czwartek, 29 października 2026

Okruchy złotej polskiej jesieni i kulturalny październik.

Witajcie jeszcze w październiku, dziękuję za zaglądanie, czytanie i komentowanie. Kończy się Złota Polska Jesień i wchodzimy w tą bardziej ponurą, której wiele osób zdecydowanie nie lubi.Niedzielny wieczór bezpośrednio po zmianie czasu z letniego na zimowy, był zapowiedzią jesieni jak z horroru- wiało, padało, a ciemność przez zmianę czasu nadeszła szybciej niż zwykle.Brry.. Jednak ranki bywają bardzo klimatyczne- lekka mgiełka, rześkie powietrze, słońce przedzierające się przez chmury...
Można wybrać się na targowisko i przyłapać gołębia podczas darmowego posiłku...
Okazja czyni złodzieja.
Pójść do parku i zebrać liście.
A potem zająć jedną z ławek i zrobić z nich jesienne róże...
Z bukietami "róż" wejść do Naleśnika na herbatę lub kawę...
U mnie herbata.
Przy okazji porządków na cmentarzu skręcić do lasu i pospacerować z Zojeczką po ulubionym dukcie...
I tyle romantyzmu. Od kilku dni rozglądałam się za zniczami. W poniedziałek weszliśmy do sklepu na rogu, gdzie kiedyś był spożywczak i mama wysyłała mnie tam po drobne zakupy. Teraz sklep z chemią i zniczami. Upatrzyłam sobie jeden rodzaj zniczy, okazałe, ale dość proste, bez ozdóbek. We wtorek poszłam z przekonaniem - kupię właśnie te. Tymczasem "wyszły", a ja chodząc po sklepie torbą zaczepiłam o znicza stojącego na rogu w przejściu. Był charakterystyczny brzęk tłuczonego szkła. 11 zł "w plecy". Wkład zabrałam i jeszcze po szkodzie posprzątałam. Wszyscy troje się do tego sprzątania zabraliśmy pochylając się do ziemi. ( ekspedientka, młody sprzedawca i ja) Odebrałam im zmiotkę i powiedziałam, że trzeba to zrobić bardzo dokładnie, żeby żadna drobinka nie została na posadzce. Na pocieszenie poszłam na pobliskie targowisko, spotkałam znajomą, zachwalała kinową "Lalkę". "Okularnik" ( pan z naszego ulubionego straganu z warzywami) streścił nam "Upadek wieloryba". Zwiastun mnie nie zachęcił, ale jego recenzja- tak. W ostatnim czasie byłam na trzech filmach. Z mężem na " Primetime". Przyznam się,że choć wcześniej Robert Pattinson nie robił na mnie wrażenia, tak tutaj i owszem. W sumie trzy role były dobrze zagrane. Właśnie Roberta jako twórcy programu o pedofilach, Danego Wabika i asystentki Chrisa( czyli Roberta)- Andie. Film niezły,ale czy na Oskara- trudno powiedzieć. Ten seans będzie pamiętny jeszcze z jednego powodu. W sali było nas tylko dwoje tymczasem zapomnieli wyłaczyć klimatyzacji i z każdą minutą robiło się coraz zimniej. Wyszliśmy z kina niemal szczękając zębami. Drugi film to Rozważna i romantyczna na który poszłyśmy z Olą. Oprócz nas weszły na salę dwie młode kobiety z wielkimi opakowaniami popcornu, chipsami oraz kawą. Film kobiecy, łezka przy ostatniej scenie zakręciła się w oku. Kobietki dzierżyły w dłoniach chusteczki higieniczne...Wyglądało to na wzruszenie, a nie wycieranie rąk po tłustych przekąskach... I trzeci film w Dniu Święta Kina, seans za 15 zł.- polska komedia Jak żyć,żeby nie zwariować Film sympatyczny, ale bez szału. Poszłam na niego ze względu na rolę, którą grał Piotr Rogucki. Mówią o nim ,że to wyjątkowy buc, a ja go lubię. Do niedawna mieszkaniec Łodzi, obecnie wyprowadził się z rodziną poza Łódź, ale gdzie dokładne- nie wiem. Artysta bardzo chroni swoją prywatność. Tymczasem zapowiada się w naszym kinie więcej dobrych seansów. Czy pójdę?! Zobaczymy.
Szykowałam się na spotkanie z Richardem Flaneganem w Łodzi 15 października. Ten australijski pisarz z Tasmanii promował swoją nową książkę Pytanie numer siedem Zachęcał fakt,że wstep na to spotkanie był wolny. Jednak w rezultacie po naszym "turnee"- Łódź, Żarki Letnisko, Czestochowa nie chciało mi się znowu ruszyć w podróż, a spotkanie zaczynało się o 18.00.( powrót do domu po nocy) Całe dwugodzinne nagranie ze spotkania pojawiło się nastepnego dnia na You Tube. Poza tym wygrałam zakład. We wrześniu podano kandydatów do corocznej Pomorskiej Nagrody Literackiej "Wiatr od morza". Moim faworytem był Tomasz Słomczyński i jego reportaż Delta.Przez Żuławy" Przeczytałam ją na jesieni ubiegłego roku, pochłonęłam dosłownie w dwa wieczory. A w tym roku głosowałam na ten reportaż na stronie Wydawnictwa "Czarne". Książka wygrała w kategorii Pomorska Książka Roku. W kategorii Literacka Książka Roku na podium znalazła się książkaStefana Chwina- " Gombrowicz i dusza polska" oraz Marka Górlikowskiego " Ilustrator. Przygody Koziołka Matołka tylko dla dorosłych" Gala odbyła się 22 października.
Mural na jednej z częstochowskich ulic. To tyle na dziś. Pozdrawiam Was serdecznie i życzę dobrego weekendu.

wtorek, 20 października 2026

Kolory jesieni. I artykuł.

Witam serdecznie w jesienny dzionek. Zanim zrobi się szaro i ponuro warto cieszyć oczy kolorami jesieni. Oprócz zdjęć oczywiście trochę tekstu, fragmentów artykułu,który mnie zainteresował i uznałam ,że warto się nim podzielić. Dziękuję Wam za zaglądanie czytanie, komentowanie.
W Łodzi cieszą oczy ściany budynków obrośnięte winobluszczem. Niewątpliwie jedna z najpiękniejszych znajduje się w podwórku przy ulicy Piramowicza 9, niedaleko dworca Łódź Fabryczna. O tym,że jest to przemyślana dekoracja świadczyć może to,że wieczorem jest podświetlona.A sięga do trzeciego piętra.
Częstochowa. Park w pobliży Jasnej Góry Ostatnio przeczytałam artykuł, który dał mi do myślenia- Złota reguła niedosytu Na pytania Izabeli Nowakowskiej - Teofilak odpowiada psychiatra prof. Marek Krzystanek. Mówi on o tym,że tempo współczesnego świata nie współgra z biologią człowieka. Żyjemy coraz zdrowiej, a jednocześnie jesteśmy coraz bardziej zmęczeni, a nawoływania ekspertów do " zdrowego stylu życia", choć słuszne , często są kolejną presją.Najsłabiej zaadaptowany do nowej rzeczywistości jest mózg, który zalewamy nadmiarem bodźców, presją dostępności i produktywności.W tej sytuacji ważna staje się higiena psychiczna, czyli reagowanie na zmęczenie, dawanie mózgowi nagród za wysiłek i czasu na odpoczynek.Drugim kluczowym elementem jest sen. Jednak czynnikiem najbardziej drenującym naszą energię są intensywne emocje.W tej sytuacji każdy z nas powinien wypracować sobie własny mechanizm regulacyjny- umiejętność przełączania się, neutralizowania napięcia, odpuszczania. Dla jednych będzie to aktywność fizyczna, dla drugich czytanie książki. Niezwykle pomocna jest zwykła rozmowa." kiedy mówimy o tym, co czujemy, wracamy do poruszającego doświadczenia, napięcie stopniowo schodzi. Przy każdej kolejnej opowieści emocje się wypalają, aż w końcu zostają tylko informacje. Nawet najlepszy horror przestaje robić na nas wrażenie , kiedy oglądamy go dziesiąty raz." Chcąc się wygadać nie róbmy jednak z innych ludzi li tylko " kosza" na swoje opowieści, dramy, bo to prowadzi do jednostronnych relacji.
Dynie są teraz wszechobecne i stanowią obowiązkowy element dekoracji. I dochodzimy do sedna artykułu. Zdaniem profesora - jeśli ktoś chce świadomie gospodarować swoją energią i właściwie kierować własnym organizmem, powinien zaspokajać maksymalnie 80 procent swoich potrzeb, pozostawiając zawsze pewien głód, niedosyt, pragnienie, które są źródłem energii do działania." Wbrew temu, co nam się współcześnie wydaje, sensem cyklu głodu i zaspokojenia nie jest osiągnięcie gratyfikacji w postaci radości, euforii czy poczucia sytości, tylko powstanie energii do zaspokajania kolejnych potrzeb. Nasz mózg nie jest stworzony i przystosowany do życia w pernamentnej euforii- to go męczy.Kiedy skupiamy się na przyjemności, przestajemy być produktywni i zaczynamy się wypalać. A to prosta droga do uzależnień, zaburzeń psychicznych oraz problemów somatycznych. Konsumpcjonizm nam nie pomaga.
Warta w okolicach wsi wypoczynkowej- Żarki Letnisko Profesor nie odmawia nikomu prawa do przyjemności i dobrej zabawy. Chodzi o zachowanie proporcji między produktywnym i bezproduktywnym wykorzystaniem energii. Większa część energii musi służyć czemuś sensownemu. To może być czas spędzony z ważną osobą, trening, dzięki któremu nie znikną nam mięśnie, napisanie książki lub wiersza czy zabawa z dzieckiem, póki jeszcze mam na to ochotę. To wszystko wytworzy następną energię, która pozwoli nam zaspokoić następne potrzeby. W ten sposób aktywności związane z zaspokajaniem potrzeb nadają sens życiu i nie jest ono tylko bieganiem w kołowrotku samostymulacji, które drenuje nas z energii, niczego nie przynosząc."
Wieś w środku lasu- Żarki Letnisko. Województwo śląskie. W drugiej połowie życia w jakiej formie fizycznej , psychicznej, energetycznej i biologicznej będziemy przez resztę życia, bardziej zależy od naszego stylu życia niż od biologicznego impetu, który napędza nas w dwóch pierwszych dekadach. Po trzydziestce zaczyna, więc obowiązywać zasada: nieużywane zanika , dlatego tak ważna jest proaktywna postawa. " jeśli w drugiej połowie życia wycofamy się z aktywności, to ciało" odpuści" i zacznie słabnąć. Zmniejszą się sprawność mózgu i nasze umiejętności radzenia sobie z rzeczywistością, zaczną zanikać mięśnie, stracimy dobrą kondycję. "Namawiam ludzi,żeby nie przechodzili na emeryturę i nie kończyli produktywnej aktywności. Nie trzeba pracować na cały etat, wystarczy tyle, by podtrzymać sprawność mózgu i reszty ciała, i nie przestawać do ostatniego dnia. Aktywność- fizyczna, intelektualna, społeczna- jest warunkiem zachowania zdrowia. I kończy:" Jeśli młody człowiek mówi mi ,że jego egzystencja nie ma sensu, całkowicie się z nim zgadzam. Życie nie ma żadnego sensu. Sens życiu należy nadać. I to zadanie każdy musi wykonać sam." Miesięcznik "Sens" marzec 2026."Złota reguła niedosytu", streszczenie najważniejszych wątków i fragmentów artykułu z cytatami. Wiele z tego już wiemy, ale może warto było przytoczyć zawarte w nim prawdy? Co Wy o tym myślicie?
Złota godzina w moim mieście.
Plenerowa wypożyczalnia książek na skwerku w Żarkach Letnisku.
Zagadka. Zdjęcie przedstawia jakieś miejsce pracy, zakład usługowy. Jaki? To tyle na dziś. Pozdrawiam Was serdecznie i życzę dobrego tygodnia.

środa, 14 października 2026

Kilka słów o książce- "Gawędziarz " Mario Vargas Llosy

Dzień dobry w deszczowy, październikowy dzień. Dzisiejszy post chciałabym poświęcić książce- Gawędziarz" - Mario Vargasa Llosy. Zdjęcia z wrześniowego wyjazdu nad jezioro. Dziękuję za zaglądanie, czytanie i komentowanie. Witam serdecznie nową obserwatorkę mojego bloga.
Chodecz miał dla mnie niespodziankę w postaci książki. Już kiedyś wykłócałam się tam w sklepie o książkę " Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" Mario Vargasa Llosy . W sklepie "z mydłem i powidłem" ktoś zrobił wystawkę z używanymi książkami. Było tam zaledwie kilka książek. Powieść peruwiańskiego Noblisty była wyceniona na 8 zł. Przy kasie przekonywano mnie,że to niemożliwe. A jednak! Stoczyłam wtedy prawdziwy bój o tę książkę i wyszłam z nią po zapłacenu 8 zł! W twardej okładce, pięknie wydana w 2008 roku przez Wydawnictwo " Znak". Teraz na półce mojej koleżanki znalazłam " Gawędziarza". Pożyczyłam i przeczytałam dopiero w domu, bo książka ta wymaga skupienia, "smakowania", nie czytało się jej szybko, a już na pewno nie jest to lektura na jeden wieczór.Mogę trochę spojlepować, więc jeśli ktoś ma w planach przeczytanie tej powieści, musi to brać pod uwagę czytając moja opinię.( lub ją sobie odpuścić)
Narrator powieści- Mario Vargas Llosa spacerując we Florencji trafia do zaułka Santa Margharita, gdzie jego uwagę przyciąga witryna z akcesoriami z peruwiańskiej selwy ( ogromny, wilgotny region nizinnych i górzystych lasów tropikalnych we wschodniej części Peru)- łuki, strzały, ociosane wiosło, dzban z geometrycznymi wzorami. Wchodzi do galerii, gdzie znajduje kilkadziesiąt zdjęć, w tym jedno, od którego nie może oderwać wzroku. Zdjęcie przedstawia plemię Macziguengów wpatrzonych w postać gawędziarza.
Odwiedza wystawę wielokrotnie i wraca wspomnieniami do czasów studenckich, gdy poznał Saula Zuratasa zwanego Maskamiki, syna ortodoksyjnego Żyda Salomona. Ambicją ojca było,żeby syn skończył prawo. Saula jednak interesowała antropologia.Oto jak wyglądał Saul" miał sinofioletowe znamię zakrywające mu cały lewy policzek i mocno rude, rozwichrzone niczym zużyta szczotka włosy. Znamię z całą bezwzględnością rozciągało się na ucho , na usta i nos, pokrywając je również żyłkowatym obrzękiem. Był najbrzydszym chłopakiem na świecie, ale zarazem najsympatyczniejszym i najzacniejszym." Kiedy Saul wybrał się do peruwiańskiej selwy, jego zainteresowanie stało się czymś więcej niż tylko wyprawą badawczą,stało się prawdziwą fascynacją. Przy piwie w barze "Palermo" w centrum Limy opowiadał o tym swojemu koledze ze studiów. Rozmawiali o Indianach z plemienia Macziguengów, ich życiu, wierzeniach, przetrwaniu. To ich ostatnie spotkanie.Chodziły pogłoski,że Saul zwany Maskamiki miał potem wyjechać z ojcem do Izraela. Jednak stary Salomon zmarł w Limie, a nikt nie mógł w Izraelu trafić na ślad Saula.
Akcja tej powieści kręci się wokół dwóch gawędziarzy. Jednym jest gawędziarz z indiańskiego plemienia Macziguengów, człowiek wędrowny, który przenosząc opowieści z wioski do wioski, spajał rozproszone plemię i chronił je przed kulturowym zapomnieniem, drugim sam autor. Llosa wielokrotnie opuszczał Peru i do niego wracał. Macziguengowie rdzenny lud indiański zamieszkujący amazońską dżunglę w południowo- wschodnim Peru. Ich populację szacuje się obecnie na około 11 000 do 18 000 osób.( informacje znalezione w Internecie)Relacja z naturą: Słyną z niezwykle głębokiej duchowej więzi z lasem tropikalnym oraz doskonałej znajomości lokalnych roślin i technik przetrwania w dżungli.
W jednym z rozdziałów książki Mario Vargas Llosa wspomina swoją półroczną pracę w peruwiańskiej telewizji, przy realizacji programu kulturalnego " Wieża Babel".( rok 1981)Grupa odpowiedzialna za program przemierzała Amerykę Południową i Północną,żeby spotkać się z różnymi ciekawymi ludźmi, przeprowadzić z nimi wywiady " Udaliśmy się do Nikaragui , by w drugą rocznicę rewolucji przygotować reportaż o sandinistach i ich przeciwnikach, i Uniwersytet Berkeley w San Francisko, gdzie w skromnym gabinecie katedry języków słowiańskich pracował wielki poeta Czesław Miłosz, wspaniały laureat literackiej Nagrody Nobla."
Rady Tasurincziego- gawędziarza " - Najważniejsze jest uzbroić się w cierpliwość i pozwolić, by to co ma się stać , po prostu się stało. - Jeśli człowiek żyje spokojnie, bez zniecierpliwienia, ma czas na zastanowienie się, zapamiętanie i rozpamiętanie wszystkiego. W ten sposób napotka swoje przeznaczenie, być może. Będzie żyć zadowolony, przypuszczalnie. Czego się nauczy, nie zapomni. Jeśli się niecierpliwi, chcąc pogonić czas, świat się gmatwa , ponoć. I dusza wpada w glinianą pajęczynę. To jest zamęt. Zło najgorsze, mówią. Na tym świecie i w duszy wędrującego człowieka. Bo wtedy nie wie , co robić , dokąd iść. Nie potrafi również się bronić. Co ja pocznę? Co powinienem robić?- pyta ciągle. Wówczas diabły i diablęta wtrącają się w jego życie i nawet jego życiem igrają. Jak dzieci zmuszające żaby do skakania pewnie igrają. Błędy zawsze popełnia się z zamętu , ponoć. Co należy robić, żeby nie tracić spokoju ducha , Tasurinczi?- Jeść , co należy i przestrzegać zakazów, gawędziarzu."
Są w tej powieści rozdziały realizmu magicznego, rozważania o życiu, wiedzy, wierze, przeznaczeniu, nawróceniu...Cały Mario Vargas Llosa( 1936- 2025), Noblista z Literatury 2010 roku.
Koronki z domu nad jeziorem, gdzie na leśną działkę przychodzą hasać wiewiórki. To tyle na dziś. Pozdrawiam Was serdecznie.

piątek, 2 października 2026

Jesień. " Lalka" i szydełkowa torba.

Witajcie moi drodzy, dziękuję za zaglądanie, czytanie i komentowanie. Dziś będzie post pt." Co ostatnio robiłam?"
Jesień powitałam nad jeziorem w domu letniskowym koleżanki. Od kilku lat nie byłam w tym miejscu i ciekawiły mnie zmiany jakie tam zaszły. Przede wszystkim wiele osób zrezygnowało z drewnianych pomostów na rzecz plastikowych,które są trwalsze i bardziej wytrzymałe. I nie trzeba ich tak często naprawiać. Sezon grzybny w pełni i grzyby rosną dosłownie wszędzie. Największe i najpiękniejsze na zamkniętych na sezon jesienno- zimowy działkach.Obok jednego ogrodzenia maślak obok maślaka. Zdziwił mnie tylko kolor kapeluszy. Na środku żółto- pomarańczowy, po bokach jasnobrązowy. Schylałam się właśnie, gdy z domu wyszła para w moim wieku. Nie wiedziałam jak zareagują, bo czasem to co pod płotem, z drugiej strony uważane jest za własność tych z działki. Ale o dziwo, mieli ochotę na rozmowę- " My też tutaj gościnnie. A tych grzybów tutaj cała działka" Zaczęli je zrywać i podawać mi przez płot.- " A do barszczyku się nadają?" - Ja- Tak, bo to maślaki. W małym zagajniku znalazłam koźlarze czerwone. Nie pamiętam już kiedy ostatni raz zbierałam "krawce"...
Pierwszego wieczoru chmury zasnuły niebo. Kłopoty z internetem, nie dało się odpalić "Lalki" na Netflixie. w czasie zakupów w miasteczku mąż nabył gruby zeszyt z krzyżówkami do rozwiązywania, a my kobiety rzuciłyśmy się w wir zakupów. Oprócz sprawunków na miejskim targowisku kupiłam kilka drobiazgów z sklepach"mydłem i powidłem". Między innymi: " Ekologiczny poradnik księżycowy na rok 2027", srebrną przywieszkę do łańcuszka z bursztynem( nad morzem nie chciałam tracić kasy), komplet mulin od pomarańczowego do wino mało znanej firmy ( wyprodukowanych najpewniej w Chinach) kordonek w kolorze dyni, małe, szklane naczynie do zapiekania i bluzkę w kolorze dojrzałej śliwki.
Następny dzień upłynął nam pod znakiem " Lalki" z Netflixa, bo pogoda się poprawiła i sygnał był. W międzyczasie gotowanie i spacery... i kawa na pięknym tarasie.
Serial " Netflixa" obejrzałam dwa razy( teraz oglądam po raz trzeci, ale już wolniej po 2 odcinki). 30 września poszliśmy na wersję kinową. Wszyscy wykonali kawał solidnej roboty. Paweł Maślona postawił na świetną grę aktorską, szybkie tempo i jak to niektórzy nazywają- awangardę. Aktorzy dali z siebie 100 procent, a może i więcej. Sandra Drzymalska jako tytułowa Izabela Łęcka- pełny sukces. Bardzo podobał mi się Piotr Adamczyk jako baron Krzeszowski, Jacek Barciak- ojciec Łęcki. Maria Kania jako służąca Marianna- po prostu zachwycająca, z każdym odcinkiem coraz lepsza.Reżyserowi udało się pokazać zaangażowanie i namiętność między Wokulskim,a Izabelą, co w wersji kinowej zupełnie nie wyszło. Nie znaczy to,że film był zły. W wersji kinowej wspaniała sceneria, plejada znanych aktorskich nazwisk. Jak dla mnie- Agata Kulesza, Maria Dębska, Maja Komorowska i Marek Konrad to mistrzostwo aktorstwa. Jednak od połowy filmu zaczynała wkradać się nuda i znużenie...
Czy warto kręcić filmy i seriale ponownie, mimo,że wcześniejsze były dobrze zrobione i zostały w naszej pamięci?! Myślę,że warto. Jest okazja uwzględnić współczesnego widza, odkurzyć klasykę, wprowadzić ją do domów i kin. Nowe wydania "Lalki" dobrze się sprzedają, a jedno z nich- kolekcjonerskie wzbogacone zostało zdjęciami z filmu. Ja poszłam dziś do biblioteki i pożyczyłam stare wydanie w kilku tomach. Łatwiej będzie czytać i trzymać w rękach.
A to moja jesienna szydełkowa torba.
I to byłoby tyle na dziś.Do zdjęć z jeziorem w tle jeszcze wrócę... Tymczasem życzę Wam udanego, słonecznego weekendu.

czwartek, 10 września 2026

Herbaciarnia, spotkanie, chusta, książka.

Witam Was serdecznie, Postanowiliśmy wykorzystać dobrą, słoneczną pogodę i wybraliśmy się do Łodzi, aby zmienić trochę klimat i poczuć tętno dużego miasta.
A główny powód był taki,że chcieliśmy zajrzeć do polecanej nam herbaciarni w podwórku przy Piotrkowskiej 89. Można tam nie tylko napić się pysznej herbaty, ale również kupić ulubioną herbatę do domu.A jest w czym wybierać!
Podwórko bardzo zadbane. Mimo delikatnej muzyki wydobywającej się z jednego z lokali- bardzo cicho i spokojnie.
Wejście do herbaciarni "Przystań"
Było co uczcić. Na Piotrkowskiej spotkaliśmy koleżankę. To się naprawdę nieczęsto zdarza, w dużym mieście spotkać kogoś znajomego!
Na wycieczkę pojechała ze mną chusta, którą udało mi się ostatno skończyć. Po wielu latach...
Mięciutka, w kolorze wrzosu albo delikatnego fioletu, jak kto woli.
Przy okazji odwiedziłam dwie stacjonarne pasmanterie. W Manufakturze już nie wchodzi się do malutkiej dziupli sklepu. Właścicielka ustawiła ladę w drzwiach wejściowych. Kiedy do niej doszłam klientka wybierała koronkę, przez kilkanaście minut. Nie było szans,żeby zapytać o coś sprzedawcę, podejść bliżej. Trzeba było czekać. A jak już pani zdecydowała się na koronkę i dokonała zakupu ekspedientka była już tak zmęczona i rozdrażniona,że mnie dostał się " rykoszetem" jej podły humor. Przyjęłam to ze spokojem, w końcu przyszłam po konkretne drobiazgi, a poza tym następny tego typu sklep miałam w odległości kilku kilometrów.
Na koniec wizyta w dużej księgarni w Alejach Piłsudskiego.Nie zawsze wychodzę stamtąd z książkami, czasem nic " nie wpadnie mi w oko". Ale kiedy wzięłam do ręki "Guziki" Agnieszki Lis, wiedziałam,że muszę ją kupić. " Jaromira,żona rybaka, mieszka w stuletnim domu nad samym morzem, w Łazach. Z biegiem czasu część swojego domu przekształca w niewielki pensjonat. Co pięć lat do Jaromiry przyjeżdża wyjatkowy gość, którego kobieta rozpoznaje po szczególnym znalezisku. Każdy natrafia na guzik- w lesie, na plaży, na nadmorskiej promenadzie...gdziekolwiek. Ale przede wszystkim każdy przywozi ze sobą historię nieszczęśliwej miłości. Niekoniecznie typowej." Wzruszająca, otulająca obyczajówka.
" Guzik zapina to, co niepotrzebne w życiu" Cóż to znaczy? To poetycka metaforyczna przestroga przed nadmiernym kontrolowaniem wszystkiego, ukrywaniem swoich emocji lub kurczowym trzymaniem się rzeczy, które nam nie służą. Zabieranie znalezionych guzików, jakie to było inne od tego, co się dawniej powszechnie mówiło... Jak znajdziesz guzik i go zabierzesz do domu, a nie daj Boże włożysz do portmonetki, to będziesz miała guzik czyli nic. Tymczasem tutaj guzik został odczarowany. A czy Wy znacie porzekadła z guzikiem w tle, albo jakieś zakorzenione przekonania?
A takie naklejki rozdawał przechodniom stojący na ulicy Piotrkowskiej pan. I nie prosił o żadne datki. Dziękuję za zaglądanie, czytanie i komentowanie. Dobrego weekendu Wam życzę.

wtorek, 1 września 2026

Turniej Rycerski i jeszcze o kinie.

Witajcie moi drodzy, dziękuję za dyskusję, jaka wywiązała się pod poprzednim postem.Będę dziś kontynuować temat, ale najpierw kilka zdjęć z Turnieju Rycerskiego, który odbył się u nas w miniony weekend.
Grupa z Wrocławia, która rozpoczynała na Rynku Turniej Rycerski.
Dla tego orszaku warto było wybrać się na Rynek.
W ciągu dwudniowego turnieju przebrani uczestnicy przenosili nas w czas średniowiecza.
Przed wjazdem na Zamek zrobił się mały zastój. Jeden z rycerzy postanowił wykorzystać ten moment na prezentację konia. Koń zrobił wolniutko obrót o 360 stopni i ukazał się w pełnej krasie.
W ostatnim czasie został ukończony bajkowy mural na ścianie Domu Kultury.
Nie, nie będę pisać o parze ze zdjęcia, choć jeśli macie ochotę zgadujcie- co to za para, co to za film. Kilka słów o filmie, który miał premierę 14 sierpnia 2026 roku- Tylko jedna noc " Podczas jednej wyjątkowej nocy w Nowym Jorku los łączy Allie ( Monica Barbaro) i Owena ( Callum Turner)- dwoje singli szukających czegoś więcej niż przelotnego romansu." Muszę przyznać,że pomysł tej wyjątkowej nocy- dość absurdalnej mimo wszystko, wprowadził w odpowiedni klimat.W końcu to komedia romantyczna, więc wszystko zmierzało do happy endu. Dobre tempo, ciekawe sytuacje i brak nudy spowodowały,że ten film przyjemnie się oglądało. Duża w tym zasługa głównych bohaterów- bardzo sympatyczna para.Callum Turner rocznik 1990,brytyjski aktor, prywatnie mąż Duy Lipy- ur. 1995, brytyjskiej piosenkarki albańskiego pochodzenia. 31 maja 2026 wzieli cichy ślub cywilny w Londynie. Chwilę później przenieśli się do Palermo na Sycylii, gdzie przez trzy dni celebrowali swoje małżeństwo w gronie najbliższych przyjaciół. Ich znajomość 2 lata temu zaczęła się od miłości do książek. "Ponieważ miał książkę spytała po prostu- Co czytasz? Okazało się, że mieli wtedy przy sobie tę samą powieść- Zaufanie- Hernana Diaza Do tego skończyli czytać pierwszy rozdział. Scena jak z komedii romantycznej.( Viva nr 16, 27 sierpnia 2026 roku, tekst Agnieszki Dajbor) O tej piosenkarce pierwszy raz usłyszałam po wywiadzie z naszą noblistką Olgą Tokarczuk. Dua rozmawiała z pisarką o książce- " Prowadź swój pług przez kości umarłych,"
Aktorka na dole, z lewej strony- Kto to? Po premierze " Odysei" Nolana wielu krytyków zaczęło się zastanawiać czy ten film przerwie "łabędzi śpiew" kina. " Jak podaje GUS, w 2025 roku w Polsce było 366 kin jedno i dwusalowych oraz 109 " minipleksów"( trzy do siedmiu sal) Multipleksów- 59. Do sieci Kin Studyjnych należało 247 kin. W tymże 2025 roku 70 procent Polaków nadal chodziło do kina, ale najwięcej z nich ( 35 procent) to sporadyczni widzowie. Aktywnych kinomanów, czyli osób regularnie odwiedzających kina, jest 14 procent."( Reportaż Sylwi Gutowskiej - W mniejszym kinie. Historia znikania i trwania" czasopismo" Pismo" sierpień 2026 rok) Tyle liczby. W naszym kinie, gdy zaczynało działalność w nowej odsłonie( 5 sal kinowych) była dobra oferta. Na przykład - Tani poniedziałek, promocyjny wtorek, czwartek Bueno. Dziś grają głównie filmy dla dzieci, na filmy dla dorosłych trzeba "polować" i iść na wybrany tytuł, gdy tylko się pojawi. Przykładowo " Odyseję" oglądaliśmy na małej sali, wszystkich widzów było 8. Z kolei na " Tylko jedna noc" było 4 widzów. Na "Odysei" w IMAX Manufaktura w piątkowy wieczór była pełna sala widzów. Chcieliśmy wybrać się do kina na kostiumowy film " Vivaldi i ja"( premiera 21 sierpnia). Niestety, film ten nie cieszy się popularnością i pewnie wkrótce będzie do zobaczenia na którejś platformie streamingowej.Ludzie związani z kinem narzekają,że filmy zbyt szybko trafiają na platformy( na przykład po miesiącu od premiery) A co Wy o tym myślicie? Czy lubicie oglądać filmy w kinie? I jak wygląda sytuacja kin w Waszej okolicy?
To tyle na dziś. Dziękuję za zaglądanie, czytanie i komentowanie. Dobrego tygodnia Wam życzę. Dziś 1 września, właśnie zaczął się nowy rok szkolny.