niedziela, 2 sierpnia 2020
Już sierpień...
Witajcie w niedzielę. Dziękuję za obecność, zaglądanie, czytanie komentowanie. Lipiec zleciał nie wiadomo kiedy,a w sierpniu już czuć koniec lata i trochę to przykre. Sezon ogórkowy w pełni, ja zawsze ten czas wiążę z leniuchowaniem blogowym. A tu nic z tych rzeczy, okazuje się,że wszyscy wykazują aktywność, dużo nowych postów, będzie gdzie chodzić z wizytą.A u mnie znowu taki misz- masz będzie...Na początek serwetka ażurowa z pęczkami w kolorze miętowym.
Średnica około 30 centymetrów, kordonek Garden, szydełko 1,3. Niestety miałam niecały kłębek, właściwie końcówkę i pęczki wyszły skromne. Zauważyłam bowiem,że na te pęczkowe narzuty idzie sporo nitki.Czuję wyraźny niedosyt i kto wie, może poszukam innego wzoru i inny kordonek użyję,żeby było dostatniej.
W jednym z komentarzy ktoś zasugerował,że ciekawie wyglądają serwetki na paterach. W lot to podchwyciłam. Serwetka na talerzu z PEPKO. Do skorup i szkła mam słabość.
Przy okazji - zielona kompozycja na talerzu.
Trwa remont na trasie. Jest to bardzo uciążliwe, bo grobla to jedyna droga łącząca nas z miastem. Można by nadłożyć drogi,ale to mało opłacalne, bo wyszłoby kilkanaście kilometrów. Lepiej poczekać na światłach. Ruch odbywa się wahadłowo i będzie tak jeszcze przez co najmniej przez rok. Wczoraj wracając z miasta braliśmy udział w takiej akcji.Kiedy czekaliśmy na zielone światło od strony kierowcy podszedł młody człowiek, przez otwarte okno podał karteczkę i gadżet. Potem od strony pasażera przeszedł kolejny i zebrał pieniądze. Wysupłaliśmy ostatnie 10 złotych i podaliśmy i nie wiemy- mamy to dobre serce czy nie?! Mam nadzieję tylko,że taka akcja nie wejdzie na stałe do repertuaru czekania na zielone światło. Inną ciekawą akcję prowadzi od czasu do czasu policja. Otóż ustawiają się na rogatkach i patrzą czy ktoś nie skusi się,żeby "dołączyć do peletonu" i przelecieć na czerwonym. A wtedy, jak się domyślacie 10 zet sprawy nie załatwi.Idźmy dalej w podobnym stylu. Miałam niedawno do załatwienia sprawy w urzędach. Do jednego się wchodziło do drugiego- nie. W jednym była awaria prądu i urzędniczka przegoniła mnie po całym mieście w celu skserowania dokumentu. Ale w drugim ochroniarz- pan Janusz wyrównał na plus.- " Pani poczeka, bo pojedynczo przyjmujemy. A w jakiej sprawie jeśli można wiedzieć?!" Numerek mi podał, z mężem zagadał i zabawił rozmową- anioł nie człowiek! Załatwianie trwało,więc słyszałam jak kobietki z sąsiednich stanowisk rozmawiają- "Popatrz, szukają pasażerów pociągu relacji Warszawa - Łódź, bo pasażer z koroną był..." Wieczorem rozmawiam z koleżanką- " Jedziemy nad morze pociągiem. A słyszałaś...(i tu leci coś co wcześniej słyszałam o tym pociągu relacji Warszawa - Łódź) Pytam się A. , w którym wagonie był?! W czwartym...A my też będziemy jechać w czwartym, co za analogia...Wreszcie podwórka- studnie na Piotrkowskiej w Łodzi się przydają, niektóre lokale organizują tam imprezy,żeby było na powietrzu. Córka tam była ze swoimi kumpelami z lekcji hiszpańskiego, zadowolona jak nie wiem co."- A popatrz M. odważna, leci samolotem do Grecji..." Ja się wczoraj złapałam na lep na muchy. Komputer chciałam wyłączyć...Oplótł mi ten lep włosy. Pod kran,ale gdzie tam, włosy się lepią, to sobie grzywkę ciachnęłam nożyczkami,akurat przydało się bo już za długa była. Ale wczoraj włosy były świeżo umyte, dziś zobaczyłam,że niezbyt równo ucięłam, trzeba będzie poprawić...Nie takie to trudne i straszne, a kiedy już moja fryzjerka 10 zet za to brała, a teraz pewnie więcej jeszcze...
Siedzimy sobie któregoś popołudnia na tarasie, patrzę a tu pełznie takie coś, co wyglądało jak wąż i prosto na mnie.
A te mieczyki dla Was w podzięce! I dwa słowa. Tydzień temu kupiłam je okazyjnie. Pięć za 7 zł. Facetowi bardzo się na targu nudziło i chciał jak najszybciej do domu wyruszyć.Mieczyki to jeszcze nic, czerwoną porzeczkę w promocji kupiliśmy. Kwiaty były cudne,ale wymagały albo dużego wazonu,albo wiadra,a trafiły do szklanego niewielkiego wazonu tyle ,że z grubym dnem.Wyglądało to zabawnie,ale i tak cieszyło oko. I tym akcentem kończę dzisiejszy wpis.Pozdrawiam Was serdecznie. Miłego popołudnia. Dobrego tygodnia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta
(
Atom
)
Na tą dychę to się raczej naciągnąć daliście...
OdpowiedzUsuńTeż tak myślę...ale niech tam!
UsuńAle dlaczego?
UsuńOni działają jak natrętni sprzedawcy kwiatów, czy wciskacze perfum.
UsuńGdyby akcja była uczciwa,to stałaby za tym jakaś fundacja, czy inna organizacja i na karteczkach byłaby jej nazwa z KRSem i wszystkimi danymi.
Tak, masz rację, to jakaś "partyzantka"...
UsuńJak chcesz pomóc ludziom z niepełnosprawnością (czy komu- czemukolwiek innemu) to najlepiej poszukać fundacji i zrobić przelew.
UsuńAlbo rzucić drobne zbierającym na piwo pijaczkom, oni przynajmniej nie kłamią, na co im brakuje ;)
Tak, to prawda...Dziś wielu wyciąga rękę i szuka sposobów na wyciągnięcie kasy...
UsuńTo już jest całkiem niezły biznes, takie żerowanie na ludzkiej dobroci. Do tego odbija się rykoszetem na uczciwie działających fundacjach.
UsuńMyślę,że tu działa kilka elementów. Przede wszystkim element zaskoczenia. Ktoś wciska gadżet z prośbą- daje "coś" i prosi."Dobry uczynek" czyli jak napisałaś-"żerowanie na ludzkiej dobroci"Dajesz tą dychę,myślisz - to nie są aż takie duże pieniądze, nie zbiednieję.A to działa na zasadzie- od ziarnka do ziarnka,aż zbierze się miarka.Może ktoś da więcej niż dychę,a wtedy przychyli się do sugestii dobrego serca. Fundacja fundacji nierówna, też wypada jej się przyjrzeć. Mieliśmy już przykłady u nas lokalnie,że powstała fundacja,a pieniądze nie szły na cel w jakim założona została fundacja...W każdym razie tym fundacjom też trzeba się najpierw przyjrzeć. Ja kiedyś wpłaciłam niedużą sumę na znaną fundację, bo zrobiłam takie zobowiązanie.Ale wiedziałam,że ona działa i działa dobrze...
UsuńJasne, że trzeba sprawdzać, bo fundację może założyć każdy. Niestety, wielu to wykorzystuje, by pożywić się ludzką dobrocią.
UsuńKiedyś mnie to wyciąganie rąk po pieniądze bardziej denerwowało,ale teraz racjonalniej do tego podchodzę,ale mimo to zdarzają się takie "kwiatki"...
UsuńJa mogę rzucić hajs miejscowemu gitarzyście, bo gościu świetnie gra, dorzucam ludziom do zakupów, jak się okazuje, że paru groszy brakło, albo znanemu z widzenia pijaczkowi, jak mu do piwa zabraknie. Wspomagam od czasu do czasu jedną kocią fundację i kiedyś brałam czynny udział w organizowaniu świąt dla potrzebujących. Wyciągnie łap, wciskanie rzeczy na siłę i natrętne granie na sumieniu to dla mnie zwykłe złodziejstwo.
UsuńTacy okradną człowieka z pieniędzy, a grupę, za którą się podają, z dobrego imienia.
Tak, masz rację. Powiem Ci,że najbardziej lubię wejść do sklepu i kupić temu, kto prosi, to czego mu akurat potrzeba.Zazwyczaj chleb i coś do tego chleba...I jak jestem w Łodzi, chętnie wrzucam do futerału ulicznemu artyście...
UsuńCiekawie wygląda ta serwetka na paterze. Takie "węże" to zeżarły mi całą sałatę rzymską, a była taka ładna i smaczna.
OdpowiedzUsuńStaram się na ile mogę unikać komunikacji publicznej, najczęściej wybieram rower, sprawia mi to wiele przyjemności, a i dla zdrowia dobre :)
Pozdrawiam
Dziękuję Aniu!
UsuńPodobno to największe szkodniki w ogrodzie. A mnie zielone, małe gąsienice zjadły liście nasturcji, nie będzie kwiatów- i pomyśleć takie małe,a takie żarłoczne!
Ja też unikam komunikacji publicznej.Jednak w sytuacji albo komunikacja publiczną, albo wcale- jest dylemat. Kiedy nie ma własnego samochodu, też jest problem z wakacjami, bo w sytuacji poproszenie kogoś o pomoc też trzeba się liczyć z kosztami i to większymi.Rozpatrywały rożne opcje...
Ja też lubię rower,ale teraz na opisywanej grobli- strach jeździć. Kobietka, która rowerem jeździła do pracy, chodzi teraz pieszo, bo udostępniony pas jest wąski,a raz samochód ciężarowy prawie by ją wepchnął do rowu, a tam akurat rowy są głębokie, można się poturbować....
Pozdrawiam
Serwetka jest piękna, zwłaszcza w tym kolorze.
OdpowiedzUsuńMieczyki są urocze. Za taką cenę przyjemniej się kupuje. Prezentują się wspaniale.
Serdecznie pozdrawiam :)
Dziękuję Haniu, to moje stare zapasy kordonkowe, teraz mam problemy w kupieniu tego kordonka.
UsuńTak, aż mi było trochę szkoda,że nie miałam odpowiedniego naczynia,aby je wyeksponować.
Pasowałaby do secesyjnych wnętrz...
Pozdrawiam serdecznie
Przepiękne te kwiaty, ślicznie wyglądają. Serwetka na talerzu wygląda, fajnie :D
OdpowiedzUsuńDziękuję Olu.
UsuńTeż pomyślałam,że to pasuje. Ewentualnie można by ułożyć na niej jabłka, bo nie pozostawiłyby śladów.
Pozdrawiam serdecznie
Serwetka obłędna 🙂 te 10 zł to raczej naciągane,ale najważniejsze jest dobre serce a reszta to sprawa Boga i tej oszukującej osoby. Miłego tygodnia życzę... 🙂
OdpowiedzUsuńDziękuję Danielu!
UsuńJesteś kolejną osobą, która sugeruje naciąganie...Spotkałeś się z czymś takim?Przyznam się,działa tu jakiś odruch. Jeden rozdaje, drugi idzie i zbiera pieniądze, mało czasu na jakiekolwiek zastanowienie. Zresztą jest też element zaskoczenia...
Nie spotkałem się z niczym takim,ale tak to wygląda
Usuńserwetka wow:D a kompozycja zielona bardzo zdrowo wygląda:)
OdpowiedzUsuńDzięki Kathy!
UsuńMyślę,że była zdrowa! Starałam się,żeby tak było.
Pozdrawiam serdecznie
my staramy się teraz jeść zdrowo bo na urlopie przesadziliśmy z fast foodami...
UsuńBywa i tak.
UsuńCzasem po prostu nie ma czasu na jakieś wyszukane posiłki...
Ważne,że się dobrze bawiliście!
oj tak:) pochodziliśmy sobie sporo po górach:)
UsuńWyobrażam sobie, w końcu jest to dla Was szczególny czas!
UsuńPyszne danie, uwielbiam fasolkę szparagową. W tym roku mieliśmy prawdziwy wysyp ale już niestety się kończy.
OdpowiedzUsuńKażdego dnia przeżywamy różne bardziej i mniej dziwne sytuacje, fajnie je opisujesz:) A serwetka urocza, na talerzu też wygląda dobrze:)
Uściski Izabelko!
Dziękuję Ewo!
UsuńJa kupuję fasolkę na targu i widzę,że tanieje. Bobu na przykład jak na lekarstwo i cena idzie w górę.
Staram się takim pisaniem przede wszystkim oswoić coś co się ciągnie i końca nie widać.
Pozdrawiam Ewo!
Serwetka piękna... a obiadek na pewno smaczny :)
OdpowiedzUsuńDziękuję Ervisho!
UsuńTo wyszła bardziej sałatka. Dobra, aczkolwiek wolę cieplejsze obiadki.
Zdrowa ;)
UsuńTak i bezmięsna.
UsuńSmaczna ;)
UsuńZdecydowanie
UsuńJak się czujesz? ;)
UsuńDobrze. Nie narzekam, poza tym,ze coś mnie uczuliło...
UsuńCo takiego? jedzenie?
UsuńNie wiem.Dawniej właśnie latem często miałam problemy skórne...Wczoraj robiłam "rachunek sumienia" co jadłam i kiedy,ale doszłam do wniosku,że nie było w jedzeniu ani niczego nowego,ani takiego co by mogło to spowodować. Cóż, włączę samoobserwację i ostrożność.To na szczęście małe punktowe sprawy. Może to kosmetyk. Zresztą zauważ, po dwóch deszczowych i chłodnych dniach, nagle upał...
UsuńMoże meszka pogryzła? A gdzie te krostki?
UsuńWczoraj to było zaczerwienienie koło nosa, szczypanie i ropne wybroczyny. Myślę,że możliwości są dwie. Wczoraj robiłam ogórki chili i próbowałam( będą ostre) albo pogłaskałam kota i nie poleciałam od razu umyć rąk. Niestety nasze koty, choć zadbane biegają po całej wsi...Umycie twarzy żelem antybakteryjnym załatwiło sprawę.
UsuńHm.... zobaczysz czy przejdzie... moze to chili?
UsuńWłaściwie już przeszło, bo nie szczypie. Na wszelki wypadek zajadam dziś owsiankę.
UsuńSuper ;)
UsuńCieszę się :)
UsuńA iwesz od czego puchną stopy?
Myślę,że przyczyn może być wiele i lepiej to skonsultować z lekarzem, nawet jeśli teraz bardzo utrudniony jest kontakt z lekarzem rodzinnym.
Usuńmoze to z upału?
UsuńMoże.
UsuńZa tego świętego nic im bym nie dała, nie wierzę w takie rzeczy. Poza tym szczerze – co się dzieje i na co te pieniądze? Bo niepełnosprawni raczej mają zapomogę od państwa, a jeśli nie, to... -> jak wyżej Szczurowski napisała.
OdpowiedzUsuńTeż jestem sobie fryzjerem. A to co do Ciebie pełzło, to dwa pomrowy. :)
Rozumiem Aniu,że nie wierzysz w świętych obcowanie...Nie jestem za fundamentalizmem, więc rozumiem.Wiara w Boga jest ponad wszelkimi podziałami i boli mnie,że to jest wypaczane i tak naprawdę zawsze było...
UsuńNiestety, obawiam się,ze nie dowiem się i nie odpowiem Ci na pytanie- "Co się dzieje i na co te pieniądze?" Ale pytanie jak najbardziej zasadne i trzeba sobie jak najczęściej takie pytania zadawać...
A co intencji to znasz tę opowieść o dwóch mnichach? To chyba Coelho rozpropagował. " Idzie dwóch mnichów, jeden stary i drugi młody. Zmierzają do klasztoru,ale po drodze rzeka i zerwany most. A nad rzeką stoi kobieta lekkich obyczajów i lamentuje,że boi się wody. Wtedy ten starszy bierze ja na plecy i przenosi na drugą stronę.A wtedy ten młodszy- No, jak to? Dlaczego? Przecież to ...Wtedy ten starszy-"Widzisz, gdybym ją tam zostawił, to ta myśl zatruwałaby mi umysł. A tak, ja już zapomniałem...Jaka kobieta? O czym ty mówisz?|
Pomrowy, ciekawe określenie...
Pozdrawiam serdecznie. Miłego dnia. U mnie niestety pochmurno- będzie padać,albo nawet lać!
Wierzę w Boga, ale na sposób biblijny. Także pojęcie "świętego" jest tam zupełnie inaczej rozumiane, na pewno nie dotyczy zmarłych, którzy mogliby w jakikolwiek sposób wpłynąć na nasz ziemski los.
UsuńNie znałam opowieści o mnichach.
Pomrów to nazwa własna.
U mnie leje drugi dzień, ale od jutra wracają upały. :(
Przesyłam serdeczności. :)
Rozumiem i jestem otwarta, wierzymy przecież w tego samego Boga.
UsuńW takim razie mam nadzieję,że spodobała Ci się opowieść o mnichach.
U nas tak samo- wczoraj padało, dziś pada jakby mocniej,a jutro mają wrócić upały. W zasadzie niech pada,bo już sucho się zrobiło.A rolnicy sobie poradzą...
Pozdrawiam serdecznie
Piękna serwetka 😊 dziwne rzeczy czasem dzieją się przy czekaniu na zielone światło... Te mieczyki śliczne😊
OdpowiedzUsuńDziękuję Martynko!
UsuńOby częściej się nie działy, bo to takie wymuszanie...
Człowiek miał kilka związanych gumkami bukietów mieczyków,ale ten był najpiękniejszy.Kwiaty dorodne, łodygi długie i mocne.
W pierwszej chwili pomyślałam, że to słonecznik :) a to serwetka na paterze:).Niestety lato powoli się kończy ale ja jeszcze idę na urlop.
OdpowiedzUsuńTak, choć ten żółty to raczej cytrynowy, niż ciepły żółty...
UsuńNa urlop zawsze dobry jest czas, każda pora jest właściwa,żeby odpocząć!
Nie wiem czemu ale wakacje zlatują mi szybciej niż zima ^^ fajny post
OdpowiedzUsuńDziękuję!
UsuńLato w ogóle szybko mija...Trudno powiedzieć dlaczego,ale te miesiące pełne słońca, różnorodności, wielu możliwości przelatują w oka mgnieniu...A zima ciągnie się czasem i ciągnie...
Pozdrawiam serdecznie
Mniam makaron :)
OdpowiedzUsuńLubisz? Ja też!
UsuńPozdrawiam
Śliczna praca!!! Pozdrawiam gorąco:)
OdpowiedzUsuńDziękuję Danusiu!
UsuńPozdrawiam serdecznie
Serwetka piękna, a i talerz przykuwa oko :) Też mam słabość do skorup. Wychodzę z założenia, że nigdy ich w domu za wiele, bo przecież się tłuką, tyle że niestety miejsce w szafkach się nie rozciąga :)
OdpowiedzUsuńDziękuję!
UsuńU mnie szkła się sporo tłucze. Dobrze,że teraz nie trzeba kupić całego kompletu...Kupuję talerz, dwie szklanki...Ostatnio w Dino były ładne szklanki do napojów. Wzięłam dwie- zieloną i turkusową, bo najbardziej mi się podobały.Pomyślałam,że jak pójdę następnym razem to kupię też inne kolory. Było w czym wybierać. Poszłam, a tam już ani jednej szklanki- I dobrze!
Zaciekawiłaś mnie tymi supełkami na serwetce.
OdpowiedzUsuńA co do wciskania gadżetów...pamiętam moment, jak pojawiła się policja i wciskacze zniknęli, nawet nie odbierając breloczków.
Podobają Ci się pęczki, chciałabyś serwetkę z pęczkami?
UsuńTak, najwidoczniej jest w tym coś nielegalnego skoro boją się policji.
Piękna ta serwetka, niezły stwór Cię odwiedził, przestaszylabym się☺ Śliczne kwiaty, pozdrowienia☺
OdpowiedzUsuńDziękuję Natalio!
UsuńI ja się wystraszyłam w pierwszej chwili...ale potem chciałam jednak tą parę uratować( myślę,że to była para, choć pewności nie mam)
Pozdrawiam
Nice post and amazing photos!
OdpowiedzUsuńSerwetka na talerzu wygląda urocza. Ja staram się skorup już nie kupować bo szafki pękają od ich nadmiaru, zwłaszcza kubków. Podobną sytuację ze świętym obrazkiem miałam, kiedyś w pociągu.
OdpowiedzUsuńMieczyki bardzo lubię.
Ślimaki strasznie opanowały mi w tym roku ogród, nie cierpię ich.
Pozdrawiam serdecznie
Dziękuję Nino!
OdpowiedzUsuńJa też staram się nie kupować skorup,ale czasem nie mogę się oprzeć i wtedy coś tak kupię...
Tak masz rację, w tym roku nie brakuje ślimaków i innego robactwa w ogrodzie i ciężko z tym walczyć.
Pozdrawiam serdecznie
Uwielbiam ażurowy haft, cudnie wyszło ❤
OdpowiedzUsuńDziękuję Kingo!
UsuńPozdrawiam serdecznie
Sezon ogórkowy u mnie w pełni i bardzo mało mnie w blogosferze, od czasu do czasu robię sobie ,,czas blogowy,, wtedy wrzucam posta i zaglądam do zaprzyjaźnionych blogów, czasami tylko starczy czasu na sprawdzenie co u kogo słychać, czasami uda się też coś ,,skrobnąć,, :)))
OdpowiedzUsuńSerwetka prześliczna, rzeczywiście fajnie wygląda na talerzu :)
Ślimory paskudy, też mieszkają w moim ogrodzie i bardzo lubią zaglądać na taras ;))
Pozdrawiam Cię serdecznie, Agness:)
Dziękuję Agness!
UsuńTak, sezon ogórkowy ma to do siebie,że czasem trudno znaleźć na wszystko czas, bo przechodzimy na tryb letnio- wypoczynkowy. Ja już wiele razy myślałam,żeby zrobić sobie wakacje blogowe,bo ten czas spowalnia wszystkie czynności rękodzielnicze i nie tylko. Często wychodzi wielka improwizacja,ale z drugiej strony - a co tam?!
Pozdrawiam serdecznie
Cool post and lovely plants ))
OdpowiedzUsuńTe serwetki wspaniała robota Kochana, miło popatrzeć. Chętnie bym zjadła taki talerz z makaronem i szparagami. Fajne połączenie.
OdpowiedzUsuńŚciskam mocno