środa, 25 lutego 2026
Katowice , październik 2025.
Witajcie, Bardzo serdecznie dziękuję Wam za dyskusję wokół " Małej Apokalipsy"Konwickiego. Zdaję sobie sprawę,że to nie był łatwy temat i nie każdy musiał być nim zainteresowany, więc dziś będzie relacja z wycieczki do Katowic, którą odbyliśmy w październiku ubiegłego roku. Wyobrażacie sobie pociąg pełen emerytów? Tak właśnie wtedy było, gdy kolej postanowiła zafundować seniorom wycieczkę za przysłowiową złotówkę. Pociągiem relacji Płock - Katowice pomknęliśmy do stolicy Górnego Śląska. Przy czym 3/4 pasażerów pociągu IC wysiadło w Częstochowie. My pojechaliśmy dalej.
Zdecydowałam,że czas najwyższy zobaczyć słynny Nikiszowiec- zabytkową dzielnicę Katowic.Okazało się,że od centrum miasta dzielnica znajduje się prawie godzinę jazdy autobusem miejskim. Entuzjastycznie stwierdziłam ,że musimy tam spędzić kilka godzin. Inni też wpadli na ten pomysł!
Zabytkowa dzielnica , miejsce akcji wielu filmów o Górnym Śląsku, zrobiła na nas wrażenie.
Kiedy znaleźliśmy się w pobliżu niewielkiego rynku Nikiszowca usłyszeliśmy górniczą orkiestrę. Ucieszyliśmy się, że trafiliśmy na jakieś górnicze święto. Nic podobnego, orkiestra grała ciągle ten sam fragment i tworzyła tło do kilkunastu sekundowego filmu, nagrywanego amatorską kamerą.Na pierwszym planie dwoje młodych ludzi ubranych na sportowo wykonywało saldo, by w końcowych sekundach rozejść się efektownie na boki.
Nasz spacer trwał około godziny, zaglądaliśmy na podwórka i w różne zaułki, informacja turystyczna zamknięta na głucho przy poniedziałku, stylowa restauracja jeszcze nie otwarta. Wszystkie stoliki w pobliżu sklepu piekarniczego zajęte. Nieco rozczarowani postanowiliśmy wrócić do centrum.
I najpierw obiad. Rok wstecz , z braku wolnych stolików, nie udało się zjeść barszczyku czerwonego z kołdunami. Teraz mieliśmy więcej szczęścia.
Wystrój lokalu mnie zachwycił. Pod sufitem znajdowały się kwietne wieńce, a do nich doczepione zielone imbryki. Było ich naprawdę bardzo dużo, na zdjęciu aż tak tego nie widać. Skąd oni tyle tego wzięli? Największe powodzenie miały kluski śląskie z modrą kapustą i oczywiście smakowicie przyrządzonym mięsem.
Potem jeszcze spacery po centrum- ulicach, parkach, w pobliżu Spodka. Czas biegł nieubłaganie. Jeszcze pyszna parzona herbata. Ewenement- wszędzie dają ekspresową , bo wygodniej, a tam zawsze parzona liściasta. Nastawiłam swoje " radary" ,żeby wyłapać choć kilka słów śląskiej godki. Ale nie, kompletnie nic. Rok wcześniej mieliśmy więcej szczęścia pod tym względem. Może trzeba było zapuścić się w rejony familoków? Jednak nie było na to zbyt wiele czasu. Mimo to kocham Katowice, kocham Górny Śląsk!
Do domu dotarliśmy w nocy z postanowieniem,że gdy następnym razem, jak Bóg da, a Kolej zafunduje seniorom podróż, to zaplanujemy dłuższy pobyt i tylko w jedną stronę będzie za złotówkę! To tyle na dziś . Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego wpisu!
Subskrybuj:
Komentarze do posta
(
Atom
)









Brak komentarzy :
Prześlij komentarz