czwartek, 28 lutego 2013

Podziękowania i trochę wspominek.

Bardzo się cieszę,że mój śledziowy post tak się spodobał! Dziekuję Kobietki, za entuzjastyczne komentarze.To zdjęcie jest dla Was!Do tematu "śledzie" będę jeszcze powracać, sukcesywnie...Mamy wszak jeszcze miesiąc postu.I pomyśleć,że kiedyś na koniec Wielkiego Postu wieszano śledzia.Tak wszystkim obrzydł.Ale ja tego nie znam z autopsji,raczej z różnych publikacji dotyczących dawnych zwyczajów kulinarnych.Fakt,że w czasach mojego dzieciństwa jadło się skromniej.Było dużo potraw mlecznych, różnego rodzaju klusek.Ryby były podobno tańsze.Bardzo popularne były podroby.Nigdy przenigdy nie próbowałam świńskiego mózgu,a u mnie w domu się tym zajadano.Kupowano też płucka i cynaderki.Brr!W każdym domu stała też ukryta beczka z kiszoną kapustą.Kto teraz sam kisi kapustę?W schowanku stały dwie wielkie formy do bab wielkanocnych wykonane z kamionki.Co się z nimi stało- nie wiem.Moja kuzynka entuzjastycznie chwaliła się ostatnio,że udało się jej takowe kupić w Desie.Moje koty miały dziś przymusowy post, bo skończyły się puszki,a nie mieliśmy czasu wczoraj podjechać do miasta.Jadły owsiankę na śniadanie i bardzo im smakowała.Wczoraj oglądałam na all playerze(?) bardzo przyjemny film "Magia zmysłów" chyba tak się nazywał czy cóś.Nie żadna wyuzdana erotyka.Film troche w klimacie "Czekolady" Młoda,śliczna Hinduska prowadzi w Stanach sklep z przyprawami...Wszystko owiane jest tajemnicą, inną kulturą i egzotycznymi dla nas zwyczajami.Film indyjski w koprodukcji angielskiej chyba, ale nie Bollywood.Uroczy, kobiecy, nastrojowy...Polecam!Wczoraj oglądałam też pożegnalną mszę Papieża Benedykta XVI. Jejku, jak mi było przykro...I jeszcze ubrali Go w taką paskudną marynarkę dwa numery za dużą.Dziękował,ale był smutny...To tyle. Pozdrawiam, jeszcze raz dziękuję za komentarze.Kłaniam się gościom z Niemiec.Miłego dnia!Ps.Radio Łodź własnie podało,że dziś 32 rocznica wprowadzenia kartek na mięso!

środa, 27 lutego 2013

śledzie po kaszubsku

Dziś propozycja dla amatorów sałatek śledziowych.Proste w wykonaniu "śledzie po kaszubsku"śledzie po kaszubsku Kilka filetów śledziowych moczymy w zimnej wodzie przez kilka godzin( w zależności od stopnia nasolenia)Ale podam właściwą dla tego przepisu gramaturę dla dopełnienia wszystkich formalności.Składniki i przyprawy: 500g filetów śledziowych,300g przecieru pomidorowego,100 ml oliwy, 3 cebule,ziele angielskie, majeranek, sól, pieprz.Przygotowanie zalewy:1.Do rozgrzanej oliwy dodać pokrojoną w piórka cebulę.Posolić, posypać pieprzem, majerankiem i zielem angielskim, podsmażyć.2.Dodać przecier.Smażyć jeszcze przez kilka minut.3.Filety śledziowe zwinąć w rulony, spiąć wykałaczką lub pokroić w dzwonki.4.Zalać ciepłą oliwą z cebulą i przecierem.Odstawić na noc.Smacznego!Ja miałam 7 filetów i użyłam 200ml przecieru czyli słoiczek.Sałatka wygląda na trochę wymymłaną, ale jest smaczna.Wole kupić filety i zrobić sobie taką sałatkę sama, bo mam gwarancję,że jem świeży przysmak.Pozdrawiam i życzę miłego dzionka!

wtorek, 26 lutego 2013

Panna dziewanna i trochę smuteczków

Ten hafcik właśnie skończyłam.Jedna z mojej kolekcji wzorów pt."Panna- dziewanna"Teraz została oprawa w ramki, co nie omieszkam w swoim czasie zaprezentować.Ale teraz ten hafcik się lepiej fotografuje, bo nie ma refleksów świetlnych, które powstają w przypadku fotografowania obrazków, które są za szkłem.A z reguły wszystkie moje obrazki są za szkłem.Co do dziewanny jest to stara, nieco już zapomniana roślina z wiejskich ogrodów.Kwiaty zbite w grono na końcu długiego badyla.Próbowałam ją siać z nasion wprost do gruntu- nie wyrosła.Może spróbuje znowu...Wczoraj wysłałam męża do miasta- Kup mi nasiona pelargonii.Wrócił z dwoma torebkami-w jednej są nasiona różowe, w drugiej łososiowe( uwielbiam ten kolor)-"Nie wiedziałem, które mam kupić.Powiedziałaś czerwone..." I jak tu chłopa nie kochać?!Sam sobie kupił różnych nasion i jeszcze wczoraj wysiał do pojemników.On ma dobry charakter pod tym względem- co sobie pomyśli zaraz wprowadza w czyn.U mnie to musi się zawsze troche odleżeć.Muszę pomyśleć, rozplanować, zastanowić się...Właśnie-zastanowić się...Zastanawiałam się 4 lata i wczoraj podjęłam ważną decyzję.Koniec składania CV do szkół, przedszkoli, tudzież innych placówek oświatowych.Koniec, finito z tym tematem.Ale podjęcie tej decyzji dało ulgę tylko na chwilę...Teraz musi to dotrzeć do wszystkich zakamarków mojej świadomości.4 lata odbijałam się od ściany, waliłam głową w mur -dla mnie nie do przebicia.Przechodziłam prawdziwe piekło.I może już czas,żeby przestać oglądać się za siebie.Może wszystko co miało się zdarzyć w tym temacie już się wypełniło?25 lat pracy z dziećmi, którą tak lubiłam...A teraz trzeba się pogodzić definitywnie z zatrzaśniętymi drzwiami i zacząć otwierać się na inne , nieznane możliwości..."Nigdy nie wiemy, co przyniesie nam los".To cytat z filmu, bardzo dobrego, ale jakiego?Jak nie zgadniecie napiszę za kilka dni.Tymczasem nie dość,że rano odkryłam uszkodzone okulary, to jeszcze na pół dnia wyłączyli nam światło.Pozdrawiam wszystkich.Iwonko, dzięki za komentarz!

poniedziałek, 25 lutego 2013

Pierogi pieczone z ciasta drożdżowego ze szpinakiem

Składniki:500g mąki+ mąką do podsypania stolnicy,40g świeżych drożdży, czubata łyżka cukru, 200 ml mleka,2 jajka, 2 żółtka, 80g masła, łyżka oleju,300g świeżego szpinaku lub paczka mrożonego, 2 ząbki czosnku, gałka muszkatałowa.Przygotowanie1.Najpierw zrób rozczyn:drożdze pokrusz,rozetrzyj z cukrem, dodaj lekko podgrzane mleko oraz łyżkę mąki.Odstaw na 15-20 minut.Do dużej miski wsyp mąkę, dodaj szczyptę soli, całe jajko, 2 żółtka oraz gotowy rozczyn.Wyrób ciasto, pod koniec dolewając stopione masło.Uformuj kulę, odstaw w ciepłe miejsce na 1/2 godziny. 2.Przygotuj farsz: czosnek posiekaj, opłukany i osuszony szpinak( rozmrożony) pokroj i podsmaż na łyżce oleju,żeby liście zmiekły.Nastepnie wystudź go i wymieszaj z serem feta pokrojonym w kostki( można kupić gotowe)Całość przypraw do smaku gałką muszkatołową, solą i pieprzem.3.Na równo posypanej mąką stolnicy rozwałkuj ciasto na grubość 3-4 mm( zbyt cienkie będzie się rozchodzić przy wypełnianiu farszem)Szklanką wykrój krążki.4.Na każdym krążek nałóż porcje farszu, złóż,ściśnij brzegi.Gotowe odstaw na bok na 10-15 minut,żeby lekko wyrosły.Pierogi ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, posmaruj rozkłóconym jajkiem i wstaw do piekarnika nagrzanego do temperatury 200st.C.Piecz przez 25 minut.Smacznego!

Pierogi pieczone i "Gorzkie żale"

Pierogi pieczone Ja to sobie umiem organizować czas...Pół dnia wczoraj lepiłam pierogi ze szpinakiem i fetą.Ale ładnie wyrosły i są pyszne.Przepis w osobnym poście.Pod talerzykiem podkładka z zielonego kordonku.Może uda mi się przyozdobić ją w tym roku szydełkowymi kwiatkami...Biorę się do tego od dawna jak do jeża.Wczoraj miałam w " godzinach szczytu" więcej czasu, bo poszłam do kościoła na 10.00.Uwielbiam nabożeństwo "Gorzkie żale"a ono jest u nas "chodzone" tzn.tydzień temu było po mszy o 8.00, teraz o 10.00 a w przyszłą niedzielę- rekolekcyjną- będzie po mszy na 12.00. Odkryłam to nabożeństwo całkiem niedawno, po przeprowadzce na wieś czyli jakieś 8 lat temu.Przepiękne!Najpierw tzw. wejście czyli pobudka, potem 3 części, każda w innym tempie i innej melodii, przejścia zachwycają.A całkiem niedawno znalazłam artykuł ze starego numeru "Zwierciadła" gdzie Maciej Miecznikowski opowiada o swoich kaszubskich korzeniach:-"Byłem ministrantem w parafii.(...)chodziłem na gorzkie żale i bardzo je przeżywałem.śpiewałem 30 zwrotek i chciałem jeszcze.Gorzkie żale są wzruszające, mistyczne i piękne.A my o nich wcale nie pamiętamy i wolimy zachwycać się gospelem.Ludzie, to jest nasz gospel!" Taa, zwłaszcza u nas wczoraj...Raczej dumka na dwa serca: ksiądz i organista.Jeden śpiewa jeden wers, drugi kolejny i tak na zmianę, do mikrofonów.Nawet nie robią przerwy na powtórzenia, śpiewają sami.A ambitnych kobitek nawet nie słychać, w tym mnie, a tak się starałam!U bernardynów jest osobne nabożeństwo z kazaniem pasyjnym, ale oni za wolno śpiewają...Don Camillo często mnie wkurza swoją postawą i stosunkiem do wiernych.Jednak jest coś co w nim cenię.Nie uznaje letniego chrześcijaństwa!Jest wymagający.Często jak coś powie na kazaniu i w ogłoszeniach to człowiek czuje się nieswojo, ciary idą po plecach.Zawsze lubiłam wymagających nauczycieli i wykładowców,bo im o coś chodziło i człowiek się rzeczywiście mobilizował do wysiłku i pracy.Tak musi być też w kościele.Trzeba się rozwijać, wzrastać.To tyle.Życzę dobrego tygodnia.Witam serecznie moją nową obserwatorkę- Dorotkę.Dziękuje za komentarz.Pozdrawiam Wszystkich serdecznie!

sobota, 23 lutego 2013

Leśna promenada zimą

hen, hen daleko sarenka na horyzoncieTablica Michała Falkowskiego Perro w swoim żywiole. Zaczęła się odwilż, więc postanowiliśmy szybciutko, zanim stopnieje śnieg pospacerować po naszej leśnej promenadzie.Tam zima jeszcze w najlepsze.Ten śnieg kopiasty,ta cisza, ta droga przez las!A ile saren! Niestety zawsze wyskakiwały znienacka i zanim zdążyłam uruchomić aparat już ich nie było.Trzeba poćwiczyć refleks, a i w sprzęt przydałoby się trochę zainwestować...Oj, jak dobrze zrobił nam ten spacer.Przejście całego duktu w jedną i drugą stronę zajęło nam bite dwie godziny.Perro tak się wybiegał,że pod koniec drogi już był fest zmęczony.My zresztą też. Ewangelia na dziś.Mt5,43-44: Jezus powiedział do swoich uczniów:" Słyszeliście,że powiedziano:" Bedziesz miłował swego bliźniego,a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził"A ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują Nie muszę chcieć przebywać z moim wrogiem i czuć się przy nim dobrze, ale bezwzględnie muszę pragnać jego dobra, modlić się o nie, a kiedy nadarzy się ku temu okazja, służyć mu pomocą.(komentarz: Adam Langhammer SP)Tyle słowa, a jak to jest w praktyce?!Może lepiej przemilczeć tę kwestię?!Pozdrawiam wszystkich.

piątek, 22 lutego 2013

Piątek

Wczorajszy dzień spędziliśmy w Łodzi.Podróż w obydwie strony była bardzo trudna.Droga tylko miejscami była dobra, częściej śliska, trzeba było jechać bardzo wolno.Ale co za przepiękne widoki! Las łagiewnicki w śniegu! Coś pięknego! Uwielbiam!Z Kalinką wybrałiśmy się do centrum Dąbrowy na małe zakupy.Pod starym , komunistycznym Pionierem ruch jak zwykle.Obserwowałam ludzi ,gdy mój mąż poszedł po zupkę dla małej do Rossmana.Nagle zobaczyłam kobietę, starszą, wysoką, postawną, ubraną skromnie, tak jak prawie wszyscy tam.Zachwycała się Perrem i podchodziła coraz bliżej.Miała radosne oczy małej dziewczynki.Już miałam ją ostrzec,żeby przypadkiem nie próbowała dotknąć psa, bo on tego nie toleruje, gdy ktoś ją zawolał i poszła za tym człowiekiem.Wracając z warzywami znowu ją zobaczyłam.Stała w grupce osób i rozmawiała,ale na widok Perra znowu zaczęła się zachwycać.Powiedziałam jej ,ze to pies pasterski, angielska rasa...Pośród wielkiego blokowiska stoją też pojedyncze domki jednorodzinne.Przy jednym z nich na taraswej balustradzie zobaczyłam osobliwe figurki-dwóch facetów we frakach, a pomiędzy nimi coś na kształt wiolonczeli.Żałowałam,że nie miałam ze sobą aparatu. Zapytałam Justynę o ten dom.-Ach to ten dom gdzie jest kościół, chyba Adwentystów Dnia Siódmego, tam jest taka wielka tablica.Dopiero gdy znowu znaleźliśmy sie pod tym domem odszukaliśmy kamienną tablicę z cytatem: Szukajcie Pana gdy jest blisko...Tekst troche zmieniony.To cytat z Księgi Izajasza 55,6: "Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko!" Myślę,że czasem coś zwraca naszą uwagę, po to abyśmy mogli dostrzec coś znacznie istotniejszego. Zdjecie przedstawia Figurę Matki Boskiej na łęczyckim rynku. Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój blog.Dziś w szczególnosci gości z Rosji, Ukrainy i Białorusi.Miłego dnia, przyjemniego wekeendu.

środa, 20 lutego 2013

Mulford

Zima nie odpuszcza...Wieczorami najchętniej sięgam po książkę...Wczoraj wróciłam do Mulforda.Jeszcze rok temu nie wiedziałam,że ktoś taki żył i tworzył...Jego książkę "Niewyzyskane siły życia" znalazłam w biblioteczce szwagra...Kim był Prentice Mulford? Był pisarzem i filozofem ,ale mniej znanym, samoukiem, humanistą.Żył w XIX wieku.Mulford jak wielu myślicieli zwracał uwagę na rozwój życia duchowego, odnawianie umysłu,a w centrum zainteresowania stawiał- myśl, od której wszystko bierze swój początek,od której zaczyna się zmiana. Dziś Joyce Meyer również zwraca uwagę na ten istotny szczegół.Mówi,że pozytywna myśl i pozytywne nastawienie oraz postawa jest kluczem do osobistego sukcesu każdego człowieka.W każdym z nas są pierwiastki dobra i zła, i tylko od nas zależy którym z nich damy pierwszeństwo.Mulford proponuje aby ranek zacząć od afirmacji."Żywioły trwogi, gniewu lub niezdecydowania, pochłaniane codziennie przez organizm fizyczny i duchowy, w małej ilości, wytwarzają charakter zgryźliwy, niecierpliwy i chwiejny.Aby zwalczać to usposobienie, należy przyzywać na pomoc niewidzialne żywioły zalet przeciwnych i co rano, budząc się, powtarzać sobie rozważnie i z zastanowieniem przez kilka sekund: Odwaga, Dobry humor, Stanowczość, lub też wymieniać głośno nazwy innych cnot, na których nam zbywa, zastanawiając się nad nimi przez chwile, tym bowiem sposobem przyciągamy do siebie żywioły odnośnych myśli.ćwiczenie to lepiej jest odbywać rano niż po południu, bo wszystkie żywioły ziemskie , człowiek, roślina i zwierzę, mają w sobie wiecej siły podczas operacji słońca na ziemię, siła ta zmniejsza się w miarę jak słońce chyli się na nieboskłonie" Fragment pochodzi z książki "Niewyzyskane siły życia" I tu uwaga, tej i innych podobnych ksiażek- nie pożyczam.Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój blog, komentujące kobietki-Danielę,Agę,Ulę, Olę i Iwonę.Dzień się dziś pięknie zaczyna.Jest jasno, słonecznie,biało, czysto i przyjemnie.Miłego, dobrego dnia.

wtorek, 19 lutego 2013

Warzywa pod serową pierzynką- przepis

Wczoraj zrobiłam zapiekankę warzywną z dwóch paczek mrożonek-mieszanka kalafior, brokuł, marchewka; druga- marchewka z groszkiem plus obgotowane pokrojone w plastry ziemniaki.Warzywa obgotowałam i osączyłam na sicie.Następnie przygotowałam serowy beszamel.3 łyżki margaryny roztopiłam w rondlu, wsypałam 2 łyżki mąki, zrumieniłam.Zasmażkę zalałam szklanką mleka i szklanką bulionu jarzynowego, gotowałam przez około 5 minut.200g śmietankowego serka topionego( np.dwa długie serki Hochland) pokroiłam na małe kawałki, dodałam do sosu , mieszałam aż się rozpuści.Sos przyprawiłam do smaku solą,pieprzem i gałką muszkatałową.Żaroodporne naczynie wysmarowałam tłuszczem, wyłożyłam warzywa, zalałam sosem, posypałam dodatkowo żółtym serem.Wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do temperatury 200 stopni, zapiekałam przez 30 minut.Smacznego! W sezonie letnim używam świeże warzywa:mały kalafior, pół brokuła, ze trzy marchewki,3-4 ziemniaków.Kalafior i brokuł dzielę na małe rózyczki, marchewkę w plasterki,ziemniaki w plastry.Obgotowuję 5-10 minut.Dalej postepuję jak wyżej.Obie z Justyną bardzo lubimy tę zapiekankę. Znowu zawitała do nas zima,a ja wczoraj zaczęłam kupować nasiona petuni do wysiania.Jedna to petunia kaskadowa, druga niska.Zastanawiałm się czy kupować w tym roku nasiona surfinii w fiolce ( 10 zaprawionych nasionek) Zwykle wychodziły mi z tego 3-4 sadzonek.Nie wiem dlaczego tak mało. Ze zwykłych nasion mam dużo wiecej sadzonek.Jest przy tym trochę roboty, bo sadzonki wymagają dwukrotnego pikowania.Ale ja lubię to robić.Podobno pod koniec zimy czyli mniej więcej teraz, ludzi dopada depresja.Nie dajmy się smutkom! Niedługo wiosna... Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój blog.Iza

poniedziałek, 18 lutego 2013

Babka piaskowa VII

SkładnikiSzklanka maki pszennej, szklanka mąki ziemniaczanej, 25 dag margaryny, szklanka cukru, 4 jajka, paczka proszku do pieczenia( ja użyłam małej- 18g)cukier waniliowy, tluszcz i bułka do formy.WykonanieCałe jajka utrzeć z cukrem i połączyć z przesianą z proszkiem mąką pszenną i ziemniaczaną.Wlać roztopioną letnią margarynę i dokładnie wymieszać ciasto.Ciasto wlać do wysmarowanej tłuszczem i wysypaną bułką tartą formy.Piec ok.40-45 minut w średnio gorącym piekarniku( 180-200 stopni)Posypać cukrem pudrem lub polukrować. I jeszcze jedna ważna uwaga.Jajka z lodówki wyjąć na co najmniej pól godziny przed pieczeniem.Przy wykonywaniu ciasta ucieranego ważne jest aby wszystkie skladniki miały podobną temperaturę.

"Obserwator" i szybkie ciasto

Wczoraj w nocy skończyłam czytać "Obserwatora" Charlotte Link.Wcześniej próbowałam czytać inną powieść tej autorki i jakoś mnie nie wciągnęła.Tymczasem "Obserwatora"-psychologiczny kryminał-przeczytałam prawie jednym tchem( ponad 500 stron) w trzy wieczory.Polecam ! Prezentuję go na na podkładce szydełkowej, jednej z wielu którą zrobiłam.Lubię temat "podkładki"Ciągle robię nowe łącząc różne kolory. Eksperymentuję przy tym z różnej grubości kordonkami i włóczkami.Miło położyć taką podkładkę gdy są goście...Broszurę"Wypieki domowe" z 1991 roku, którą kupiłam kiedyś na targu od sprzedającej ją "z ręki" kobiety mam zawsze na podorędziu.Sprawdza się zawsze gdy muszę szybko podjąć decyzje co upiec w oparciu o produkty, które akurat mam.Wczoraj przy świetaj niedzieli pomyślałam,że robiąc obiad ukręcę jakieś szybkie ciasto.Już wybrałam przepis na babkę kawową gdy okazało się,że mam niewiele mąki pszennej.Niestety, gdy się mieszka na wsi " skoczyć" do sklepu nie zawsze jest prostą sprawą.Nauczylam sie w awaryjnych sytuacjach wykorzystywać to co mam pod ręką.Skoro mało mąki pszennej to może przepis gdzie jest pół na pół z mąką ziemniaczaną?! Szybki wgląd w "Wypieki domowe" i już wiem,że zaczynam realizoweć projekt pt.:Babka piaskowa nr7. Jest to ciasto z gatunku" Goście jadą" czyli takie, które przygotowuje się szybko, łatwo i przyjemnie.A goście rzeczywiście tego dnia byli u mojej córki i ciasto bardzo się przydało.Prezentuję je na trzecim zdjeciu razem z Kalinką i rekoma asekurującego ją dziadka.Dziękuję za życzenia i wszelkie komentarze, za odwiedziny na moim blogu.Pozdrawiam serdecznie i życze wszystkim miłego dnia, choć nie zanosi się dziś od rana,żeby wyjrzało słoneczko.Ale może się myle?!

czwartek, 14 lutego 2013

Walentynki

To moja Walentynkowa ramka.Zobaczyłam ją kiedyś i z miejsca podbiła moje serce.Musiałam ją wyszyć!Zawiera moje ulubione kolory w tej kolorystyce- odcienie łososiowego i koralowego. Początkowo miałam umieścić w niej nasze zdjęcie ślubne.Lubię nasze ślubne zdjecia, choć jak na dzisiejsze czasy troche trącą myszką.Zdjęcia kolorowe dopiero wchodziły do obiegu, więc pozostawiały wiele do życzenia.Dziś są nieco wyblakłe,ale to może lepiej dla ramki, bo akurat kolory ramki są intensywne.Byłby ładny kontrast.Potem pomyślałam,żeby w ramce umieścić zdjęcie Kaliny.Ona teraz tak się zmnienia...Może zdjęcie z pierwszych urodzin?!Wcześniej jest ślub Justyny i Rafała.Będą mieli fotografa- profesjonalistę.(Oby zdjęcia były równie dobre jak kasa, którą weźmie!)W każdym razie ramka w serduszka czeka.A dziś Walentynki.Urodziłam się w Walentynki dawno temu.Wtedy nikt nie obchodził takiego święta, bo nie było takiego zwyczaju.Zastanawiające czy bardziej warunkują moje urodziny Walentynki czy Cyryl i Metody- patroni pojednania kościołów wschodniego i zachodniego?W każdym razie mamy święto miłości- tej szeroko pojętej,a nie tylko dzień zakochanych.I takiej miłości Wam dziś życzę z całego serca.Miłości, która kruszy najbardziej zatwardziałe serce,przemienia i opromienia życie, sprawia,że czujemy się potrzebni, ważni, jedyni w swoim rodzaju.Pozdrawiam. Iza

środa, 13 lutego 2013

Trochę różności w środę Popielcową

To nasz modrzewiowy kościół.Dziś środa popielcowa, więc posypmy głowy popiołem. Ostatnio byłam w rozjazdach.Do domu wpadałam na chwilę.Im jestem starsza tym bardziej męczy mnie taki podróżniczy tryb życia.Ale jak mus to mus.Dziękuję Kobietkom za komentarze.Daniela wreszcie wróciła do naszej blogowej rzeczywistości.Hura!!!Bardzo mi Ciebie, Danielo brakowało!Dziękuję Agusi za śliczne wzory serduszek.Będę tworzyć!To fantastyczne dziewczyny,że jesteście! Jak grom z jasnego nieba uderzyła we mnie wiadomość o abdykacji Benedykta XVI.Lubię Go, jego mądre, wyważone wypowiedzi,charakter ewangelizacji i spokój jakim emanuje.Będzie mi Go brakowało! I na koniec dzisiejszego postu kilka uwag na temat handlu w czasach kryzysu.W niedziele weszłam do dewocjonali na Barbary( to ulica pod samą Jasna Górą)bo poszukujemy ładnie wydanej Biblii.W sklepie dwie kobiety-jedna za ladą, druga po przeciwnej stronie- szepczą ze sobą konspiracyjnym szeptem.Rozglądam się,one zniżają jeszcze bardziej szept.Widzę coś na ladzie co przyciąga moją uwagę,ale jak tu się zbliżyć?! Naprawdę nic a nic nie obchodzą mnie ich sekrety,ale czuję się jak intruz.Ta szepcząca patrzy na mnie jakbym chciała skraść jej sekret.Wychodzę.Po co przeszkadzać.Wczoraj z kolei pół dnia spedziliśmy na halach w Ptaku.W tygodniu nie ma tłumów, więc dobre i to,że nie trzeba się przeciskać.Ostatki.Sporo przebierańców.Młoda ekspedientka w jednym z boksów przebrała się za biedronkę- czerwona połyskliwa spódniczka w czarne grochy, takie same skrzydełka.Kobietka cała w uśmiechach, uprzejma i życzliwa,aż miło wejść do takiego sklepu.W innym boksie dojrzałyśmy z babcią Mariolką śliczne sukienki na Kalinkę.Ekspedientka siedzi zła jak osa ze wzrokiem utkwionym w ekran komputera.Gdyby mogła zapytałaby pewnie- Czego?!Ale mimo,że tego nie mówi i tak odpycha swoim zachowaniem.Odpowiada opryskliwie, towar dosłownie rzuca na ladę.Ale my jesteśmy zdecydowane i mamy w nosie jej fochy.A zakupiona sukienka jest śliczna!To tyle, pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój blog.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Przykazania Leszka

Wekeend spędziłam w gościach-istny maraton.Było cudownie!Gosia z Kalisza przygotowała pyszną karpatkę, a Magda częstochowianka rewelacyjne latte.Szwagier uczył mnie kisić żur, jak ukiszę i wyjdzie- podzielę się przepisem.Widzę,że chętnie korzystacie z moich przepisów kulinarnych.To bardzo motywuje.W wolnej chwili zrobię mały wykładzik na temat produktów używanych w kuchniach regionalnych z uwzglednieniem oczywiście naszej łęczyckiej kuchni.Dziękuję za komentarze.Zaraz idę gotować modrą kapustę( to ten wpływ częstochowski)Będzie do pierogów z mięsem.A na zakończenie "dekalog" mojego ulubionego filozofa Leszka Kołakowskiego.:" Co jest w życiu ważne" Po pierwsze przyjaciele.A poza tym: Chcieć niezbyt wiele.Wyzwolić się z kultu młodości.Cieszyć się pięknem.Nie dbać o sławę.Wyzbyć się pożądliwości.Nie mieć pretensji do świata.Mierzyć siebie swoją własna miarą.Zrozumieć swój świat.Nie pouczać.Iść na kompromisy ze sobą i światem.Godzić się na miernotę życia.Nie szukać szczęścia.Nie wierzyć w sprawiedliwość świata.Z zasady ufać ludziom.Nie skarżyć się na życie. Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu.

piątek, 8 lutego 2013

"Nagie myśli" i czasopisma robótkowe

Ostatnio kupiłam dwa czasopisma robótkowe- "Igłą i nitką" i "Szydełkiem i na drutach".To pierwsze ze względu na wzór ,który prezentuję.Można go zrobić na szydełku,ale równie dobrze będzie wyglądał wyszyty jednym kolorem muliny np.głębokim fioletem DMC nr 550.W tym numerze jest dużo ślicznych wzorów frywolitkowych.Aż mi szkoda,że nie mam zielonego pojęcia o tej technice.Z kolei w "Szydełku i na drutach " jest sporo pomysłów na małe serwetki, które tak lubię.Ogólnie nie mam teraz weny do robótek.Zbyt dużo mam teraz spraw do przemyślenia i zrobienia, a to nie sprzyja koncentracji.Najbardziej pomagają w takich momentach wzory, które robi się niejako mechanicznie,ale aktualnie niczego takiego nie robię.Do małych serwetek metodą prób i błędów probuję robić serduszka- ciężko to idzie, bo bardzo znięcheca gdy widze,że serduszko, które zrobiłam nijak nie pasuje.
Książkę Iwony.J.Walczak-"Nagie myśli" właśnie wczoraj skończyłam czytać.Bohaterka- Becia- przechodzi właśnie kryzys wieku średniego( ma 45 lat)Męczy ją atmosfera domu, gdzie babcia Krysta od Ancychrysta- czyli jej wiecznnie niezadowolona i gderająca matka- zarządza rodziną z "centrum zarządzania pachołkami" czyli swojego pokoju- szuflady.Niepracujący mąż Boguś, do którego dawno już wystygło uczucie, dwaj synowie-Marcin i Krzysiek- obydwaj właściwie już poza rodzinnym gniazdem, pies Krysty Szaki doprowadzający wszystkich do szału( oprócz Krysty oczywiście)I dom, który wymaga remontu -najlepiej za sprawą dużego kredytu hipotecznego.Jest też plejada przyjaciółek i praca w Mieteksie, gdzie własnie zaczyna się reorganizacja...I lekarstwo na szarość codzienności- światowiec, żyjący na wysokiej stopie- Julian.Czytadło,ale bardzo dobre.Niezły język, celne spostrzeżenia i odwieczny dylemat- Jak poradzić sobie z kryzysem wieku średniego.W każdym razie książka zmusza do refleksji ,a to już coś!Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój blog.Życzę udanego wekeendu.Na obiad dziś robię naleśniki ze szpinakiem.

czwartek, 7 lutego 2013

Zamiast pączka

Zamiast pączka na tlusty czwartek -moje ulubione foty z mojej ulubionej imprezy plenerowej.
Jaki obraz ,znanego malarza przedstawia kompozycja z drugiego obrazu?! Pozdrawiam.Miłego wieczoru.

środa, 6 lutego 2013

Ryż z kurczakiem i warzywami

Ryż z kurczakiem i warzywami Składniki na 2 porcje: 1 pojedynczy filet z kurczaka, 150g ryżu,mrożona mieszanka warzywna.Przyprawy: czerwona papryka w proszku słodka i ostra, czosnek w proszku, curry, sól, pieprz, płaska łyżka masła lub margaryny, olej do smażenia.Przygotowanie: Ryż gotujemy według przepisu na opakowaniu.Filety myjemy i kroimy w kostkę, posypujemy papryką słodką, odrobiną papryki ostrej, czosnkiem oraz delikatnie oprószamy solą i pieprzem.Mieszając, smażymy na dużej patelni(a jeszcze lepiej w woku)na rozgrzanym oleju ze wszystkich stron( patelni nie przykrywamy), aż mieso będzie miekkie. Dodajemy zamrożone warzywa, przykrywamy i dusimy na małym ogniu, aż zmiękną. Na koniec dodajemy ryż.Mieszamy i doprawiamy curry, by ryż zmienił barwę na jasnożółty, oraz łyżkę masła.Przykrywamy i dusimy potrawę jeszcze ok.2 minut.Przed podaniem jeszcze raz mieszamy. Smacznego!.Tyle przepis.Ja dałam dwie połówki piersi z kurczaka, 200g ryżu i 2 torebki mieszanki warzywnej( fasolkę szparagową i 6 składnikową mieszankę warzywną wiosenną) Mięsa na talerzu prawie nie widać.Ale ja akurat popieram Kaziuka z "Konopielki". Jest taka scena w tym filmie gdzie uczycielka( tu Joanna Sienkiewicz) chce wprowadzić do chłopskiej rodziny nowe zwyczaje.Kupiła tariełki (talerze) dla wszystkich i zabrała się za gotowanie obiadu.Zupa na osobnych talerzach, na innych ziemniaki i mięso.Dziadek się zachwyca ilością mięsa.( sztuka mięsa dla każdego) Kaziuk ( w tej roli rewelacyjny Krzysztof Majchrzak)zły jak jasny piorun woła swoją żonę Handzię ( Anna Seniuk),żeby podała michę i drewniane łyżki-" A co my jakie parchate?! Wlewaj Handzia do michy , syp kartofle,a tego mięsa to będzie na tydzień" Tak, tak trzeba jeść, a nie schabowy jak młyńskie koło na raz. Pozdrawiam.

Impreza u Ralpha

Dziś zaczynam od prezentacji książki "Impreza u Ralfa" Lisy Jewell.W krótkiej notce czytamy: Ralf i Smith to najlepsi przyjaciele, dopóki nie zakochają się w Jamimie, nowej współlokatorce.Jem wie,że jeden z nich jest jej przeznaczony- tylko który? Książka jakich wiele, miła, lekka i przyjemna.Rzuciłam się na nią zaraz po studiach uzupełniających.( wcześniej przez 3 lata były tylko książki z pedagogiki opiekuńczo- wychowawczej, przedszkolnej i wczesnoszkolnej.)Tymczasem sukces ksiażki o Bridget Jones wprowadził modę na książki dla kobiet- takich jak my.Wyszło wtedy sporo książek, które potem były wznawiane w seriach pod nazwą "Literatura w spódnicy", "Literatura na obcasach"...Ja łapałam się właśnie na te wznowienia, które można było nabyć za śmiesznie niską cenę 9,90 zł.Dzięki temu poznałam "pióro" wielu polskich i obcych pisarek, po których książki z przyjemnością sięgam do dziś. Cóż jest takiego w książce "Impreza u Ralpha"?Perypetie młodych ludzi, którzy wspólnie wynajmują mieszkanie.Sympatyczne,ale dziś niewiele z tego pamiętam.Nie wiem kogo wybrała Jem i mało mnie to obchodzi.Jednak w tej książce jest coś co mnie dosłownie powaliło na obie łopatki. Oni tam ciągle mówią o curry z kurczaka.Albo właśnie robią curry,albo zapraszają się na curry z kurczaka, albo kupują produkty na to curry z kurczaka.Czytając nieustannie o tym curry z kurczaka wiedziałam jedno:MUSZĘ zrobić curry z kurczaka!!! Tak to działa! Mam kilka przepisów na curry z kurczaka.Jeden bardzo ulubiony, ale fest wypasiony w produkty.Niestety, gdzieś rzuciłam "zeszycik" formatu A4 i nie wiem gdzie.Jak znajdę to nie omieszkam opublikować przepis , bo jest naprawdę super. Na dziś zaplanowałam ryż z kurczakiem i warzywami.Jak wykonam, opiszę krok po kroku wszystkie czynności, podam przepis i dodam zdjęcie.Tymczasem zaplanowałam sobie na dziś wiele prac i może przy odrobinie szcześcia, zapału i dobrego nastawienia coś z tej listy wykonam.Pozdrawiam Olę, Iwonkę,Agawu i wszystkich odwiedzających ten blog.Wczoraj było piękne słonko na niebie, a dziś jak Bóg da.W każdym razie życzę uśmiechu i pogody ducha.

wtorek, 5 lutego 2013

Podkładki dla Agatki

Podkładki dla Agatki i garść przydasiów, bo dziś imieniny Agaty.Fakt, zrobiłam je już jakiś czas temu, ale co tam?! Jeszcze ich nie prezentowałam. Miałyśmy z Olą niedawno "zajawkę" na punkcie "zakręconych" wzorów.A teraz tworzę małe podkładeczki, które wyglądają jak naleśniki- bliny(bo smaży się je na małych patelniach) Będę je właśnie zdobić,ale póki co to tajemnica.Agawu mnie zawstydza,tworzy i tworzy, co chwila prezentuje na swoim blogu jakieś nowe dzieła. Muszę i ja zabrać się ostro do tworzenia, póki mam wolny czas. Wczoraj zawiozłam Figę do weterynarza na szczepienie.W drodze do...była bardzo niespokojna.Widocznie zwierzęta też kojarzą.2 lata temu gdy wróciliśmy z wakacji zastaliśmy naszą kocicę w okropnym stanie.Codziennie doglądał ją i dawał jeść sąsiad,ale Figa podczas naszych dłuższych nieobecności mieszka w budynku gospodarczym i swobodnie porusza się po znanym sobie terenie.Kiedy wyłoniła się za węgła kulała,a jej tylna łapa była zmasakrowana i czarna.Domyśliliśmy się,że musiała wejść na cudze podwórko i złamać się we wnyki zastawione na szczury.Następnego dnia ,a była to niedziela postanowiliśmy nie czekać i wybrać się do weterynarza.Mieliśmy namiary na panią weterynarz, która przyjmuje w niedzielę.Już raz uratowala mam zwierzaka- Perusia. Mała dygresja.W roku , w którym przyszedł do nas Perro była w całej Polsce prawdziwa inwazja kleszczy.Psy już w lutym chorowały na babasziozę( choroba odkleszczowa, coś jak borelioza u ludzi)Perro też miał wtedy mnóstwo kleszczy na sobie, a ze wzgledu na to,że był szczeniakiem, nie można było go zabezpieczyć jak dorosłego psa, przy okazji dowiedzieliśmy sie ,że jest pewna grupa zabezpieczeń odkleszczowych, która pod żadnym pozorem nie może być zaaplikowana rasie border collie.W każdym razie ktorejś niedzieli szczeniak zaczął nam słaniać się na nogach i stan ten błyskawicznie się pogarszał.Zdrowie i życie uratowała mu nasza szybka interwencja.I tu dzieki serdeczne Alince z Warszawy, właścicielce przecudnej Tajgi rasy golden ratriever.Dzieki niej znaliśmy skalę problemu, główne objawy i skutki. A wracając do Figi.Ranę trzeba było oczyścić pod narkozą.Pierwsza wizyta trwała w związku z tym najdłużej.Potem co trzy dni zmiana opatrunku( też pod narkozą). Potem mój mąż zmieniał opatrunki, bo Pani doktor - dzieki Bogu szczęśliwie dla naszej kieszeni- wyjechała nad morze na wakacje.Radziliśmy sobie świetnie.Ja trzymałam kocicę, on zdzierał opatrunek i zakladał nowy.Operacje robiliśmy na ganku,żeby w razie szaleństwa Figi zminimalizować skutki demolki.Ale nigdy nie było takich problemów, choć Figa jest bardzo charakternym kotem . Efekt jest zdumiewający.Figa ma tylko amputowany jeden palec i jest całkowicie pełnosprawnym kotem.
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój blog.Dziekuję za komentarze.Miłego dnia!

poniedziałek, 4 lutego 2013

Zapiekanka makaronowa i stare ponadczasowe przeboje rockowe.

Wczoraj robiłam zapiekankę makaronową.Jest prosta a dość apetyczna i uwaga, dość kaloryczna.Zapiekanka rzymska Składniki: 20 dag makaronu ( kolanka lub świderki) koncentrat pomidorowy, mała puszka krojonych pomidorów, 10 dag wędzonego boczku,2-3 plastrów szynki grubo krojonych,20 dag żołtego sera ( dałam pół mozarelii i pół edamskiego) 2 cebulki, tluszcz do formy i tarta bułka.Przyprawy: sól , pieprz , chili. Wykonanie: Gotujemy makaron w osolonej wodzie do miękkości; w tym czasie smażymy cebulę, pokrojony w kostkę boczek i pokrojoną również w kostkę szynkę, dodajemy pomidory w puszce i koncentrat pomidorowy, doprawiamy solą, pieprzem i chili.Odcedzamy makaron i mieszamy z przygotowanym farszem, dodajemy mozarellę( ja miałam torebkę tartej) Wkładamy do przygotowanego naczynia żaroodpornego, na wierzch sypiemy żółty ser i mozarellę, i zapiekamy 30 minut w temperaturze 220 stopni celcjusza.W trakcie sprawdzamy,żeby serek na wierzchu nam się zapiekł tak jak lubimy.Smacznego! Wspomniałam,że lubię ostatnio słuchać radia. Wczoraj przez dwie czy trzy godziny słuchałam starych przebojów z lat 70, 80.To były złote lata rocka.Moje nastoletnie...Moja psiapsiółka z podstawówki przepadała za Eurythmics i gadając trzy po trzy potrafiłyśmy godzinami słuchać "Here Comes The Rain Again".Moja przyjaciółka z czasów liceum( przyjaźnimy się zresztą do dziś) uwielbiała z kolei Bee Gees.W tym czasie dominowały magnetofony kasetowe, postęp nie był tak galopujący jak dziś.Kiedy mój ulubiony kuzyn kupił sobie wieżę hi fi i włączył mi "Another Day In Paradise" Phil Collinsa ,aż usiadłam z wrażenia.Ja sama lubiłam Kathe Bush, Dolly Parton, Tinę Charles i ABBĘ.Najwieksze wrażenie robiły na mnie dwa męskie głosy: Chrisa Normana i Rod Stewarda.Uważam,że to ponadczasowe głosy.Z piosenką "Sailing" Rod Stewarda wiąże się pewne zdarzenie. Latem na obozie harcerskim , na dyskotece naraziłam się pewnemu chłopakowi.Akurat leciało "Żeglując". Nastepnego dnia wieczorem przyszedł z kolesiami namierzyć mnie w namiocie.( w namiocie spało po 8 osób )świecili latarka po oczach. Na mnie zatrzymali światło na dłużej.W nocy wpadli i zrobili tzw.kocówę.Walili ręcznikami po kocach. Żadna z nas nawet nie pisnęła.To dopiero był dla nich szok! Zmyli się bardzo szybko. To tyle.Pozdrawiam wszystkich gości mojego bloga.Iza

piątek, 1 lutego 2013

Dobry film i zupa śledziowa

To galeria w salonie Iwonki.Aniołka,już prezentowałam.A teraz chodzi mi o ten drugi obrazek-Kaczeńce nad strumykiem.Dwa miesiące wyszywania i co za radość,że to własnie Iwona z Przemkiem ten obrazek kupili na Kiermaszu" Łeczyca w barwach jesieni".Ciągle myślę co pasowałoby do tych obrazków i póki co nie wiem.Te kaczeńce są dziś takim miłym akcentem, tym bardziej,że tesknię już za wiosną i zastanawiam się na jaki wiosenny akcent w postaci haftu krzyżykowego się skusić ?Nic mi tak nie poprawia nastroju jak hafciarska dłubanina.A na dworze wszystko płynie, wieje, woda na podwórku stoi, błocko nieprzecietnę.Perro utytłany i nie wiem kiedy mu zrobię zdjęcie z okazji 2 urodzin(29 stycznia)Kupiłam świeczkę i ciastko,a on umorusany jak świnka.Co trochę wyschnie to zaraz wychodzi i znowu wraca mokry i brudny.O podłogach w domu nie wspomnę,ale tak mają właściciele psów,że w dni słoty nie rozstają się z mopem. Wczoraj po raz enty oglądałam film "Blues Brothes" określany jako komedia sensacyja z 1980 roku.Uwielbiam kawałki,które lecą w tym filmie i plejadę gwiazd- Roy Charles, Aneta Franklin i inni.Jedynie te pościgi samochodowe są beznadziejne, rozbijanie samochodów policyjnych i wjeżdżanie nimi w centra handlowe.Film wnosi tyle optymizmu.Swietny jest John Candy w roli szefa policji. Robi swoje,ale widać w nim człowieka.Mówi"Nie znoszę stadionów albo Poczekajcie zanim ich zaaresztujemy posłuchajmy jak grają."Bawi sie świetnie i macha tą swoją pulchną rączką do braci Blues Brothes.Buźka mu się szczerze śmieje- jest cudowny.Albo ten wystep na dużej scenie ,gdy stary Murzyn w białym fraku prosto od krawca wygląda zjawiskowo.Rewelacyjnie się porusza ,rewelacyjnie śpiewa.I cała scena wygląda tak jak ciastko z kremem,które koniecznie trzeba zjeść.To jest własnie to- profesjonalizm, dobry humor,blask!!!Tego nam trzeba.Tymczasem czasem mam wrażenie,że w mediach, filmie i rozrywce otacza nas obecnie nuda, bylejakość i brak profesjonalizmu.I jeszcze na koniec tego postu przepis na Zupę śledziową Składniki:750 śledzi lekko solonych w platach, 500g słodkiej śmietany, 500g ziemniaków, 1 cebula, sok z 1 cytryny, 3 łyżki octu.Przyprawy: 3 łyżki cukru, 1/3 łyżeczki ziaren czarnego pieprzu, 1/3 łyżeczki białej gorczycy, 1 liść laurowy, 3 ziarna ziela angielskiego.Wykonanie:1.śledzie namoczyć w wodzie , włożyć do lodówki na okolo 2 godziny.2.Do garnaka wlać 2 szklanki wody i ocet.Dodać pokrojoną w piórka cebulę, przyprawy.Gotować 10 minut na małym ogniu.3.Do wystudzonego wywaru dodać śmietanę i śledzie pokrojone w paski 2 cm.4.Doprawić sokiem z cytryny.Odstawić do lodówki.5. Przed samym podaniem ugotować ziemniaki w mundurkach.Podawać zimną zupę z ciepłymi ziemniakami.Smacznego!Jutro przedostatnia sobota karnawału.Włączę sobie wieczorkiem Radio Łodź. Tydzień temu była taka muza,że nogi same chodziły! Jutro pewnie też tak będzie! Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój blog i życzę udanego wekeendu. Iza