piątek, 6 lutego 2026

Zima stulecia.

Dzień dobry, w zimowy weekend. Witam nowych obserwatorów mojego bloga- Magdalenę i Andrzeja. Niedawno dwie osoby przestały obserwować moją działalność na blogu, a wkrótce potem doszło dwoje nowych obserwatorów.A zatem - jest dobrze. Widać życie rzeczywiście nie lubi próżni i stara się, aby wyszło na plus. A może bardziej- żeby była równowaga, która tak naprawdę jest najistotniejsza w całej przyrodzie, więc na blogu też. I jeszcze jedna uwaga organizacyjna. Może zdarzyć się,że z opóźnieniem odpowiadam na komentarze u mnie i dopiero po pewnym czasie chodzę z rewizytą. Ja się nie spóźniam, po prostu funkcjonuję w swoim tempie. Zresztą blog to nie FB, Istagram, ani Tik Tok. Pasuje mi tutaj, dlatego ciągle tu jestem mimo upływu lat. Tematy sami mi podsuwacie. Dziś będzie o zimie stulecia 1978/ 1979.
Przywieszka od kokonków w małym ceramicznym pojemniku w kształcie choinki. Zima jaka jest w Polsce- wszyscy widzą. Ostatnio seria niskich i bardzo niskich temperatur przetoczyła się przez kraj, zaliczyliśmy też pare " szklanek", gdy nagle marznący śnieg i deszcz zamieniał chodniki w lodowe ścieżki, na których najlepiej czuliby się chyba panczeniści. Tymczasem zanim ruszyli panowie z wiadrami piasku i soli, skoro świt szlaki przecierały czworonogi i ich właściciele.
Było już tak, że wprawdzie mróz był duży, ale śniegu prawie tyle co nic.A potem temperatura się podniosła i w nocy spadł śnieg. Utrzymał się w pięknym białym kolorze dzień dwa, a potem gdy w dzień temperatura zbliżyła się do 0, zaczął się topić. Teoretycznie trudno przewidzieć, co jeszcze nam ta zima przyniesie... Niektóre dni są tak ponure, że słońca nie uświadczymy nawet na chwilę. A w domu już przed południem trzeba zapomnieć o oszczędzaniu energii elektrycznej i zapalić światło.Normalne. Ale już normalne nie jest, gdy jednego dnia jest - 20 stopni, a następnego dnia 0, albo coś na plusie.Ten pogodowy rollercoaster czują dotkliwie ludzie "18+". Skarżą się na bóle głowy, mgły mózgowe, bóle nóg i kolan, co i rusz dopada kogoś rwa kulszowa.O grypie nie wspomnę. Ktoś powie- Był czas przywyknąć! Ani mróz, ani śnieg nie jest u nas nowością. Jednak jest pewne Ale. Jeszcze niedawno te zjawiska miały zupełnie inny przebieg. Pamiętam zimy, które miały swój początek w listopadzie i koniec w kwietniu, nawet tu w centralnej Polsce.Zima się po prostu zaczynała, trwała i kończyła na przedwiośniu. Zdarzały się i takie zimy, których najstarsi Górale nie pamiętali. Taka była właśnie ta na przełomie 1978 i 1979 roku.
Pamiętam w poranek sylwestrowy wysłali mnie domownicy po gazetę. Szłam od kiosku Ruchu do kiosku, bo akurat tego tytułu brakło. Śnieg sypał coraz większy i większy. W mgnieniu oka tworzyły się gigantyczne zaspy. Oh, jak mi to pasowało! Czułam się jak polarnik na Biegunie południowym. Co tam,że wiało , co tam, że sypało śniegiem, im trudniej tym lepiej. Myślałam- wrócę do domu, to się ogrzeję. Tymczasem nie przewidziałam jednego-że kaloryfery przestaną grzać,wyłączą prąd i ciepła woda przestanie lecieć z kranu.Rodzina koczowała w największym pokoju, wszyscy okryci kocami i czym tylko się dało,żeby było cieplej. Ładny Sylwester! Tymczasem sąsiadka z drugiego piętra powiedziała -" Chodźcie do mnie. Przecież to mięso co mam w lodówce mi się zaraz zepsuje." Gotowała wielki gar białego barszczyku z pieczarkami( bo gaz z butli był) i to był najlepszy barszczyk jaki w życiu jadłam! Okazało się,że z miasta przyszli jeszcze inni ludzie. Bale Sylwestrowe w większości zostały odwołane, a ludzie chcieli w taki czas być z innymi.
Jeszcze inną historię opowiedziała mi dzisiaj sąsiadka z 4 piętra.Sąsiadki z 4 się przyjaźniły, obydwie Anie, tyle,że jedna już nie żyje. "Mała" Ania szykowała się na bal w odległym o 10 km Ozorkowie. Z tym miastem była związana, tam pracowała w szkole i tam miała znajomych. Od dawna na ten bal się cieszyła, kieckę sobie uszyła i wszystko co potrzebne kupiła. Poszli z mężem na stację PKP, a tam żaden pociąg nie jechał. Taxiarz o żadnej podróży do Ozorkowa nawet słyszeć nie chciał. - " Taki śnieg, taki śnieg, a jak gdzieś w zaspie utknę, to kto mnie wyciągnie?!!!" Wrócili do domu. Wódka i piwo po drodze im zamarzły.
Sprwadziłam w AI- "Popularne napoje alkoholowe o niższej zawartości alkoholu zamarzają szybciej: 40 procentowa wódka krzepnie w temperaturze około- 27 stopni Celsjusza, wino w - 5 do - 7, a piwo przy około - 2 stopnie. Mogło tak być, choć temperatury powietrza z tamtego Sylwestra nie pamiętam. Podobno piwo po odmrorzeniu jest niedobre. Nie wiem. Nie jestem entuzjastką alkoholowych trunków.
Makrama z pizzeri K-2. I jeszcze rozwiązanie zagadki literackiej. Cytat pochodził z książki " Mała Apokalipsa" Tadeusza Konwickiego. Następnym razem postaram się napisać kilka słów o tej książce. Życzę Wam udanego weekendu! Pozdrawiam.

42 komentarze :

  1. Witaj Izo, ludzie przychodzą i bodchodzą, tak to już jest. A zima... Eh, nie będę opowiadać o układach planet... Ale są naprawdę podobne jak wtedy. I jeśli chodzi o zdarzenia na świecie również.
    Przywieszka bardzo ładna, jak płatek śniegu ❄️ pamiętam z dzieciństwa piosenkę pt. Kolorowy śnieg, ale generalnie mam już dość tej zimy. Uściski I serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Joanno,
      Osobiście lubię zimę.
      Zawsze mogłam nadgonić zaległości domowe, bo jednak więcej przebywa się zimą w pomieszczeniach.
      Jednak teraz mam wrażenie, że czas płynie szybciej, "rozpraszacze" mają się dobrze, a ja gorzej.
      W dodatku nasze organizmy wchodzą chyba w przednówek- brakuje naturalnych witamin, spada odporność.
      Byle do wiosny Asiu!
      Serdeczności i całusy!

      Usuń
  2. Pamiętam te zimą o której wspominasz, wtedy były duuuze góry śniegu i wielki mróz :)
    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, śnieg pamiętam, całe hałdy śniegu, że było bardzo zimno, ale jakiego rzędu temperatury ujemne były w moim regionie- już nie.
      Pozdrawiam Cię, Urszulko serdecznie

      Usuń
  3. Lindas y frías imagenes del invierno. Te mando un beso.

    OdpowiedzUsuń
  4. Och i ja pamiętam tę zimę, a z opowieści rodziców wynikało, że podobne kiedyś nie były rzadkością. Nawet śnieg wywoziło się ciężarówkami za miasto, bo nie było go już gdzie odgarniać! Za to nie było suszy na wiosnę.
    Miłego weekendu, pogoda nawet sprzyja spacerom, byle unikać zagrypionych:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się- nie było suszy na wiosnę.
      Łąki dookoła mojego miasta długo były podmokłe, prawie do lata nie można było przejść "suchą stopą" do Kwiatkówka i Tumu.
      Pozdrawiam serdecznie. Miłego weekendu. Jest dość wilgotno, ale można spacerować.

      Usuń
  5. Faktycznie w tamtej zimie było dużo więcej śniegu. To były zimy ho ho ….

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej zimy nawet porównać się nie da.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Witaj! Ja urodziłam się w zimę stulecia. :)
    Dlatego też lubię słuchać podobnych opowieści.
    Równowaga jest bardzo ważna.
    Szukanie spokoju, harmonii i własnego tempa to życie uważne i w zgodzie ze sobą. Serdecznie pozdrawiam.🤨🫶

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Moja Droga,
      Cieszy mnie, że trafiłam w temat, który jest Ci bliski.
      Miałam w planie opisać jeszcze jedno wspomnienie z tamtej zimy.
      A teraz widzę, że muszę to zrobić koniecznie!
      Pozdrawiam Cię serdecznie

      Usuń
  7. Takie wspomnienia mają w sobie coś sentymentalnego i wyjątkowego. Z jednej strony trud tamtej zimy, a z drugiej ta niezwykła bliskość ludzi, którzy w obliczu przeciwności natury starają się po prostu przetrwać je razem❤️. Historia z sąsiadką i wspólnym barszczem jest niezwykle rozczulająca ❤️
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Madeline.
      Tak, i może warto do nich wracać. W porównaniu do obecnych czasów i dostępności towarów, i dóbr luksusowych na pewno było trudniej, ale może właśnie to powodowało, że ludzie cenili bycie we wspólnocie. Zamiast narzekać, wspólnie szukali rozwiązań.
      Ale daleka jestem też od idealizowania tamtej wspólnotowości.
      I stwierdzeń w stylu- Bo wtedy było, jakby lepiej.

      Z tamtego okresu zostało mi w pamięci wiele smaków i potraw. I jeszcze do tego wrócę.
      Pozdrawiam Cię cieplutko.

      Usuń
  8. Nienawidzę "szklanek". Boję się wtedy wyjść z domu.
    Ten brak prądu u Ciebie w mieszkaniu musiał być koszmarny.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, Haniu.
      Gdy widzę, jak ludzie się wtedy poruszają, jak muszą uważać na postawienie każdego kroku- skóra mi cierpnie. I wtedy, jak nie muszę- nie wychodzę!
      Prawdę mówiąc , aż tak bardzo się tym wtedy nie przejmowałam.
      Pozdrawiam Cię serdecznie

      Usuń
  9. Urodziłam się niewiele po Zimie Stulecia, więc u wszystkich była "świeżo" w pamięci i we wspomnieniach. Opowieściom o niej nie było końca.
    Dobrze, że jesteś w blogosferze a nie "uciekłaś" na instargam czy inny tic-toc. Tu jest inna jakość, inna klasa, bardziej domowo i przytulnie, a nie komercyjnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, tak jak wspomniałaś- tutaj jest inna jakość, inny rytm.
      Nie mam ani Instagram, ani Tic- Toka, a na FB bardzo rzadko coś zamieszczam.
      Pozdrawiam Cię serdecznie

      Usuń
  10. Zima, którą opisujesz nie dała mi się we znaki. Dla mnie to był czas beztroski, bo byłam młoda i nie miałam rodziny, za którą bym była odpowiedzialna.
    Z kolei mam namacalne porównanie 30 stycznia tego i ubiegłego roku. W ubiegłym roku 30 stycznia byłam w Warszawie, co opisywałam na blogu. Było wtedy ok.15 stopni na plusie i jeszcze gdzieniegdzie kwitły rachityczne pelargonie i róże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że w tym moim przeżywaniu zimy stulecia w gruncie rzeczy nie było jakiegoś dramatu, bo młodość.
      Pamiętam, że gdy podali, że szkoły w związku z mrozami i brakiem opału zostaną zamknięte, odtańczyłyśmy z koleżanką taniec radości.
      Pozdrawiam Cię serdecznie

      Usuń
  11. Pamiętam dobrze tę zimę. To wtedy z moim malutkim pierwszym syneczkiem chodziłam na spacerki po stertach śniegu, Wpadał w nie co chwilę i wołała "latunku!!!". Cudne to było!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie piękne wspomnienie, Stokrotko!
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  12. czuć zarówno surowość pogody, jak i ciepło ludzkiej solidarności. Ta historia z Sylwestra jest przepięknym przykładem, jak w trudnych warunkach ludzie potrafią się wspierać – ten wspólny barszczyk czy pomoc sąsiadki pokazują, że w zimie nie tylko mróz, ale też serdeczność zostaje w pamięci.

    Fascynujące też, jak łączysz osobiste wspomnienia z obserwacjami pogodowymi – te kontrasty temperatur, zamarzające napoje, kaloryfery przestające działać – robią naprawdę realistyczne wrażenie. Czekam na Twoją opowieść o „Małej Apokalipsie”, bo po takim wprowadzeniu pewnie też będzie pełna detali, które wciągają czytelnika od pierwszej linijki. 🌨️✨

    Twoje wspomnienia pokazują też, że zimy kiedyś miały inny rytm i charakter – to świetny fragment historii społecznej, nie tylko meteorologicznej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, Andrzeju za Twój komentarz.
      A propos "Małej Apokalipsy"- z przyjemnością zmierzę się z tematem!
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  13. Hello friend Isabel,
    Your posts always bring valuable information from your daily life.
    Kisses!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you, friend Douglas.
      I try my best to write something interesting here and encourage my blogging friends to join the discussion.
      Kisses!

      Usuń
  14. W tym roku miałam ślub. Prosząc gości, ciocia męża opowiadała nam, że x lat temu brali ślub i było najzimniejsze lato :D I co, nam też to przypadło. I zarazem najzimniejsza zima. Ja się nawet cieszę. Fajnie gdy zima jest zimą a nie jakąś pluchą bez ładu i składu. Oby tylko lato tym razem nas trochę bardziej rozpieściło ;) Pozdrawiam ciepło! 🤗
    Angelika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Angelo, dziękuję za Twoje wspomnienia.
      Zima, jaka by nie była jest do przeżycia. Można ją lubić lub nie, ale ma ona swoje prawa. Co do lata, każda z nas ma swoje oczekiwania. I to też jest dobre!
      Pozdrawiam Cię serdecznie. Miłego dnia.

      Usuń
  15. Śnieżynka urocza! Moja mama i babcia mi opowiadały o tamtych srogich zimach. :) A pogodowy rollercoaster daje się we znaki ludziom w różnym wieku. Ta zima jest trudna dla wielu z nas. W każdej porze roku staram się dostrzegać coś dobrego, jednak przyznaję, że zdrowotnie to ostatnie dni dają mi w kość, jak i wielu innym osobom z chorobami przewlekłymi... Trzeba jednak jakoś to przetrwać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Urocznico,
      Masz rację, ta zmienność daje się nam wszystkim we znaki, bez względu na wiek.
      Pozdrawiam Cię serdecznie

      Usuń
  16. Czy ja dobrze widzę? Piesek na sankach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, i to właściwie nawet nie są typowe sanki, a taki "pontonik", który służy za sanki. Może teraz są i takie sanki, w dobie gdzie wszystko jest. Zastanawiałam się tylko, czy ten pontonik ma zabezpieczenie od spodu ( raczej musi mieć) Tak mi się to podobało, że musiałam utrwalić na zdjęciu.

      Usuń
  17. Witaj ciepło, rodzice opowiadali mi że w czasie zimie stulecia siedzieli w domu w kożuchach, bardzo zimno było jednak ludzie wytrzymali ....a Twoja opowieść o życzliwej Sąsiadce jest piękna, oby takich ludzie jak najwięcej pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twój komentarz.
      Widzę, że życzliwość mojej sąsiadki robi wrażenie.
      To była naprawdę ciepła osoba.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  18. Oho, ja też nie jestem fanką alkoholu :)
    W czasie zimy stulecia mnie nie było na świecie, ale zapewne uczyniła równe szkody jak ta w tym roku. Mam na myśli zamrożonych bezdomnych i emerytów, którzy zamarzli w swich domach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno powiedzieć, jakie niechlubne "żniwa" zebrała tamta zima.
      Nie sądzę, aby ktokolwiek chciał o tym mówić...Wtedy była inna narracja...
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  19. W sumie to się cieszę, że teraz już nie ma TAKICH srogich zim. :) Te, które pamiętam z dzieciństwa były jednak lżejsze - chociaż zdarzały się ataki mrozu i śniegu. Takie zimy jak opisujesz znam jednak tylko z opowieści moich rodziców (rocznik 1955). Szczególnie ojca, który w młodości często jeździł ze znajomymi w różne miejsca i dużo mi opowiadał o tamtych czasach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuchaj tych opowieści...
      Ja chciałabym dopytać o różne sprawy, a już prawie nie mam kogo...
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. Mój ojciec nie żyje od prawie pięciu lat. Niestety chlanie w opór przez 40 lat w końcu się zemści, ale wtedy już będzie za późno. Ojciec nie był moim ulubionym człowiekiem, że tak powiem.

      Usuń
    3. Przykro mi, Lou Fontaine!
      Czasem takie rodzinne układy mają miejsce w naszym życiu.
      Pozdrawiam

      Usuń
  20. My w tym roku spędziliśmy Walentynki w bibliotece miejskiej w Chełmnie- mieście zakochanym :) Robiliśmy zakładki do książek ze zdjęciami, dekorowaliśmy kubki, robiliśmy bransoletki. Tak oryginalnych rodzinnych Walentynek jeszcze nie mieliśmy. Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja też dołączam do bloga, jest bardzo ciekawy - coś zupełnie innego niż do tej pory czytałam :)
    Lubię zimę, ale za oknem, kiedy nie muszę nigdzie wychodzić. Mieszkamy na sporej górce i jak pojawia się śnieg/ lód, to czasem bywa tak, że nie da się wrócić do domu samochodem.. Raz musieliśmy zostawić auto u znajomych 1km dalej i iść na piechotę :D
    Pozdrawiam, Estera

    OdpowiedzUsuń