wtorek, 2 kwietnia 2013

Mała,żółta , urocza serwetka oraz relacja ze świat

Mała żółta piękność, którą wyciągam zawsze w okresie świąt wielkanocnych.W tym roku pięknie "wyramowałam" ją na styropianie.Robiłam kordonkiem jasnożółtym.Nie powiem nazwy, bo nie chce wprowadzać nikogo w bląd.W każdym razie średnica wyszła wyszła mi 32 cm.Naciągnełam pikotki i powstała dość foremna figura o ciekawym kształcie.Wzór poniżej , gdyby ktoś chciał skorzystać. Całe święta upłynęły nam na walce z gorączką u Kaliny.Zaczęło się wieczorem w Wielki Czwartek i jeszcze trwa.Ponoć to wirusówka tzw.trzydniówka, która potrafi trzymać i 5 dni.Wszystkie prace domowe i przygotowania przebiegały w utrudnionej wersji, a i tak powstało kilka kulinarnych smakołyków,przepisami których sukcesywnie się podzielę.W pierwszy dzień świat było troche gości i hitem dnia było mierzenie dziecku temperatury oraz walka o dziecko- tak walka!-kto ma bawić i komentarze kogo Kalinka lubi najbardziej,i kto posiada najwieksze umiejetności w zabawianiu,uspokajaniu, usypianiu. Zwycięzcami tego dnia okazali się- ta dam: babicia Mariolka i dziadek Wojtek.Inni pękali z zazdrości. W Wielki Piątek poszłam na adorację.Oprócz mnie w kościele był Don Camillo, który robił porządki.Potem zostawił mnie samą, powiedział,że idzie przygotować Paschał na Wigilię paschalną.W tym roku paschał kupił w kolorze miodowym i z ostatnich ławek prezentował się mało ciekawie- bardzo ciemno.A i z bliska- za ciemny. W piątek w kościele było bardzo, bardzo zimno,ale już w poranek wielkanocny i poniedziałek zupełnie nie czuło się chłodu.Don Camillo obawiał się o kwiaty, tymczasem świetnie w niskiej temperaturze się utrzymały.W poniedziałek wielkanocny proboszcz rozdawał czekoladowe jajka.Każde jajko zapakował w przezroczystą foliową reklamówkę.Tłumaczył,że miał je zamiar ukryć w śniegu,ale potem doszedł do wniosku,że może brakłoby mu kasy na oddawanie rodzicom pieniędzy za wykupione dla dzieci lekarstwa.Jajka dostały w tym roku nie tylko dzieci,ale i "ci co się jeszcze nie pożenili",więc był trochę śmiechu i uciechy. Don Camillo zakończył ogłoszenia- "Ach, te wszystkie żonkile, krokusy, tulipany...zanim je nie pożarły nornice..." To tyle.Kolejne wielkie święto już coraz bliżej...Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój blog.Miłego dnia.Byle do wiosny!!!

2 komentarze :

  1. Ach serweta jest śliczna.;)
    Biedna Kalinka...i Wam tez współczuję ,nie ma nic gorszego jak dziecko chore w święta,nie jeden raz przechodziłam to z moimi dziećmi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, choroby dzieci to okropna rzecz! Nie dość,że człowiek się martwi, to jeszcze dziecko jest bardzo niespokojne i kaprysi,a poza tym przyzwyczaja się do noszenia i nieustannego zabawiania....

    OdpowiedzUsuń