poniedziałek, 22 czerwca 2026

Powitanie lata.

Dzień dobry. Zaczęło się lato. Zaczęło się nawet z pewnym przytupem- o czym za chwilę. Dziękuję za zaglądanie , czytanie, komentowanie. Witam nowe obserwatorki mojego bloga. Mało mnie teraz na blogu. Jeszcze nie odpowiedziałam na wszystkie Wasze komentarze, jeszcze nie odwiedziłam Waszych blogów. Ale zapewniam Was,że mam to wszystko na uwadze.Dziś chciałabym opowiedzieć o spektaklu. I to może nie o jednym...
Lato postanowiliśmy powitać w Łodzi w Ogrodzie Botanicznym spektaklem- "Po drugiej stronie mgły. Tam gdzie tańczą Rusałki" Cała plenerowa impreza zaczynała się o godzinie 22.00, ale do Ogrodu można już było wejść o 20.00.
Dla widowni w kilku miejscach było przygotowanych dużo, dużo krzeseł, pod drzewami koce. Natura dzielnie asystowała. Przed koncertem kumkały żaby, kaczki to pływały po stawie, to wzbijały się do lotu. Burza z oddali użyczyła swoich błyskawic...
Spektakl trwał prawie 2 godziny. Nad całością czuwała pani dyrektor Teatru Muzycznego w Łodzi, tańczyli i śpiewali studenci Szkoły Muzycznej i Zespół Tańca Ludowego "Harnam".Wspierały Fundacje- im. Marii Fołtyn, Zielona Łódź, Zarząd Zieleni Miejskiej w Łodzi. I muszę powiedzieć,że dawno nie widziałam i nie słyszałam czegoś tak przepięknego. Owszem na początek weszły dwie boginie, ale potem były też akcenty chrześcijańskie. Cały spektakl układał się w opowieść muzyczno- wokalno- taneczną. Prowadzący- wprowadzający trochę " smęcił", ale najwidoczniej założenie było takie,żeby poruszyć wiele wątków. A zatem była matuś, która miała wiele córek, w tym dwie na wydaniu. A one: Kasia i Marysia, obydwie kochały się w Jasiu.I potem o tego Jasia między sobą walczyły. Wygrała Marysia, dla Kasi tragicznie się ta rywalizacja zakończyła. Na weselu Marysia miała wyrzuty sumienia ( Właśnie- a dlaczego nie Jaś?) W tle gdzieś tam była mowa o wojnie, o poległych, o żalu i żałobie.( czyżby nawiązanie do wojny u naszych sąsiadów?) W pewnym momencie zrobiło się tego nawet za dużo i zastanawaialiśmy się czy to "Dziady" albo Zaduszki. I to był ten jeden minusik, który się pojawił, na chwilę zdominował i ciut przynudził. Poza tym świetna muzyka. Pieśni ludowe np. "Pije Kuba do Jakuba", pieśni "kresowe"- Tak naprawdę nikt z nas nie wiedział w jakim języku śpiewają pieśń a cappella, chóralnie i z podziałem na głosy, ale było to tak niesamowicie piękne,rzewne, że aż ciarki szły po skórze. Był ukłon w stronę narodowych tańców polskich- kujawiak, mazur i oberek, wytańcowany ,że hej. Gdzieś w połowie przedstwaienia dziewczęta rzucały wianki na wodę( nikt ich potem nie wyławiał, po imprezie- na pewno). Pod koniec przy śpiewie chóru młodzian na łodzi podpływał do przygotowanych stosów drewna i podkładał ogień. Płomień wznosił się w górę,polana trzaskały, a iskry z ognisk leciały wysoko...
My najpierw siedzieliśmy, a potem doszliśmy do wniosku,że lepiej widać stojąc, przy okazji można się było pokolebać, dziewczyny stojące niedaleko nas nawet tańcowały, co było zrozumiałe, bo nogi same chciały tańczyć. Nagle wcisnął się między mnie i męża młody człowiek. Powiedział,że jest z Radia Łódź i prosi o kilka zdań. Jak przyszła moja kolej zastosowałam słownictwo jakbym była z Podlasia, ale potem machnęłam ręką, pomyślałam - to się wytnie. A propos mała dygresja. Kiedyś moje kuzynki- bliźniaczki często asystowały na planach filmowych. Nawet mi poleciły jeden serial- " Ciocia, oglądaj, oglądaj, to nas zobaczysz." I oglądałam,oglądałam co tydzień jeden odcinek. I nic! Zapytałam je niedawno o ten serial- " Naprawdę grałyśmy, ale nas wycięli". I tak to bywa z tymi publicznymi wystąpieniami.
Na koniec, już po spektaklu, ktoś przez mikrofon ogłosił,że są trzy wyjącia z Ogrodu Botanicznego i lepiej się pospieszyć ( a ogród duży i rozległy) bo za 30 minut bramy zostaną zamknięte. Musieliśy jeszcze przejść ze 2 kilometry, bo samochód zaparkowany był pod basenem " Fala". Przy okazji- na Zdrowiu, większość trawników niewykoszonych, trawa do pasa, widać,że stosują się do wprowadzonych w mieście przepisów ( czytam łódzki dziennik- Exspress Ilustrowany to jestem na bieżąco) W domu byliśmy około godziny 2.00. Tymczasem burza nad ranem dawała swój spektakl. W pewnym momencie tak huknęło, że nie było prądu. Potem ulewa. A nam się dobrze spało. Ho, ho nie tylko my witaliśmy lato. Między blokami na ławeczce śpiewał chórek lekko zachrypniętych mężczyzn.- Tańcz, tańcz, tańcz kiedy inni tańczą..." I tak w kółko, to samo. Sprawdziłam.To piosenka w wykonaniu "Long i Junior". Dalej to idzie tak:" I pij, pij drinka z pomarańczą. I skacz, skacz, skacz kiedy inni skaczą. I baw się, baw niech wszyscy się patrzą."
W tle peoni- duża sznurkowa podkładka, utkana palcami przez koleżankę Olę.Dobrego tygodnia Wam życzę.

4 komentarze :

  1. Przepiękne przywitanie lata. Ja zrezygnowałam z koncertu w moim mieście w ten weekend, bo bardzo straszyło mocną burzą, a koniec końców spadło kilka kropel i żałowałam, że nie poszłam :). Następnym razem trzeba iść, najwyżej trochę zmoknąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję,
      Ja włożyłam do plecaka sweterek, kurtkę przeciwdeszczową , parasol. Nic się nie przydało, tylko się tego naniosłam. A temperatura w nocy : 23 stopnie.
      Za to następnego dnia - jak wspominałam- skoro świt potężnie grzmiało i lało.
      Pozdrawiam Cię serdecznie, Roksano.

      Usuń
  2. O, to już lato? Zapomniałam, ze to już. Trudno, dzisiaj w takim razie już całkiem letnio zmokłam ;-) Fajnie spędziliście czas.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę oficjalnego przywitania lata. Noc kupały... My mieliśmy jak co roku Wianki w Krakowie. Niestety nie byłem. Nie bylo z kim. Bo sama impreza to nie wszystko. Liczą się ludzie.

    OdpowiedzUsuń