stron i pokroić na paski szerokości kilku centymetrów.Odstawić do lodówki pod przykryciem na 30 minut. 2. Zmiksować piwo z jajkami i przesianą mąką na gładkie ciasto( nieco gęstsze niż na naleśniki) Wymieszać je ze sporą szczyptą curry i odstawić do napęcznienia na 30 minut. W głębokiej patelni rozgrzać olej.Ciasto zamieszać , zanurzyć w nim kawałki ryby i wkładać partiami na patelnię. Smażyć z obu stron po 3-4 minuty. Osączyć na papierowym ręczniku. Podawać z surówkami.Smacznego!
Jeśli ktoś przechodził w swoim życiu sprawę spadkową to wie,że formalności majątkowe, materialne to zaledwie czubek wielkiej góry lodowej, bo niejako przy okazji wychodzą na powierzchnię sprawy trudne, głęboko skrywane, "zamiecione pod dywan", bolesne, wstydliwe,a czasem traumatyczne. Nie inaczej jest w "Spadku". Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie przez najstarszą z sióstr- Bergljot. Z powierzchownej oceny i na podstawie schematycznych przesłanek- uznalibyśmy ją za kobietę sukcesu. Jednak ...co chce nam powiedzieć przez nawracające i uporczywe myśli występujące w postaci częstych powtórzeń?! Dlaczego żadna z sióstr nie chce wysłuchać wersji jej historii?! Zamożna rodzina 2+ 4...Czytając uważnie dowiemy się sporo o "układzie sił" wśród rodzeństwa. O tym jak każde z nich zabiega o uwagę ojca, a w szczególności matki. Oprócz tego znajdziemy opis życia, w którym praktycznie każdy mógłby się odnaleźć, odniesienia do Freuda i Junga, tudzież inne ciekawe dygresje. W mojej ocenie to świetna książka na miarę naszych czasów.Szkoda,że chyba jedyna przetłumaczona na język polski książka Vigis Hjorth( pisarka norweska ur.1959)
A to już napęczniałe pąki na naszej czereśni.
Młody dzikusek, który jeszcze nie chodzi na dziewczyny.
Wróble, które już czuja wiosnę i wesoło "pogadują" na dereniu. Zdjęcie robiłam z domu,żeby ich nie spłoszyć.
Wspomniałam,że bardzo mnie cieszy dyskusja jaka się wywiązała. Bardzo mnie cieszy,że tu zaglądacie, czytacie, komentujecie. I tu pytanie o merytoryczną stronę postów. Co jest korzystniejsze: umieszczanie dwóch czy trzech zagadnień w poście. Może trzy to już za wiele?! Wypowiedzcie się, bardzo proszę. Tymczasem życzę Wam udanego weekendu. Wprawdzie od kilku dni walczę z przeziębieniem, na dworze pochmurno,ale "łikendunio" zapowiada się u mnie towarzysko.Pozdrawiam.

sobota, 16 marca 2019

Wiosenne porządki w kordonkach i trochę kulinarnie.

Witajcie! Pogoda dziś niesamowita! Wieje okropnie! Ale w porównaniu z tym co działo się w nocy, to pestka. Silny wiatr obudził mnie około godziny 23. Furtka klekotała i wydawała dźwięki niczym z horroru.Co jakiś czas deszcz bił o szyby tak mocno, jakby chciał je wybić. Wybudziłam się na dobre. Zobaczyłam błysk,a potem zagrzmiało. Dwa razy. W ludowych przysłowiach na marzec jest napisane.W marcu, gdy są grzmoty, urośnie zboże ponad płoty.Zobaczymy czy się sprawdzi. Dziś trochę robótkowo, trochę kulinarnie.
Mała biała serwetka o średnicy 24 cm. Zrobiłam ją któregoś wieczoru. Wykorzystałam resztki kordonka Babylo 10 jaki mi został po zrobieniu prostokątnej serwetki z kwietnym motywem.
Beżowa serwetka o średnicy 25 cm, resztki kordonka Maxi.
Wiosenne porządki zaczęłam od przeglądania pojemników z kordonkami. Często po zrobieniu jakiejś robótki zostają właśnie takie resztki. Na dużych tekturowych "szpulach", które zajmują sporo miejsca.Właśnie z takich resztek powstały dwie serwetki, które prezentuję.A Wy jaki macie sposób na takie resztki?
Ostatnio kupiłam taki oto słoiczek - Smażone pomidory w oliwie z oliwek.Baza do zup, sosów,ryb, mięs,makaronów.Przysmak kuchni hiszpańskiej.Masa netto 300 g. Wartość odżywcza w 100 g produktu. Wartość energetyczna: 833 kj/201 kcal.Tłuszcz 15 g, w tym kwasy tłuszczowe nasycone 2,1 g.Węglowodany 14,3 g,w tym cukry 12,5 g, Błonnik 0,98 g Białko 1,6 g, Sól 0,86 g. Produkt pasteryzowany. Składniki : pomidory, oliwa(15%)cukier, sól, czosnek. Najlepiej spożyć do 31.12.2022 roku.Przechowywać w suchym i chłodnym miejscu.Po otwarciu przechowywać w lodówce. Smaczne. Użyłam do grzanek z pieczarkami. Miałyście? Jakie jest Wasze zdanie co do tego produktu?
A to już surówka z czerwonej kapusty, którą robiłam wczoraj. Prezentuję ją z dwóch powodów. Po pierwsze w jednej z książek kucharskich znalazłam ją tak udekorowaną plasterkami pora, bardzo mi się spodobało.Zrobiłam, udekorowałam i dzielę się tym pomysłem. Po drugie znam osoby, które jej nigdy nie robią, bo twierdzą, że im nie wychodzi.Sposób, z którego do tej pory korzystałam Szatkowałam czerwoną kapustę i wrzucam do osolonego wrzątku, gotowałam chwilę, cały czas sprawdzając czy już uzyskała właściwą miękkość. Chodzi o to ,żeby była lekko obgotowana,a nie rozgotowana. Następnie odcedzałam na sicie, dodawałam sok z cytryny,żeby uzyskała czerwony kolor, soliłam i czekałam ,aż przestygnie,żeby dodać inne składniki i przygotować do podania na stół. Wczoraj robiłam nieco inaczej.Przepis z Kuchni Polskiej "Obraną z zewnętrznych liści kapustę szatkujemy, im drobniej tym surówka będzie smaczniejsza, solimy, wyciskamy, zalewamy wrzątkiem, odstawiamy na 5 minut, cedzimy, pozostawiamy na sicie do odsączenia i przechłodzenia.Zimną łączymy z zaprawą(3 łyżki przegotowanej wody,sok z cytryny,cukier, sól, pieprz, zielenina), gdy nabierze koloru dodajemy...Spodobał mi się ten przepis i mam zamiar go odtąd stosować. A Wy jak przygotowujecie kapustę czerwoną na surówkę. Chętnie poznam inne sposoby.
Cieszę się,że podobała się Wam serwetka kwiatek! Muszę powiedzieć,że uczę się od Was i dzięki temu moje posty nabierają koloru.(taką mam nadzieję)Dziękuję! Myślę,że o to właśnie chodzi w blogowaniu,żeby się wzajemnie inspirować.Za komentarze też bardzo, bardzo dziękuję. Sprawa zabawy podaj dalej...Zgłosiło się tyle chętnych,że mam problem kogo wybrać. Żartuję oczywiście- nikt się nie zgłosił. Nie wiem co mam myśleć?! Szkoda. Nie poddawałam się łatwo- trzy razy ogłaszałam, pod każdym postem...Coś wymyślę. Tymczasem życzę Wam udanego weekendu.