wtorek, 3 lutego 2026
Witajcie w lutym.
Witajcie Moi Drodzy, dziękuję za tyle ciepłych słów pod poprzednim postem.Okazuje się poza tym,że podobają Wam się takie spontaniczne posty z różnymi treściami. A zatem dziś będzie podobnie.
To zdjęcie robiłam 9 stycznia, kiedy wszędzie leżało dużo śniegu. Obecnie śniegu nie ma. Za to mróz potężny, a według prognozy pogody w moim regionie apogeum " tej epoki lodowcowej" ma być wkrótce, w nocy z 3/4 lutego: - 18 stopni!
Zima trzyma i najmilej siedzić sobie w domu. Rano dzięki kamerom oglądamy w necie obrazki z ulubionych miejscowości: port jachtowy w Charzykowych i jezioro skute lodem, molo w Gdyni- Orłowo, Władysławowo plaża( wejście na plażę nr5, tablica z wiewiórką).Trzeba ograniczyć spacery po mieście, nie tylko ze względu na zimno, ale unikać większych skupisk ludzkich, bo infekcje różnego typu szaleją. W marketach słychać kaszel, czasem bardzo uporczywy.
Znowu uzbierałam spory stosik książek pożyczonych z biblioteki, kilka kupiłam w moim ulubionym sklepie internetowym, 2 w naszej księgani, żeby miała się dobrze i nikt nie próbował jej zamknąć...Okładek nie pokazuję,tytułów nie zdradzam,żeby nie zapeszyć."Za oknem ta sama chmura albo kolektyw ujednoliconych chmur. Przeleciał po zardzewiałym parapecie deszcz na długich, cienkich nogach. Coś tam kiedyś było. Gwałtowny ruch kształtów, barw , okruchów emocji. Moje życie albo cudze. Najpewniej jakieś wymyślone. Ulepiec z lektur, niespełnień, starych filmów , nie dokończonych rojeń, zasłyszanych legend, nie wyśnionych snów. Kotlet z białka i kosmicznego pyłu. Kto to napisał? Zagadka bardzo trudna. Rozwiązanie w kolejnym poście.
Tymczasem coś, co spodobało mi się w innej książce. Czasy realnego socjalizmu. Bolek znajomy głównej bohaterki wybrał się na zajęcia twórcze i zamiast sięgnąć do stosu zgromadzonych przedmiotów po coś, co by nadawało się do kreatywnej aktywności i w jakiś sposób go określało, wyjął najpierw z prawej kieszeni spodni kłębek ładnie zwiniętej wełny. - " Tak chciałym,żeby wyglądało moje życie". Po czym sięgnął do lewej, z której wyciągnął bardzo splątaną włóczkę- " A tak wygląda!"( Izabela Sowa - " Zielone jabłuszko") I przy okazji pewne okrteślenie, które usłyszałam w jednym z podcastów- Pudrowanie stolca. Jeśli ktoś na przykład mówi, że czuje się artystą, a nic w tym kierunku nie robi, jeśli ktoś kupuje gadżety i stroje do biegania i na tym się kończy, czyli gadanie, gadanie i żadnego działania, to właśnie taki ktoś " pudruje stolec". Jeśli znacie jakieś ciekawe określenie- napiszcie.
W naszej bibliotece publicznej odbyło się kilka dni temu spotkanie z podróżnikiem, który opowiadał o swojej podróży do Kambodży.Autorzy książek mają z reguły średnią,żeby nie powiedzieć małą frekwencję na swoich spotkaniach.
Ale podróżnicy wręcz przeciwnie- sala pęka w szwach. Pan Michał opowiadał o zwiedzaniu 3 świątyń, podróż miała miejsce w 2006 roku i trwała 11 dni. Zwrócił naszą uwagę na fakt, że wtedy inaczej odbywało się zwiedzanie. Turyści nie byli wpatrzeni w ekrany swoich smartfonów, bo tych smartfonów po prostu jeszcze nie było.
Miesięcznik " Świat wiedzy " opublikował zdjęcie polatuchy syberyjskiej.Latająca wiewiórka z Ezo występuje wyłacznie na Hokkaido.Utknęła tam, kiedy wyspa oddzieliła się od reszty świata morzem. Ma ciekawe jarskie menu i spędza prawie całe życie na drzewach. Ten najsłynniejszy gryzoń Japonii wcale nie lata, ona spada, czasami nawet do góry.Wiewiórka nie ma skrzydeł, ma fałd skóry między tylnymi a przednimi łapkami" Żeby pofrunąć, skacze z gałęzi i rozkłada kończyny. Wygląda wtedy jakby trzymała kocyk." Krótki artykuł zamieszczony obok zdjęcia rozbawił mnie, "zrobił mi dzień". To nie wytwór sztucznej inteligencji, a wspaniale i dowcipnie napisany tekst. O patagium czyli fałdzie skóry między tylnymi a przednimi łapkami autor napisał- " wysiedziana poduszka w kolorze latte macchiato, spoglądająca na świat parą oczu jak z mangi" O wrogach polatuchy- " Tymczasem na drzewach oraz w powietrzu czychają na nią lis z Ezo, soból z Ezo, jastrząb, kania czarna, sowa rybołówka i kot domowy. Nic dziwnego,że maluch wychodzi z dziupli dopiero po zmroku." I dalej " w jednej dziupli mieści się zwykle kilka zwierzątek, które śpią jedno na drugim , jakby grały w pluszowego Tetrisa.( ...) Jeśli wiewiórka nie ma pod łapką dziupli, to chętnie wprowadzi się do budki lęgowej. W obu przypadkach wnętrze wykłada mchem jak włochatą boazerią. Bo nawet ten żywy kocyk lubi się czymś otulić..." Autorem tego krótkiego, dowcipnego tekstu jest Marek Maruszczak znany z popularnych książek o ptakch i zwierzętach. Doktor( od doktoratu, nie medycyny) związany z Uniwersytetem w Olsztynie.
I jeszcze model z galerii handlowej " Klif " w Gdyni. Ma ubranko w super modnym kolorze. Ubranka, świecące obroże, to mi nie przeszkadza, ale jeśli widzę wiązane, różowe papucie, w którym charty chodzą niczym na szczudłach- już tak. A co Wy na to?! Dobrego tygodnia, udanego lutego Wam życzę!
Subskrybuj:
Komentarze do posta
(
Atom
)






Na spotkanie z podróżnikiem sama chętnie bym się wybrała. Kambodża to fascynujący kraj. U mnie wczoraj w nocy było -25, a w dzień mimo słońca -16. Brr. Już dawno zima nie dała mi tak popalić. Obiecałam sobie nie narzekać na letnie upały (o ile będą, bo to wszystko błyskawicznie się zmienia).
OdpowiedzUsuńMnie bardzo podobało się to spotkanie. Podróżnik pan Michał prowadził prelekcję bardzo spokojnie, dzielił się ciekawostkami, własnymi refleksjami, jednym słowem- jak dla mnie spotkanie było bardzo interesujące, poszerzające horyzonty.
UsuńTak, mrozisko daje się we znaki. U Ciebie było jeszcze zimniej niż u nas.
Pozdrawiam Cię serdecznie, Aniu.
U nas na spotkania autorskie i wszelkie inne w bibliotece publicznej frekwencja spora, choć ostatnio na portalu miejskim mało informują o zdarzeniach kulturalnych, muszę szukać w innych miejscach, bo FB nie mam.
OdpowiedzUsuńNie przepadam za przebieraniem psów, to radocha dla właścicieli, ale czy psom to potrzebne?
Zdrówka i ciepełka:-)
Mieszkańcy mojego miasta dowiadują się, że będzie spotkanie w bibliotece głównie z plakatów, które są wtedy wszędzie. I poczcie pantoflowej. Oczywiście na stronie internetowej biblioteki też można o tym przeczytać. A w wypożyczalni leżą wydrukowane ulotki, które czytelnicy pożyczający książki biorą ze sobą do domu.
UsuńMoże te małe i duże z krótką sierścią - ratlerki, pinczery, jamniki tego potrzebują , gdy robi się zimno. Ale pozostałe wyglądają po królewsku w swoich ciepłych "futrach" i raczej nie potrzebują dodatkowych ozdób.
Pozdrawiam Cię Jotko serdecznie - Zdrówka i Ciepełka.
Też bym się wybrała na takie spotkanie z podróżnikiem. To musiało być niecodzienne przeżycie i doświadczenie. Zwłaszcza, że opowiadał o świątyniach. Średnio mi się podobają przebierane psy, ale jeżeli ich właścicielom sprawia to radość, a czteronożne pupile nie mają nic przeciwko temu, to czemu nie. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPamiętam taką zimę, kiedy było -20. Stałam na przystanku, włosy w nosie zamarzały. ;) Ale wszystko funkcjonowało w miarę normalnie.
OdpowiedzUsuńTeraz wydawałoby się, że jakaś epoka lodowcowa naszła, ale tak naprawdę wróciła po prostu normalna polska zima. Chociaż sroższe pamiętam z młodości... oj znacznie sroższe.
Przede wszystkim już w listopadzie było bardzo dużo śniegu.
Nic to, szwendam się po mieście jak szwendałam, tylko ubrania grubsze. Ruszam się dużo, więc nie marznę. Nawet pobiegać czasem wychodzę do parku.
Stosik pożyczonych książek... mam obecnie dwa.
11-dniowa podróż? Sorry, ale to turysta nie podróżnik.
Obserwuję kilku podróżników. Oni przemierzają obce kontynenty miesiącami, często samotnie. Poznają prawdziwy świat, nie ten turystyczny. Nie zabytki z folderów. Poznają życie mieszkańców, czasami decydują się na pracę tu i ówdzie, by móc iść dalej, asymilują się.
To rozumiem za życie podróżnika.
Pozdrawiam.
Witaj Aniu,
UsuńNie będę tu pisać ( a może będę?) jakie zimy ja pamiętam, bo wyjdzie na to, jaka to ze mnie boomerka.
Nasz zalew zamarzł jak złoto, można jeździć na łyżwach jak za dawnych lat. Może gdzieś w piwnicy u mojej siostry są moje figurówki...Tyle tylko, że kiedyś upadek, to było nic. Wstałam, otrzepałam się i pognałam dalej...a dziś wolę nie sprawdzać, jak moje ciało i kości zniosłyby analogiczną sytuację.
Uskuteczniam zimowe spacery, ale już nie tak intensywne jak kiedyś. Ważny jest każdy ruch, byle regularny i dostosowany do wieku i możliwości.
Tak, masz rację, w tym przypadku słowo" podróżnik" może być nieadekwatne. Tak się po prostu przyjęło - są spotkania z autorami książek i podróżnikami. I służą te hasła do pewnego różnicowania. Na "autorów" chodzą często fani danego pisarza, a na podróżników osoby zainteresowane gawędami o odległych krajach, do których w sumie nie każdy pojedzie.
Ale czy w sytuacji, gdy możemy pojechać właściwie wszędzie, nie jest faktem ,że pewne słowa straciły swoją adekwatność?
Myślę, że dziś mniej ważne jest to, gdzie kto pojechał, ale jak po powrocie potrafi o tym opowiedzieć. Jakie wywoła zainteresowanie swoją opowieścią i czy oprócz oczywistych, i w gruncie rzeczy dość powtarzalnych zdjęć popularnych zabytków, między wierszami wplecie coś indywidualnego, niepowtarzalnego. Coś po czym inni powiedzą- to był cenny czas, dowiedziałem się czegoś o czym nie miałam pojęcia.
"Podróżnik", "podróżnikowi" nierówny. Byłam na takim, że wkradł się chaos, slajdy się myliły i panowała niespójność. I lepiej byłoby odpalić sobie film o podobnej tematyce na YouTube.
Tu jestem skłonna dać wysoką ocenę, może nie najwyższą, ale wysoką.
Pozdrawiam Cię serdecznie
Taaa, kolega w pracy dzisiaj mówił, że jest dziadersem, bo rapu nie słucha.
UsuńEmerytowany, bardzo go lubię, a gada jak młodzianin.
Kiedyś ktoś powiedział o mnie "podróżnik", ale pohamowałam jego zapędy. To że mieszkałam w Szwajcarii i łaziłam po górach i odległych wioskach, nie czyni mnie podróżnikiem. Ja uprawiałam turystykę wysokogórską i tyle.
Może i pojedziemy do każdego kraju, ale trasą z folderu turystycznego. Przyznam sama, że nie miałabym jaj wejść np. do wioski Indian z Ameryki Południowej. Tylko dlatego, że na moim szlaku leży, no i czasem żeby przeżyć, potrzebuje się człowieka.
Lubię czytywać takie historie, ale... no ale. Sama może nie trzymam się czysto utartych najprostszych szlaków, ale na pewno nie powiem o sobie, że za granicą potrafię się asymilować.
To tak od mojej strony wygląda.
Lecz na pewno każdy turysta może przywieść wspaniałą opowieść i takie też jest dobrze posłuchać.
Gdy miałam więcej czasu, lubiłam czytywać bloga "morgusiowe wędrówki". Niby zwyczajna turystyka, ale opowiada fantastycznie o swoich przygodach.
Zresztą polecam ten blog, sama oceń.
Aniu, ja nawet rapu mogę posłuchać, byle raper miał dobrą dykcję i tekst, który coś mówi.
UsuńA propos muzyki, to ostatnio, gdy byłam z koleżanką na rybce w mojej ulubionej obiadowej restauracji słyszałam świetną piosenkę. Na olbrzymim ekranie telewizora przewijały się zimowe obrazki z Austrii bądź Szwajcarii i leciała piosenka " Hotel California". W oryginale śpiewał ją zespół The Eagles. Piosenka ma mroczny tekst i takie też było wykonanie zespołu.
Tymczasem w nowej, odmiennej aranżacji jakaś młoda wokalistka zaśpiewała to lekko, dyskotekowo. Byłam zaskoczona, wręcz w szoku, ale podobało mi się!!!
Tak, wiem, ze uprawiasz turystykę wysokogórską. Przed oczami mam Twoje zdjęcia za Szwajcarii ( taką mam już pamięć) i to jak biegałaś po tych lodowcach, jak kozica. Bez jakiegokolwiek strachu. Taka sprawność nie bierze się znikąd. To efekt konsekwentnych treningów i indywidualnych predyspozycji.
Zajrzę na blog, który polecasz.
Bardzo ciekawe spotkanie. Ważne jest również, że przyszło dużo mieszkańców miasta i ludzi okalającej miasto gminy.
OdpowiedzUsuńTo, że chce się wyjść z domu, ładnie się ubrać, zobaczyć znajome twarze też jest ważne.
Świątynie Khmerów miały początek w czasach naszego średniowiecza.
Pan Michał wyjaśniał również jak powstała grupa Czerwonych Khmerów, czyli skąd się wzięli i czego chcieli. Nikt wcześniej nie powiedział mi tego tak jasno i przystępnie.
Tak, masz rację Karolinko, to indywidualna sprawa właścicieli i ich czworonogów. Byle tylko nie przesadzać, bo widziałam na filmach psy przemalowane na intensywny kolor. Farby mają czasami toksyczne, uczulające barwniki.
Kiedyś mieliśmy suczkę rasy chow - chow. Ona jadła gotowane kurze kupry z kaszą, po innym mięsie dostawała obfitego upierzu. Przemalowywać ją na inny kolor? Jej rude futro było piękne.
Pozdrawiam
Me gusta la primera foto y el saco de perro. Te mando un beso.
OdpowiedzUsuńGracias, Judyta, aquí es invierno. No podía apartar la vista de ese perro de la galería. Te mando un beso.
UsuńByłam kiedyś na takim spotkaniu z podróżnikiem u nas w Domu Kultury, kiedy jeszcze biblioteka funkcjonowania w jego budynku. Było to nudne spotkanie. Pan się głównie przechwalał. W takim tonie była też jego książka, którą reklamował, którą wypożyczyłam. Sama suche fakty. Przyjechałam o tej, tego i tego dnia, byłem tyle i tyle dni, wyjechałem, pojechałam dalej tu i tu. I tak przez całą książkę. Mało albo wcale głębszych refleksji, osobistych wrażeń. Zdjęcia też nieciekawe. Zniechęciłam się do takich spotkań. Wolę pooglądać vlogi podróżniczena YouTube.
OdpowiedzUsuńUbrania dla psów... Mam mocno mieszane uczucia. Właściciele pupilków najpierw targają je do fryzjerów, wygalają im futra (żeby "wyglądały"), a potem zakładają ubranka. Gdzie logika?
To prawda, te spotkania są bardzo różne i zależą - tu dużo mówić - od tego co dany człowiek reprezentuje i jak potrafi przekazywać informacje.
UsuńKiedyś na spotkanie o Korei przyszła koleżanka, która wie bardzo dużo o tym kraju, muzyce , sztuce itp. i widziałam ,że była trochę rozczarowana( nie wnikajmy jak bardzo "trochę"), bo chciała usłyszeć coś więcej, a spotkanie było słabe.
Na szczęście córka i moi znajomi, którzy mają psy należą do osób, które traktują swoich pupili normalnie.
Ale jak patrzę co wyrabiają ludzie, żeby wrzucić film do Internetu, to włos mi się jeży na głowie!!!
Pozdrawiam Sivko w śnieżny dzionek.
Lubię spotkania i rozmowy z podróżnikami. :)
OdpowiedzUsuńMuszę powiedzieć, że ten pokaz o Kambodży pana Michała trwał godzinę. A potem widownia zadawała pytania i...trwało to drugie tyle i było - jak dla mnie - ciekawsze niż sam pokaz slajdów.
UsuńNiektórzy niestety wyszli, bo skończył im się czas na spotkanie( może przyjezdni?)
Pozdrawiam Urocznico w ten śnieżny dzionek. Mróz dziś u nas - 6, więc nie tak zimno.
Uwielbiam takie spontaniczne wpisy są niczym rozmowa z dobrą koleżanką :) Przepiękna zima nawiedziła Polskę w tym roku i nie mogę napatrzeć się na te zdjęcia śniegu ! jakże ogromnie za nim tęsknie i za mrozem szczypiącym w uszy i nos :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Dziękuję Magdaleno,
UsuńDziś w nocy spadł śnieg, ale jeśli chcesz poczuć prawdziwą polską zimę musisz się pospieszyć, bo idzie odwilż i znowu- o zgrozo- gołoledź!
Pozdrawiam serdecznie
Czyli widzę, że dzieje się u Ciebie. :)
OdpowiedzUsuńU nas i mróz, i śnieg, i powiem szczerze, że mam już tego dość, przytłacza mnie ta zima i wypatruję jej końca... Ale koniec zimy jeszcze hoho.
Ja teraz czytam te moje Muminki z biblioteki, muszę trochę z nimi nadgonić.
Bolek jeszcze nie wiedział (bo czasy takie a nie inne), że to, jakie będzie jego życie, zależy w głównej mierze od niego - na szczęście pokolenie jego dzieci, a już na pewno wnuków, przez lata zdążyło się o tym dowiedzieć.
Latająca wiewiórka jest urocza, tekst też fajny. Dobrze, że w dobie AI są ludzie, którzy potrafią stworzyć coś samodzielnie. To samo z rysowaniem.
Co do psów, nasza na szczęście nie potrzebuje ubranek - ba, ubranka wręcz niszczą shibom sierść. Ale są rasy, które ich potrzebują w polskim klimacie - np. nagi pies meksykański. Moja znajoma takiego ma, uratowany z pseudohodowli. Piesek ma całą szafę bluz, kurteczek i butków na różną pogodę. :)
Co do świecących obroży, to powiem Ci, że jest to praktyczne podczas wieczornych spacerów, zwłaszcza zimą.
Pozdrawiam!
Tak, mimo zimy - dzieje się! Choć normalnie przydałoby się zwolnić, żeby nie powiedzieć- zapaść w sen zimowy.
UsuńJa czytam teraz kilka książek na raz i właściwie nie wiem , którą najbardziej. Może ruszę te stosiki, z tym ,że nie na pewno...
Dobra uwaga co do Bolka- dziękuję!
I cieszy mnie Twój komentarz odnośnie latającej wiewiórki i tekstu o niej.
Aż muszę zobaczyć co to za rasa ten nagi pies meksykański, bo sama nazwa nic mi nie mówi.
Moje psy też nie potrzebowały ubrań.
Zojeczka - pies mojej córki została ubrana ostatnio w flanelkowe ubranko- jasnoszare w kolorowe pieski. Wyglądało to bardziej jak psia piżamka, a nie strój na dwór...Ale dobrze, nie będę się czepiać!
Może faktycznie te świecące obroże nie są złe, ale przyznasz, że to intensywne mruganie jak światła w dyskotece - wygląda cokolwiek zabawnie.
Pozdrawiam Cię Moja Droga.
Uwielbiam, jak łączysz codzienność z drobnymi obserwacjami przyrody i zabawnymi anegdotami – polatucha syberyjska w „pluszowym Tetrisie” to genialny opis, aż się uśmiechnęłam. 🐿️💛
OdpowiedzUsuńRównie fascynujące są te wątki o książkach i spotkaniach podróżników – fajnie, że pokazujesz kontrast między rzeczywistością sprzed lat a dzisiejszym światem smartfonów. I zupełnie rozumiem, co masz na myśli z „pudrowaniem stolca” – czasem ludzie tak bardzo „pozują” do życia, że zapominają działać. 😅
A te obserwacje mody dla psów w galerii… totalnie mnie rozbawiły! Te papucie na charty brzmią absurdalnie, ale też pokazują, jak czasem przesadnie traktujemy nasze zwierzaki.
Dziękuję bardzo za Twój wyczerpujący i celny komentarz, i obserwowanie mojego bloga.
UsuńPozdrawiam serdecznie
Mirka nosi w mrozy swetry, przy pokaleczeniach i ranach podkoszulki, ale papucie nie ma, chociaż czasami byłoby praktyczniej ubrać jej kalosze 😜
OdpowiedzUsuńCharzykowy... tam mieszka nie piszącajuż na blogowisku Fusilka.
Lucy, Mirka jest krótkowłosa i ja to rozumiem, że musi mieć ubranko.
UsuńMoja córka smaruje Zojce poduszki- opuszki jakimś mazidłem, żeby złagodzić działanie soli, bo wiadomo chodniki są fest posypywane.
Mam duży sentyment do Charzykowy.
Pozdrawiam Cię serdecznie
Bardzo ciekawie spędzasz czas i dużo się u Ciebie dzieje. Pozdrawiam serdecznie:)
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo, Danusiu.
UsuńPozdrawiam serdecznie
Ja się nie mogę doczekać kwietnia. Jedziemy wtedy do Płocka na spotkanie z Kamilem Janickim.
OdpowiedzUsuńPies w papuciach musi wyglądać śmiesznie, ale z drugiej strony rozumiem opiekunów.
Moje ulubione określenie to :.skrzyżowanie wiatru i kurzu...