niedziela, 28 czerwca 2026

Upał. Książki.

Witajcie, upał spowodował,że od piątku bardzo ograniczyłam wychodzenie na zewnątrz. Dziś u nas + 42 stopni, apogeum tej ekstermalnej pogody.Jest okazja,żeby odwiedzić Wasze blogi, nadrobić zaległości. Dziękuję dziś szczególnie za dyskusję, która wywiązała się pod porzednim postem. Nie chcę narzekać, ale czasem mam ochotę wziąć" na tapetę" trudniejsze, kontrowersyjne tematy. I z ulgą odniosłam wrażenie, że to akceptujecie. A może się mylę?! Dziś będzie post o przeczytanych książkach.
Właśnie wypiłam kawę, co u mnie raczej sporadycznie się zdarza, bo wolę herbatę. Ostatnio w Biedrze wypatrzyłam taką oto roślinkę- kawa, w ładnej osłonce. Kupiłam ją, bo jej listki ciemnozielone i błyszczące przypominają mi gardenię. To jest dopiero wymagająca roślina! W zasadzie jedna i druga- kawa i gardenia.Z tą roślinką weszłam do maleńkiego baru na lody.
Oprócz roślinki kupiłam też książkę, która była w promocji- "Reneta" Barbary Kalickiej.( ur. 1981) Książka liczy 100 stron i można ją przeczytać w jedno popołudnie. I ja tak właśnie zrobiłam. Z książkami mam ostatnio pewnien problem. Zaczynam czytać, początek zapowiada ciekawą treść, a potem niestety - im dalej w las, tym bardziej nudno, moje zainteresowanie gdzieś ulatuje, do tego stopnia,że nie mam ochoty dalej czytać. Próbuję ustalić co jest tego powodem, ale łatwiej jest zacząć czytać kolejną książkę. Tymczasem "Renetę" zaczęłam i dokończyłam jeszcze tego samego dnia. Recenzja z okładki " Musiała wydarzyć się katastrofa, bo Mira( lat 22) wraca do miasta ze swojej przeszłości. Zamieszkuje w domu, którego ułamek należy do niej, reszta do jej ciotecznych sióstr, Anki i Róży.Nowa praca polega na przedzieraniu się przez hałdy na wpół zużytych tekstyliów, segregowaniu, decydowaniu o tym, co da się uzdatnić, a co należy zutylizować.(...) "Reneta" to postapokaliptyczna opowieść o tym, jak wiele razy można restartować własne życie. O zmęczeniu, ruchu i zastyganiu. O tym ,że niektóre jabłka rodzą sie stare." Bardzo ciekawe były dla mnie fragmenty mówiące o wspólnym zamieszkiwaniu w jednym domu- Miry, Anki i Róży. I w zasadzie mogło być tego więcej, zamiast wspomnień erotycznych Miry i retrospekcji z poprzednich prac. Do Miry należało 4/17 domu. Anka umieściła ją w pokoju pełnym kaktusów. Niektóre z tych kaktusów były okazałe. "Pamięta,że nienawidziła ich, kiedy była mała( Anka), bo jej matka poświęcała im stanowczo za dużo uwagi. Teraz kaktusy prawie Anki nie obchodzą. Prawie, bo raz jeden z nich spadł jej z drewnianej półki na głowę i na jakiś czas częściowo od tego wyłysiała- Chodziłam z taką idiotyczną dziurą we włosach, wszyscy chcieli wiedzieć , co mi się stało." W trakcie czytania trochę mieszały się czasy, można się było zgubić w tym co działo się aktualnie, a co było retrospekcją. Mimo to książka mi się podobała. Nie świetna, nie bardzo dobra, ale dobra. I jeszcze jeden fragment, gdzie Mira w jednej z poprzednich prac brała udział w manifestacji. Pisownia oryginalna-" Czas najwyższy będziemy się stowarzyszać, dość tego, będziemy dalej szli razem, nauczono nas,że sojusze są tylko na chwilę,że należy z nich korzystać w ograniczonym zakresie, robić tak,żeby zaraz potem można się było z nich wydłubać, ukazać się w przepełnej krasie, ale od dawna już widać,że raczej nic z tego, nie jesteśmy tacy samodzielni i ładni, jak to się mogło wydawać, z przedsiębiorczości mieliśmy po trói, i owszem, ci z naszych kolegów, którzy zdali ją celująco, nie siedzą dziś z nami w lesie z koślawej kresekówki, ale my przecież mamy prawo, czas to sobie powiedzieć, to nie jest świat tylko dla moniki bellucci, dla tych, którzy pokończyli ekonomię z zarządzaniem, dość tego, od startu było nam przecież mówione, że nie wolno żyć jak nasze matki, nie wolno przychodzić przez trzydzieści pięć lat do jednego zakładu, z dużym prawdopodobieństwem przewidywać, kogo tam spotkamy i co dokładnie jest do zrobienia."
I jeszcze jedna książka. Tym razem dla dzieci. Duet dwóch kobiet. Sabine jest autorką, Emilia ilustratorką. Ta książeczka mnie zachwyciła i wybrałam ją w księgarni w maju, do czytania dzieciom. Prosta historia, pięknie ilustrowana, która dzieciom się bardzo podobała. A potem jeden z chłopców, który słuchał tej opowieści, przyszedł z mamą i kupili obydwie książki tego duetu jakie w księgarni były na stanie. A opowieść jest taka. Ptasia mama wysiadywała w gniazdku jajka, z których się wykluły pisklęta. Ze wszystkich, oprócz jednego. Maluszek z ostatniego jajka się spóźniał. Ale nadszedł ten dzień i ostatnie jajko pękło, a mały ptaszek różnił się trochę od swoich sióstr i braci. Kiedy tamte już wyfrunęły z gniazda, on był ciągle niegotowy i ciągle przekonywał swoją mamę,że jutro, ale to naprawdę jutro będzie dzielny. Inne dorosłe ptaki doradzały ptasiej mamie,żeby wypchnęła go z gniazda, może wtedy poleci, ale ptasia mama postanowiła dać maluchowi czas. Dużo z nim rozmawiała, a on pytał, czy jeśli wyleci z gniazda, rodzice - mama i tata, nie będą za nim tęsknić . Wtedy mama przekonywała go, że i tak mieli go dłużej niż pozostałe dzieci. I pewnego dnia mały ptaszek zdobył się na odwagę i pofrunął.
I to byłoby tyle na dziś. Dobrego tygodnia Wam życzę. W moim regione burze przewidywane są na wtorek, środę.

3 komentarze :

  1. Ciekawe propozycje książkowe. U mnie też sprawdza się czytelnictwo w upalne dni. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie bardzo mam nawet ochotę czytać w te upały. Ale mam pozaczynane książki i wypada je dokończyć. Jedna jest bardzo gruba, biograficzna. Może się uda zmobilizować podczas tego przesiadywania w domu.
    Mój termometr się skończył. To znaczy podziałka się skończyła. Słupek dobił do kresu i dalej nie wiem, ile było. Podziałka kończy się na 52 stopniach. Termometr jest od zachodniej strony, więc to nawet nie w samo południe było.

    OdpowiedzUsuń