poniedziałek, 31 grudnia 2012

Przed nami Sylwester

Zwykłe niezwykłe sposoby na szczeście

Wieczorem....
 Smiech, bliska osoba i kieliszek dobrego,czerwonego wina- to najlepsza recepta na koniec dnia.Zamiast gapić się w telewizor, dobrze jest spotkać się z przyjaciółmi albo zafundować sobie romantyczny wieczór z kimś najbliższym.Każdy może być naszym nauczycielem, od każdego możemy czerpać to, co ma najlepszego.
Podobno znakomity sposób na szcześliwe życie , to robienie sobie w każdej chwili przyjemności.
Wybaczanie sobie i innym.Nie chowanie urazy.
Wykonywanie obowiązków całym sobą.
Życie tu i teraz.
Równie dobrze można być mistrzem w pieczeniu ciast, jak jazdy figurowej na lodzie.
Przy okazji spróbuj polubić pieniądze i władzę, one Ci się należą.
Podobnie jak miłość i szacunek.
Najważniejsza jest jednak świadomość,że mamy wielką szansę dostać to, co sobie wymyślimy.Brzmi to nieprawdopodobnie? Cóż, można uwieżyć i zwyciężyć, można pójść inną drogą. Szczeście to kwestia wyboru.

Tyle artykuł Joanny Lamparskiej.To zdanie o pieniądzach i władzy- robi wrażenie!
 Ostatni odcinek, ten właśnie,zostawiłam specjalnie na dzisiejszy dzień. Można się dopatrywać w nim  naiwności, banalności, można się zgadzać i nie zgadzać, patrzeć na tekst z przymróżeniem oka. Najważniejsze,żeby wywolał uśmiech na naszej twarzy,żeby poprawił nam nastrój i humor, bo takie teksty pisze się właśnie po to.
  "Życie nie je bajka"- jak mawia jedna z moich ulubionych pisarek młodego pokolenia- Izabela Sowa. A tak na marginesie to ostatnia jej książka zawiera tyle slangu, że musiałam się dobrze zastanowić, o co w niektórych zwrotach chodzi .Ale to własnie lubię w niej najbardziej- zabawne powiedzonka typu - Nie ścigam się, nie jestem chartem!
  Zapytałam ją kiedyś na spotkaniu autorskim skąd bierze takie powiedzonka i zwroty. Powiedziała,że z życia. Jadac tramwajem, stojąc w kolejce przysłuchuje się, co mówią ludzie.
Ludzie... To właśnie oni powinni być w naszym życiu najważniejsi.
"Najważniejsi są przyjaciele. A potem trzeba chcieć niezbyt wiele..." To fragment dekalogu Leszka Kołakowskiego.( Jak go znajdę ,to w całości  przepiszę.)
  Podobno ludzie ciągle i nieustannie mówią nam o swoich potrzebach, tylko my często pochłonięci własnymi sprawami- nie słyszymy tego, o co nas proszą. A przecież Bóg dał nam dwoje uszu, a tylko jedne usta i powiedział: SŁUCHAJ! 
Nie skupiajmy się, więc tylko na sobie! Patrzmy i słychajmy uważnie innych.
Mniej mówmy, bo " Życie i śmierć są w mocy języka, którzy się w nim lubują, spożyją jego owoc" Księga przysłów 18;21

W każdym razie czy spędzimy ten wieczór w domu, przed telewizorem( jak ja z mężem) czy w gronie przyjaciół na domówce, balu karnawalowym itp. spędźmy go w miłym nastroju. Tego Wam życzę z całego serca.
 
DO SIEGO ROKU !

niedziela, 30 grudnia 2012

Wypieki świąteczne


Zaplanowałam,że na święta upiekę trzy ciasta: sernik, makowiec i napoleonkę. Wyszło jednak na to,że upiekłam dwa pierwsze.
Podeszłam do sprawy bardzo poważnie. Żadne tam gotowe kubełka ze zmielonym serem czy puszki z masą makową. W końcu stwierdziłam: mam czas i mogę się pobawić.
Kupiłam ser twarogowy prosto z mleczarni i mak w torebkach po 20 dag prosto z marketu.
Potem robiłam sondę wśród rodziny i znajomych kiedy najlepiej te ciasta upiec. Myślałam o sobocie,ale wszyscy uważali,że to za wcześnie.A zatem w niedzielę. No,nie bardzo mi to pasowało,ale trudno...Rano ledwo wstałam zabrałam się za mielenie sera.Trzy razy! Oj, ten trzeci raz był już ciężki, bo ser zrobił się jak masło. Ale o to w końcu chodziło! W sumie z tym sernikiem zeszły mi ze trzy godziny. Sernik z mojego wypróbowanego przepisu( Domowe serniki i paschy; Lubię gotować; numer 4/2003) wychodzi puszysty jak masło.Ale jest dość kaloryczny, bo sama masa serowa zawiera prawie mendel jaj.
   Później obiad, gatka szmatka z dzieciakami, zabawa z Kalinką,a czas leci...
Zaczełam mielić ten mak, znowu trzykrotnie. I na tym mieleniu się zakończyło, bo pojechaliśmy wieczorkiem do miasta.
Jak wróciliśmy do domu coś koło 21.00 i przypomniałam sobie o tym makowcu to nogi się pode mną ugięły. Najchętniej poszłabym spać,a nie makowiec piekła.
Na szczęście mój mąż zobaczył ten mój szalony zapał i powiedzial,że makowiec wspólnie zrobimy. Przepis na makowiec wzięłam ze stronki: Wielkie żarcie- Wykwintny makowiec na kruchym spodzie. Było sporo obiekcji co do tego przepisu. Ja robiłam kruche ciasto i byłam cieżko zdziwiona,że spodu się nie podpieka, na surowe ciasto kładzie się masę makową. Mój mąż był w szoku,że do maku daje się aż 9 żółtek i w ogóle mak przyrządza się inaczej niż na tradycyjny makowy strudel. Nie odmówił sobie "drobnego" komentarza-" No, te twoje przepisy z internetu...! "Jednym słowem miałam ochotę obgryzać paznokcie kiedy ten makowiec siedział w piekarniku. Co to była za ulga, gdy okazało się, że makowiec pięknie wyrósł, a ciasto pod nim podwoiło swoją objętość. Prawie natychmiast każdy ruszył do blachy i ...rzeczywiście makowiec taki jak w komentarzach internautów- "Zadowoli najbardziej wybrednego smakosza." Chciałam na drugi dzień przybrać go smażoną  skórką pomarańczową i zrobić do niego lukier cytrynowy,ale mój małżonek stwierdził autorytatywnie- Jeszcze czego! Chcesz zepsuć coś co już jest doskonałe?! 
  Dwie duże blachy ciasta wyczerpały się rano drugiego dnia świat.
Na Sylwestra upiekę napoleonkę-kremowkę. Znowu wybrałam sobie pracochłonny przepis i czeka mnie niezły ubaw.Pozdrawiam.

piątek, 28 grudnia 2012

Przegląd prasy

Dopiero wczoraj miałam okazję zajrzeć do podwójnego numeru Newsweeka, który kupiłam jeszcze przed świętami.
Uwielbiam te przygotowane na święta numery "Polityki", "Newsweeka" czy "Wprost". Są takie "wypasione" i zawierają artykuły -extra czyli szczególne, każdy coś tam znajdzie dla siebie.
 Dlaczego w tym roku akurat "Newsweek"? Przeglądam wszystkie wymienione tytuły,a o kupnie zdecydował szczegół, w tym wypadku -Wywiad Marcina Mellera z Andrzejem Stasiukiem.
Od lat podziwiam Andrzeja Stasiuka. Jestem chyba bardziej fanką jego stylu życia niż prozy czy felietonów.
  Kilka słów o nim. Andrzej Stasiuk urodzony w Warszawie w 1960 roku.
Wydalony kolejno: z liceum ogólnokształcącego, technikum, zasadniczej szkoły zawodowej.We wczesnych latach 80 zaangażowany w działalność Ruchu Wolność i Pokój. Zdezerterował z wojska, za co półtora roku spędził w więzieniu.
W 1986 roku wyjwchał z Warszawy i zamieszkał w Czarnem,a kilka lat później w pobliskim Wołowcu w Beskidzie Niskim.( źrodło: Wikipedia)
Po burzliwej młodości stopniowo nadeszły dla niego lata tłuste.
Nadal mieszka w Wołowcu, prowadzi wraz z żoną Moniką wydawnictwo Czarne. Pisze książki, poezję i felietony; zdobywa nagrody ,podrożuje po Europie południowo-wschodniej.
  Poza Polską uwielbiają jego prozę Niemcy.

Jakiś czas widziałam w prasie zdjęcie Stasiuka z owcą, która została nazwana przez niego Smoleńsk. Spowodowało to lawinę krytyki.
Andrzej Horubała( krytyk) napisał:
"Protest przeciw posmoleńskiemu klimatowi duchowemu wyzwala w Stasiuku takie pokłady nienawiści i kiczu,że podważa całą przez lata realizowaną strategię szlachetnego dzikusa z Beskidów, który zbratawszy się z ludem, jest w stanie ze swego osobnego miejsca opowiadać nam spokojnie o współczesności"
    Na to Stasiuk:" Horubała nie może sobie wyobrazić,że można żyć bez strategii,że życie to niekoniecznie kombinowanie, jakby się tutaj załapać".
Dalej pisze o miłości do zwierząt,symbolicznym znaczeniu zwierzęcia jakim jest owca. I dodaje-" I uważam,że moja owca Smoleńsk jest stosowniejszym upamiętnieniem niż np.słynny nielot z betonu, monidło martyrologiczne ze środkowej Polski.A już na pewno stosowniejszym niż to, co zrobiono z pamięcią tamtych ludzi w imię politycznego biznesu."
 " Szał "uniesień narodowych porównuje do obrazu Podkowińskiego ( goła baba u Podkowińskiego):
A tam , w tym świecie wirtualu wielkie uczucia, wielkie słowa: Ojczyzna, Zdrada, Walka, Niepokorni, Niepodleglość, i można się do tego emocjonalnie podłaczyć, nic to nie kosztuje, kompletnie nic,a życie to nasze codzienne szare jak mysz życie, raptem zyskuje, nie? I furda wtedy z przeklętym realem, furda z tym życiem zawsze nie takim, jak by się chciało i wsiadamy na tego konia wielkich i pustych emocji i wio!"
 
Newsweek17-26.12.2012 artykuł "Wielka imitacja reszty świata" str.70-73.
 
Zapachniało polityką... Do Stasiuka jeszcze wrócę, bo to ciekawa postać.Ale poruszę lżejsze ogólnoludzkie aspekty jego twórczości.
Tymczasem pora wracać do codzienności.Pozdrawiam. Iza
 
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                   

                                                                                       

czwartek, 27 grudnia 2012

Po świętach


świeta,święta i... po świetach.
Dawno temu kupiłam tę kartkę świąteczną z czarnymi kotami kontemplującymi ulicę ze świątecznymi iluminacjami. Lubię patrzeć na ten urokliwy obrazek. Nikomu jej nie wyślę i to wcale nie dlatego,że w środku całkiem pożółkła.
   Wczoraj wieczorem siedziałam jak te koty, ale w samochodzie na rogu ulicy. Czekałam aż mój mąż wróci ze sklepu, patrzyłam na pięknie  wystrojoną wystawę sklepową , migające światełka i słuchałam świątecznych standartów jazzowych w wykonaniu Ewy Bem( program Małgorzaty Warzechy w Radiu Łódź) Bajka!

Skończył się mój "Adwentowy Kalendarz",a ja tak się przyzwyczaiłam do codziennego tu przebywania,że chyba będę tu nadal.Może nie codziennie,nie wiem,ale w miarę potrzeb i jak będę miała o czym pisać i co zaprezentować.
Tymczasem dalszy ciąg "Sekretnika" czyli Zwykle niezwykłe sposoby na szczęście.

  Południe- pierwszy upadek.

Poranne marzenia wprowadziły Cię już w dobry nastrój. A tu trzeba iść do pracy, jeszcze do tej, której się nie lubi. I do szefa,za którym się nie przepada.I znowu stajemy przed wyborem, przesiedzieć w złości cały dzień, czy znaleźć w swojej pracy coś optymistycznego.I choć znów zabrzmi to szalenie, tylko od nas zależy, jak uplyną najbliższe godziny.Jest teoria, ktora mówi,że świat wokół nas jest dokładnie taki,jak go sobie wyobrazimy.
Ale...to nasze filozofowanie przerywa czepiający się(na ogół bez sensu ) szef.
-Tu można spróbować tzw.metody czerwonych majtek w wielkie grochy- tłumaczy Ryszard Gąsierkiewicz- Szef krzyczy coraz głośniej,a my sobie wyobrażamy,że ma na sobie takie wlaśnie czerwone, szerokie kalesony.Im jest bardziej agresywny, tym robi się w naszej wyobraźni mniejszy,aż w końcu te majtki mu spadają.Szef w takich czerwonych majtkach nie jest już taki groźny.
   Jeżeli przyjmiemy,że świat wokól nas jest dokladnie taki, jak sobie to wyobrażamy, na szefa można wyprobować jeszcze jedną metodę. Sprawdza się ona też na partnerze, przyjaciołach, niegrzecznej ekspedientce czy urzędniczce.Spróbuj spojrzeć na potencjalnego wroga, jak na przyjaciela.Krzyczy, bo się boi, jest opryskliwy, bo czuje lęk.
Czy z taką świadomością nie patrzysz od razu inaczej na ludzi?

Tyle artykuł. Pozdrawiam Wszystkich odwiedzających ten blog.Iza

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Przed Wigilią

Nasza choineczka.

 
 
 
Wnusia Kalinusia
WESOŁYCH śWIĄT !!!                                                                                                                                                            

niedziela, 23 grudnia 2012

Życzenia

Jutro Wigilia, więc dziś w niedzielę trzeba robić wypieki i przygotowywać wszystko na jutrzejszą wieczerzę.
 U nas od wczoraj gwarno.Zjechały wszystkie "nasze" dzieciaki: Justyna, Kalina i Rafał.
(Kalinka na już dwa ząbki.)
W piecu  jeszcze "siedzi" sernik,a niedługo przyjdzie pora na makowca.(Będzie makowiec na kruchym spodzie).
Wieczorem jadę do Klasztoru na Godzinki( jeszcze w tym Adwencie nie byłam) i mszę.
Choinkę ubierzemy jutro rano.Pewnie wpadnę tu jutro na chwilę, żeby "wrzucić" zdjecie.
Tymczasem najwyższy czas na życzenia.

 
To Nasza Matka Boska Topolska.Zdjęcie zrobiłam w czasie rekolekcji.Przyszłam wcześniej do kościoła i cyknęłam pare fotek.
Obraz jest odsłaniany rano o 8.00 i zasłaniany po południowej mszy w niedzielę i święta. Towarzyszą temu odsłonięciu głosy licznych dzwonków i śpiew wiernych.

Radosnych świąt Bożego Narodzenia.
Wielu łask od Bożej dzieciny.
Niech pokój, miłość i szczeście
Otoczą Was wszystkich.

Tego życzy Wam z całego serca blogerka Iza

sobota, 22 grudnia 2012

Do poczytania

Zwykłe niezwykłe sposoby na szczeście C.D.

Medytacje przy śniadaniu

"Jeśli Bóg chce człowieka unieszczęśliwić, to wysłuchuje jego próśb"-to znane powiedzenie.
Żeby skonkretyzować swoje marzenia, najlepiej je zapisać i dokładnie im się przyjrzeć.
Cele muszą być wyjątkowo klarowne.Kiedy wiemy już czego chcemy, wszystkie marzenia( pamietajmy tylko,że w marzeniach nie ma żadnych granic)spisujemy.Potem przy każdym stawiamy date jego realizacji.Teraz przychodzi najważniejszy moment; moment wczuwania się w daną sytuację.Jeśli całe życie chcesz być bogaty, podświadomość ciągle będzie pielęgnować sygnał: chcę.I cały czas będziesz tylko chcieć. Spójrz na swoją kartkę z datą, która wyznacza moment lepszych zarobków i poczuj to bogactwo.Po prostu bądź bogaty, jakkolwiek szaleńczo to brzmi.Czuj,że stać Cię na wszystko,że świat stoi przed Tobą otworem.
-Ludzie często nie wierzą,że to co wybiorą sie spełni-mówi Ryszard Gąsierkiewicz, doradca rozwoju życiowego, dyrektor Centrum Terapii Naturalnej"Weles"- Każdy cel może się urzeczywistnić, trzeba do niego tylko konsekwentnie dążyć.Nasze marzenia są czymś w rodzaju pudełka,do którego kształtu dostosuje się rzeczywistość, jeżeli podejdziemy do nich z pełną wiarą.Dlatego tak ważne jest ,aby dokładnie wczuć się w sytuację spełnionego już marzenia.
  Marzysz o dzieciach.Poczuj,że już je masz.Chcesz lepszej pracy.Zachowuj się jakbyś ją już miał.Niemożliwe po prostu istnieje.
                                                                Joanna Lamparska
Fragment pochodzi z artykułu zamieszczonego w czasopiśmie kulinarnym dla kobiet "Zaradna i romantyczna" z 2004 roku.

Kiermasz świąteczny

Z pewnym opóźnieniem wracam do kiermaszu świątecznego jaki odbył się w naszym mieście w niedzielę 9 grudnia br. (Kiedyś była to dla mnie ważna data z uwagi na imieniny mojej ulubionej cioci Leokadii)
Początkowo miałam ochotę sama wystawić coś na nim,ale suma sumarum nie miałambym co wystawić, bo na myśleniu się skończyło.
Na kiermaszu były różne cudeńka. Kupiłam dla córki takiego oto aniołka. Kilka rożnych materiałów, pięknie ze sobą połączonych, cekiny, koraliki, włóczka, fajny pomysł- wszystko za jedyne 5 zł. Chcę tu tylko zaznaczyć ile trzeba włożyć nakładów i starań ,żeby zarobić rękodziełem 5zł!
Ja jak do tej pory tylko raz wystawiałam swoje rękodzieło, w ubiegłym roku na kiermaszu Łęczyca w Barwach Jesieni. Sprzedałam wtedy :zielony bieżnik z tablicy, kilka szydełkowych listków i obrazek "Kaczeńce nad strumykiem", które na zdjeciu trzyma Iwona( i które ona kupiła razem ze swoim mężem Przemkiem)
Wiele godzin siedzenia i tylko kilka sprzedanych rzeczy?  Byłam troche rozczarowana....
Jednak dziś uważam,że i tak miałam dużo szczęścia.Taka jest po prostu norma- jedna lub dwie sprzedane rzeczy na jednym kiermaszu. Kto sprzedaje wiecej ma po prostu wiekszy asortyment, wiekszą rożnorodność, tworzy wyjątkowo piękne rzeczy,albo ma szczęście  do nabywców-amatorów.
Znajomi wspominają pewien kiermasz, na którym sprzedali wszystkie wystawiane obrazki przyjezdnym z zagranicznej wycieczki. Wystawiają ciągle i od wielu lat, a mieli taki traf tylko jeden jedyny raz!

Ostatnio na skutek mrozów nasza lokalna linia telefoniczna zawiesza się i są kłopoty z internetem.Tak było przedwczoraj i wczoraj przez kilka godzin.
Chcę tylko powiedzieć,że jeśli nie będę mogła tu wejść to może nie być moja wina.A mówię tak dlatego,że postanowiłam być tu każdego dnia,żeby tworzyć swoją obecnościa na blogu swoisty Kalendarz Adwentowy.
 Pozdrawiam Olę, Iwonkę i Danielę- dziekuję za miłe komentarze, wszystkich znajomych, którzy bywają i się nie ujawniają, gości ze Stanów Zjednoczonych. 

piątek, 21 grudnia 2012

Taką serwetkową choinką udekorowałam w tym roku kuchnię.Cześć serwetek jest z ubiegłych lat, dwie duże gwiaździste wykonałam bodajże latem tego roku. Lubię motyw gwiaździsty, a jest on dość powszechny w robótkach szydełkowych.Poza tym najładniej wyglądają  motywy wykonane cienką nicią.
A to kartki otrzymane w tym roku od : Agatki, Iwonki, Moniki , Mariolki i Joasi. Już wymyśliłam jak udekoruję nimi dom, co w swoim czasie zademonstruję.

Miałam dziś troche biegania w mieście. Najpierw ścięłam się deko ze swoim lekarzem rodzinnym.( stanęło na moim) Potem przeciskałam się przez tlumy ludzi na targu, żeby dotrzeć do swojego ulubionego stoiska z rajstopami i skarpetami. Dalej zakupy- mięsa na świąteczne pieczenie, kapusty na bigos, kapustę z grochem i pierogi, białego sera na sernik.
  Przed przejmującym chłodem schroniłam się  na chwilę do księgarni.
Uwieńczeniem dzisiejszych zakupów była wizyta w sklepach pamiątkarskich w poszukiwaniu odpowiednich świec do świątecznego świecznika.
Handlowcy jak zwykle przed świętami nie mają litości i windują ceny. Mimo mrozu (dziś u nas -8) gorąco od gwaru, przedświątecznej krzątaniny i...wydatków.
Pozdrawiam.

czwartek, 20 grudnia 2012

Cebulaczki

Wstałam skoro świt,żeby upiec mężowi cebulaki na firmową wigilię.Moje cebulaczki wyglądają tak jak na zdjęciu.
 Można korzystając z przepisu ( post: hafcik świąteczny i przepis na cebulaki) zrobić sobie własną wersję cebulaków, zresztą każdemu wyjdą zapewnie troche inne, o innym kształcie.
Moje są wydłużone i rosną w górę. Komuś wyszły bardziej płaskie i miały kształt bułek.
Zresztą to tylko szczegół.Najważniejsze, żeby były świeże i smaczne.
Mnie zawsze się udają, rosną jak na drożdżach( pamietajcie,że drożdze muszą być świeże-to podstawa tego przepisu, ze wszystkim innym dacie sobie radę bez problemu)
Coraz bliżej święta....Nie będę pisała co planuje na dzisiaj , bo wczorajsze plany nie wyszły.
Myślę,że czasem coś planujemy w potem nagle następuje zmiana planów...i robotę trzeba zrobić w inny dzień.
A tu na zdjęciu sikoreczka,żeby było milej podczas tej przedświatecznej gonitwy.
Ja mimo,że teraz na codzień żyję w tempie slow,to przed świętami dopada mnie "głupawka"(nadmiar planów i pomysłów, które nijak się mają do rzeczywistości, pośpiech, chaos itp) i muszę nieustannie przywoływać się do porządku i prosić Boga,żeby mnie w tym postanowieniu i  we wszystkich codziennych wysiłkach wspomagał.
Pozdrawiam wszystkich moich wiernych gości- Olę, Danielę, Ulę, inne znajome osoby, które się nie ujawniają, gości z Irlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii , Rosji i USA. Fajnie,że wpadacie!

środa, 19 grudnia 2012

Z choinką.

Kolejny hafcik w stylu retro- Dzieci wracające z lasu z choinką. Wykonałam go dość dawno i nie oprawiłam, bo po wypraniu okazało się,że jedna mulina zafarbowała.Tak, tak dawniej nie było takich pasmanterii i takich świetnych gatunkowo matriałów. Kupowało się gdzie się tylko dało, na rynkach, targach itp nie wiedząc dokładnie co takiego się kupuje.A potem w praniu mulina farbowała. Tygodnie pracy i wielkie rozczarowanie...
    Ten obrazek przypomina mi moją pracę w przedszkolu.( 15 lat życia !)
Przed świętami program artystyczny dla rodziców.Próby niemal od października.Ale był na to czas,a wystepy choinkowe były priorytetowe dla wszystkich: dla nas ,dla dzieci,a szczególnie dla rodziców. I tak jest do dziś.
 Ze starszakami trzeba było przygotować występ na  ok. 30 minut
Pół godziny to niewiele czasu,ale nie w przypadku programu artystycznego! 30 minut to mnóstwo wierszy,piosenek, często  wpleciona jakaś  inscenizacja słowno- muzyczna.
Uwielbiałam piosenki na melodię polskich tańców ludowych.A te były najtrudniejsze i do zaśpiewania  tylko dla starszaków( i to jeszcze bardziej "kumatych" muzycznie).
Na kanwie takiej ludowej piosenki można było zrobić piękną inscenizację.Ale wszystko musiało być  perfekcyjne. Miałam ambicję,żeby dzieci jednocześnie śpiewały i tańczyły.Choć nie były to typowe tańce ludowe,a taneczna inscenizacja tekstu.( Były koleżanki ,które uczyły dzieci tańców ludowych.To dopiero trud!) Praca nad jedna taką piosenką zajmowała mnóstwo czasu. Zdarzało się,że dzieci zaaferowane ruchem przestawały śpiewać.
To nie tylko perfekcyjne opanowanie tekstu i melodii,ale i odpowiednia dykcja, emisja głosu. Powtarzanie w nieskończoność jednej frazy, praca nad braniem oddechu w odpowiednim momencie...Ciężki trud wszystkich nas - nauczycielek przedszkola!

   Jadą z lasu choinki, jadą z wielkim pośpiechem,
  żeby chłopcy, dziewczynki, mieli wielką uciechę

       Choineczka zielona w naszym domu zagości,
        Będzie wiele uciechy, bedzie wiele radości.(bis)

Pierwsza cześć w tempie oberka czyli szybko i z przytupem, refren w tempie kujawiaka czyli wolno, bardzo melodyjnie z kołysaniem.Zaskakujący kontrast i niesamowity efekt.

 A propos piosenek to przypomniałam sobie jaką piosenkę śpiewało się małej Justynce.

Wpadł pies do jatki, porwał mięsa ćwierć,
A kucharz rozzłoszczony zarąbał go na śmierć.

Po prostu super kołysanka!
Na dziś to tyle.Biorę się za dalszy ciąg sprzątanka.Pozdrawiam.

wtorek, 18 grudnia 2012

Szara godzina

Kolejna kartka z mojego blogowego kalendarza Adwentowego.....
 Wczoraj piekłam kruche gwiazdki ( przepis z Kuchni Polskiej) Pieczenie drobnych ciasteczek ma to do siebie,że zajmuje wiecej czasu niż upieczenie jednego konkretnego ciasta. A i nie wszystkie ciasteczka jednakowo się przypiekają.(U mnie na przyklad górna półka piekarnika troche przypala)
  Przeczytałam u Iwony Menzel- ona jest pisarką i mieszka w Niemczech- że tam w okresie Adwentu przynosi się do pracy własnorecznie przez siebie upieczone ciasteczka.Uważam,że bardzo sympatyczny zwyczaj. 
  A propos książek  Iwony Menzel to przeczytałam "W poszukiwaniu zapachu snu", "Zatańczyć czeczotkę" ( te dwie jednym tchem w 2006 roku i gorąco polecam- książki lekkie,łatwe i przyjemne z fantastycznym poczuciem humoru) oraz " Z widokiem na Castello" i "Nie chodź ciemną doliną"  Napisała jeszcze "Czas tarantul"-powieść osadzoną w latach 30 ubiegłego wieku.Opisała w niej oczywiście czasy budzenia się faszyzmu w Niemczech i dochodzenie do władzy Hitlera. Niestety nie ma tej ksiażki w naszej bibliotece i żeby przeczytać trzeba po prostu kupić. Książka podobno bardzo dobra.Jednak nie wiem czy chcę wracać do tych tematów.
W czasach L.O pasjonowała mnie literatura wojenna i obozowa,ale teraz już nie.
A wracając do ciasteczek to samo pieczenie zajęło mi chyba ze dwie godziny.Tak mnie to pieczenie zmordowało,że z ulgą i radością powitałam sąsiadkę, która przyszła na pogaduchy.
Urządziłyśmy sobie prawdziwą " Szarą Godzinę"

Ks.Stanisław Hołodok w swoim artykule "Adwentowe zwyczaje religijne" pisze między innymi o "szarej godzinie" na wsi:
Pod wieczór, gdy skończono codzienne zajęcia gospodarskie, gdy robiło sie szaro, coraz ciemniej wszyscy domownicy: dziadkowie, rodzice, dzieci zbierali się w kuchni, najlepiej w pobliżu płyty.Nie zapalano jeszcze lampy.Rozważano w ciszy swoje życie, zastanawiano się nad nim, nie brakowalo też cichej modlitwy.
Starsi, szczególnie dziadkowie opowiadali dzieciom, wnukom jak to było dawniej, jakie były tradycje, zwyczaje, przypominali także dzieje naszej Ojczyzny."

  My z Halinką też sobie wspominałyśmy( każda swoje dzieje)Na koniec rozmawiałyśmy o mieszkańcach starego domostwa( zabudowania dworskie) Od lat jest to dla mnie najładniejszy dom w okolicy,  dom z tradycją i duszą. Ciągle rozpala on wyobraźnię moją i Justyny...Pomyślałam sobie,że muszę zobaczyć jak tam jest w środku.Nie zadowalaja mnie cudze opisy, ja muszę tam wejść! I tak się pewnie stanie, tylko jeszcze nie wiem kiedy.
 
Mam dzisiaj sporo spraw do załatwienia w mieście.Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój blog.Dzisiaj szczególnie gości z Niemiec i Irlandii.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Hafcik świąteczny i przepis na cebulaki

Hafcik świąteczny ukończony, teraz tylko przygotowanie do oprawienia i "zamknięcie " go w ramce.Sfotografowałam go teraz ,bo gdy będzie za szkłem dojdą świetlne refleksy i nie będzie już tak widoczny.
Tę dziewuszkę wybrałam  w tym roku z uwagi na pojawienie się na świecie mojej wnuczki.
Muszę stwierdzić,że najlepiej lubię haftować na kanwie nr 14 to znaczy 54 oczka na 10 cm.
Wykorzystałam kanwę francuzkiej firmy DMC i mulinę tejże firmy.Haftować na takiej tkaninie i takimi nićmi to po prostu sama przyjemność- bajka !
Ogólnie haftowanie obrazka nawet tak małego jak ten( 18x24 cm) to bardzo czasochłonna robota,ale i bardzo, bardzo przyjemna.( W Tym czasie pewnie udziergałabym stos gwiazdek szydełkowych). Cieszę się,że zdołałam ukończyć ten hafcik jeszcze przed świetami.
Wczoraj wieczorem wybraliśmy się do miasta na spacer.Wzięłam ze sobą aparat,żeby sfotografować świąteczne dekoracje.Moje serce podbiły okna wystawowe w Kwiaciarnii Agata na ulicy Ozorkowskiej. Prosta,a piękna dekoracja. Drugie okno było w cieplejszych kolorach.Niestety zdjęcie wyszło nieostre, więc go nie publikuję.
 
Przepis na cebulaki
Skladniki:
1/2 kg mąki, 2 jajka, łyżka margaryny Palmy ( lub innej wytrawnej), 4 dag drożdży( ok.pół paczki, 10dag) trochę ciepłego mleka i wody, sól, odrobina gałki muszkatałowej; 3 duże cebule, 1/2 kostki Palmy do smarowania ciasta, sól , pieprz.
Sposób wykonania:
Do mąki dodać drożdże rozprowadzone ciepłym mlekiem, całe jajka, Palmę(łyżkę), tartą gałkę muszkatałowa, sól i tyle cieplej wody z mlekiem,aby wyrobić niezbyt gęste ciasto. Postawić do wyrośniecia.W tym czasie pokrajać na plastry cebule i udusić w łyżce Palmy nie rumieniąc, posolić dodać pieprz.
Brać po kawałku wyrośnietego ciasta, na stolnicy wyrabiać cienkie placki wielkości spodka, nakładać cienką warstwę cebuli z tłuszczem, zwijać w wałek, nastepnie uformować ślimaczek.Maczać każdy w roztopionej Palmie i ukladać ciasno, jeden przy drugim, na blaszce do pieczenia.Po wypełnieniu blaszki wstawić ją do gorącego piekarnika(200-220 stopni)Upiec na rumiano czyli piec przez jakieś 30 minut.Podawać do barszczu lub innej zupy czystej- gorące lub zimne.
 
Ja robię cebulaki zawsze na Wigilię Bożego Narodzenia .Jemy je do karpia zamiast chleba.
Robię je też często w ciągu roku, bo dzieciaki uwielbiają.Farsz z cebuli jest takim klasycznym farszem,ale można zrobić mięsny, pieczarkowy czy jaki kto lubi.
Mam buraczek czerwony na barszczyk,więc może zrobię do niego cebulaczki w tym tygodniu to zademonstruję na zdjeciach krok po kroku jak się je wykonuje.

Wiadomość z ostatniej chwili -mojej wnuczce Kalince wyrżnął się dziś pierwszy ząbek!
Serdecznie pozdrawiam w ten przedświąteczny czas- szczególnie gości z Francji !

niedziela, 16 grudnia 2012

Niedziela radości

Dziś trzecia niedziela Adwentu, zwana niedzielą radości.
Kapłan w różowej szacie liturgicznej,którą wkłada tylko w dwie niedziele do roku: w połowie Adwentu i  w połowie Wielkiego Postu.
W kazaniu Don Camillo powiedział,że prawdziwa radość wypływa z czystego serca i wiary.
  W ogłoszeniach parafialnych przypominał,żeby przed świętami przystąpić do sakramentu pokuty "żeby święta Bożego Narodzenia nie były świętami karpia i pierożków".

A to moje "lamparty". Jestem chyba zbyt pobłażliwa dla moich zmierząt. Dziś rano doszło do awantury między Perrem,a kocicą Figą.
Mamy taki zwyczaj,że sobie rano siadamy w dużym pokoju. Ja z poranną herbatą,a one jak najbliżej mnie-Perro obok na kanapie( tak szumnie nazywam dwuosobowy fotel rozkładany) a Figa na "górnej półce" czyli oparciu. Dziś zazdrosny Perro uznał,że Figa siedzi za blisko nas, zerwał się na równe nogi, klapnął paszczęką,a że do najmniejszych piesków on nie należy ,więc i mnie się dostało. Akurat przechylałam kubek,żeby napić się herbaty gdy nagle kubek z impetem wylądował na mojej twarzy,a herbata zalała całe ubranie( szczęście,że już trochę ostygła) Dostało się Perrowi,który cieżko wystraszony krzykiem poszedł zająć swoje miejsce pod stołem, cwanej Fidze znowu się upiekło! Mnie na szczeście też nic się nie stało.
Czas przygotować foremki i formy na świateczne wypieki. Obiecałam dziewczynom zamieścić na blogu przepis na cebulaki, co niebawem zrobię.Pozdrawiam wszystich odwiedzających mój blog. Dobrej Niedzieli. Iza


sobota, 15 grudnia 2012

Wspomnienia

Oto kompozycja z małych serwetek i gwiazdek, święta Bożego Narodzenia zachęcają do tworzenia takich drobiazgów- haftem i szydełkiem.

Wczoraj na cmentarzu pożegnałam znajomą- Panią Monikę.Mimo mrożnej pogody na pogrzeb przyszło mnóstwo ludzi, kaplica pękała w szwach.
Wielu ludzi znało i lubiło Monikę, wielu też przyszło dlatego ,bo zna któreś z jej pieciorga dorosłych dzieci....Ze Szklarskiej Poręby przyjechała jej chrześnica z rodzicami.Gdy ich zobaczyłam zrobiło mi się ciepło na sercu.
 Dla mnie i moich cioteczek to bardzo stara znajomość. Poznaliśmy się jeszcze na ulicy Ogrodowej,gdzie w starych kamienicach kwitło dobre ,spokojne życie i panowały zażyłe sąsiedzkie przyjaźnie. Byłam dzieckiem gdy za rzadów Gomulki i Gierka pretekstem do spotkania były swojskie wyroby masarnicze, zdobyte cudem czy przywiezione ze wsi.
 Pamiętam miedzy innymi jedną taką imprezę u pani Krysi- ciotki Moniki.
Pani Krysia zajmowała duże, dwupokojowe mieszkanie z kuchnią i schowankiem (!!!)
Za każdym razem gdy kierowała kroki do tego schowanka cieszyłam się na samą myśl,że oto za chwilę dostanę do zjedzenia coś dla mnie nieznanego, egzotycznego. Raz były to figi, innym razem daktyle,a kolejnym owoc, którego w życiu nie widziałam i nie miałam pojęcia jak się go je.
Układ pomieszczeń we wszystkich mieszkaniach był podobny- w amfiladzie tzn. z kuchni przechodzilo się do pokoju,a z tego pokoju do kolejnego pokoju.
W pierwszym pokoju u pani Krysi na małym, nocnym stoliku stało cudo nieosiągalne dla nas wszystkich jeszcze przez wiele, wiele lat- telefon.
W sypialni,na kapie przykrywającej łóżko siedziała piękna, przedwojenna lalka. Nie wolno było się nią bawić! Można ją było tylko dotknąć, oczywiście za zgodą pani Krysi.
  Wszyscy tęskniliśmy do mieszkań z bieżacą wodą w kranie(zamiast wspólnej pompy na podwórzu) łazienkami z wanną i toaletą( zamiast wychodka w podwórzu ) Te marzenia się spełniły. Stopniowo rodziny z Ogrodowej wyprowadzały się zajmując mieszkania w blokach na terenie całego miasta.(My opuściliśmy Ogrodową w 1976 roku )Było niby lepiej,a jednak atmosfery z Ogrodowej nie dało się wskrzesić już nigdy.
 Przetrwały przyjaźnie...Moje cioteczki przeniosły z Ogrodowej tradycję domu otwartego czyli wpadania do nich w gości bez zapowiedzenia. Szczególnie w  niedzielne popołudnie idąc do nich można było zastać panią Monikę.Miała swoje ulubione miejsce na kanapie.Przychodziła w lekkich pantofelkach, bo mieszkała w sąsiednim bloku. Miała swój charakterystyczny sposób ubierania- spódniczka przed kolana, bluzka w pastelowych kolorach, zawsze towarzyszył jej mocniejszy kolorystycznie akcent w postaci szala, apaszki a nawet boa ze sztucznego futra.
Pani Monika kupowała sporo kolorowych pism, które potem krążyły wsród znajomych. To chyba ona wprowadziła w życie tą swoistą wymiankę. Ona kupowała określone tytuły, cioteczki kupowały inne, ktoś kupował jeszcze inne i po przeczytaniu pisma krążyły.
Czytała też dużo książek.Zawsze mnie pytała-"Izka masz coś dla mnie do poczytania?!"
Lubiła zwierzęta, zawsze miała w domu jakiegoś zwierzaka. Można było z nią na temat swobodnie rozmawiać.Wyrażała swoje zdanie,ale unikała narzekania i krytykowania.  Była fajną, otwartą, pozytywnie nastawioną do życia  i ludzi osobą. Będzie nam jej brakowało....


piątek, 14 grudnia 2012

Piątek

Jeszcze w listopadzie wymyśliłam sobie,że stworzę na tym blogu coś na kształt  Kalendarza Adwentowego-codzienna obecność,publikacja moich prac, opis wydarzeń...
Jak do tej pory nie było to aż takie trudne,ale zbliża się goracy przedświąteczny czas, coraz więcej zajęć,pilnych spraw. Czy dam radę?!

Dalszy ciąg artykułu. Poranek: postanowienia spod kołdry.
Neale Donald Walsch, autor "Rozmów z Bogiem", w jednej z najlepiej sprzedających się książek świata, takie rady otrzymuje od swojego Rozmówcy:
 "Pamietaj,że życie to nieustanne tworzenie.W każdej minucie stwarzasz swoją rzeczywistość.Decyzja,ktorą podejmiesz dziś, czesto rozmija się z wyborem, jakego dokonujesz jutro. Lecz oto sekret wszystkich Mistrzów:
Wybieraj wciąż to samo.Wciąż na nowo,aż Twoja wola objawi się w rzeczywistości"
I wtedy stanie się to, co nazywamy spełnieniem marzeń.

Pozdrawiam.Iza

czwartek, 13 grudnia 2012

Spotkanie Klubu DKK

Wczoraj o 18.00 nasz DKK spotkał się,żeby omówić najnowszą książkę J.K. Rowling- "Trafny wybór".
Dawno żadna książka nie wywołała takiej fali dyskusji. Książkę na pewno warto przeczytać,ale nie czyta się jej łatwo. Początek jest trudny do przebrnięcia, dopiero póżniej fabuła wciąga tak, że trudno się oderwać.
Na zdjeciu Ela, wcześniej Bogusia i panG.Oprócz tego Marek- nasz moderator, Kasia i Wiola. Mnie nie ma na zdjęciach z oczywistej przyczyny-bo robiłam  zdjęcia.

środa, 12 grudnia 2012

Anioł Stróż

W sobotę u Iwonki sfotografowałam aniołka, którego kiedyś wyszyłam.Teraz jak znalazł  na przedświąteczną ekspozycję.
 
A oto i dalszy ciąg artykułu.
Poranek:Postanowienia spod kołdry
  Huna,starożytna wiedza Hawajczyków, mówi,że jedną z najważniejszych rzeczy jest cel.
Czego właściwie chcę? Czy wiem, jakie są moje życiowe cele?
-Kiedyś postanowiłam,że tak długo rano nie będę wstawać z łóżka, dopóki nie określę swoich celów- mówi Teresa Marciniak nauczycielka Huny, starożytnej hawajskiej sztuki duchowego uzdrawiania.

Nie wiem jak inni,ale ja gdy zbyt długo nie wstaję z łóżka po przebudzeniu tym mniejszą mam ochotę by wstać w ogóle. Rozleniwiam się ,a moje myśli stają się z każdą minutą coraz bardziej kosmate i muszę uważać , żeby mnie kompletnie nie zdołowały i nie pozbawiły radości na resztę dnia.Wymyślanie celów w pozycji horyzontalnej- to nie dla mnie.
  Poza tym miałam dziś- taniec pingwina na szkle.
Obudziłam się o 2 w nocy i przez jakieś 2 godziny nie mogłam zasnąć. To dopiero,przewracać sie z boku na bok gdy inni śpą!Męka- taniec pingwina na szkle.
A potem  gdy już zasnęłam śniłam totalne głupoty.To było jednak dość zabawne, coś jak pomysł na książkę , wiec o tym opowiem.

 W tym śnie śniłam,że przenieśliśmy sie z mężem do maleńkiego miasteczka nad jeziorem.Coś jak połączenie Ostródy na Mazurach, Swornychgaci i Wiele na Kaszubach.
Zamieszkaliśmy w kamienicy.Pokoje byly ogromne,ale mało słoneczne,żeby nie powiedzieć ponure. Kuchnia była wspólna dla wszystkich mieszkańców  kamienicy. Co tylko się w niej pojawiliśmy zaraz zjawiała się w niej starsza kobieta z okrzykiem- O jak fajnie,że jesteście, będę miała z kim pogadać.
Była przy tym w dziwny sposób dość natrętna i szybko mieliśmy jej dość.
Następną osobą ,która pojawiła się w kuchni była piękna młoda kobieta -Irmina. Niestety nie chciała rozmawiać o natrętnej staruszce.
I tu się niestety obudziłam.
To tyle na dziś.Mąż wrócił z miasta z okrzykiem- Moja małżonka na blogu! Czas zatem zabrać się za inne zajęcia. Pozdrowienia dla wszystkich zaglądających tutaj. Elu ,buziaczki dla Ciebie!

wtorek, 11 grudnia 2012

Serduszko świąteczne

Uwielbiam takie małe hafciki z różnych okazji.Tutaj serduszko w świątecznych kolorach, które wyszyłam w ubiegłym roku i do tej pory nie wykorzystałam.

Dziś zakończyły sie rekolekcje w Topolskiej parafii. Ksiądz Stanisław Kania wygłasza piękne kazania(ale  się zrymowało) trafiające prosto do serca i moim skromnym zdaniem- proste a jednocześnie bogate w argumenty,ciekawe i serdeczne czyli zadowalające wszystkich.
Był też udzielany sakrament chorych.Według mnie on należy się każdemu i temu co cierpi na ciele, i temu co cierpi na duszy.Niestety jeśli dostaję informację,że po mszy zostanę spisana w specjalnej księdze-imię, nazwisko, wiek ,adres to powstrzymuje mnie to, aby do tego sakramentu przystąpić.Nie wiem jak jest gdzie indziej,ale nie ma czegoś takiego w klasztorze OO Bernardynów.

Znalazłam fajny artykuł w swoich szpargałach pt.:
Zwykle niezwykłe sposoby na szczeście
Codziennie rano masz wybór.Możesz wstawć lewą nogą i mieć zepsuty dzień.Możesz też postanowić,że ten dzień będzie pełen fantastycznych niespodzianek i tylko czekać na szcześliwe zdarzenia.Jakkolwiek kontrowersjnie to brzmi, zdaniem wielu psychologow, dobre samopoczucie to jedynie kwestia prostego postanowienia:chcę się dobrze czuć. C.D.N.
 Biorę sie za obiad i sprzątanie. Czy upiekliście już pierniczki całuski?To ostatni dzwonek.One muszą troche podochodzić w zamknętych pojemnikach. Tak zwany piernik dojrzewający zarabia się na 3 lub 4 tygodnie przed pieczeniem.
Pozdrawiam z całego serducha!!!

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Polowanie

Wczoraj rano tuż przy naszym domu zatrzymał się bus.Początkowo nie skojarzyliśmy co to za wycieczka.Wewnątrz samochodu widzieliśmy meżczyzn w grubych usztatkach,ale nawet wtedy nie przyszło nam na myśl,że to myśliwi,którzy co roku o tej porze przyjeżdżają do nas polować.Dopiero gdy cała brać wysiadła i zaprezentowała się nam w swoich kompletnych, wypasionych strojach zorientowaliśmy się co to za jedni. Stałam z kubkiem goracej herbaty w oknie salonu( firanki mam upięte tak, że odsłaniają dużą cześć okna), niektórzy z przechodzących myśliwych zerkali w okno, kłaniali się.
  Oj, nie lubimy ich tutaj! Zwierząt nie dokarmiają; nie ma paśników, lizawek, ale polują.
W tym roku było 15 myśliwych, tylu samo(albo i więcej) naganiaczy w pomarańczowych kamizelkach ,o których mówię "czerwone gitary".Wśród naganiaczy widziałam kilku miejscowych meżczyzn.(ciekawe ile placili takiemu naganiaczowi)
   Mam tylko nadzieję,że niewiele upolowali. Sarny siedzą w lesie,zajęcy jak na lekarstwo i tylko bażantów jest sporo.
Coraz bliżej święta,czas na przedświąteczne porządki, tym bardziej,że dziewczyny odwieźliśmy wczoraj do Łodzi( muszą u siebie trochę pomieszkać)
Dziekuję wszystkim ,którzy tu zaglądają( wczoraj liczba wejść na mój blog przeszła moje najśmielsze oczekiwania) Cieszyłabym się gdybyście zostawiali wiecej komentarzy.Pozdrawiam i życzę udanego tygodnia.Iza

niedziela, 9 grudnia 2012

Rekolekcje

Druga niedziela Adwentu.
 W mojej wiejskiej parafii zaczęły się rekolekcje. Zawsze jestem bardzo ciekawa kogoż to ksiądz Kamil- zwany przeze mnie Don Camillo- tą razą zaprosi.
   Nasz proboszcz ma wyjątkową intuicję jeśli chodzi o rekolekcjonistów.
Kilka lat z rzędu byli u nas redemptoryści.To po prostu mistrzowie retoryki! Urodzeni kaznodzieje.Ich kazania to istny majstersztik, doskonały pod każdym względem.Zresztą mają to niejako wpisane w misję zakonu- kaznodzieje, misjonarze.Początkowo podchodziłam do nich z pewną rezerwą z uwagi na Ojca Redaktora  i jego Radio. Jednak przekonałam się,że nie można się uprzedzać.Wiecej- uprzedzać się jest głupio.

  Mieliśmy też Karmelitów Bosych z Białorusi, którzy nakładali nam szkaplerze.

A 7 lat temu gdy opuściliśmy miasto i z własnej nieprzymuszonej woli osiedliliśmy się na wsi w czasie rekolekcji był ksiądz,który przybliżył nam postać Honorata Koźmińskiego. Kupiłam wtedy w kościele niewielką książkę- Rozmowy z Ojcem Honoratem(mnich, kapucyn, założyciel zakonów bezhabitowych w Polsce pod zaborami, rewelacyjny spowiednik)Zawsze wracam do niej przed imieninami Honorata- 13 października. Znalazłam tam odpowiedzi na wiele dręczacych mnie pytań,a moja wdzięczność do tego mądrego ponadczasową mądrością zakonnika po prostu nie ma granic.Odwiedzam też  sanktuarium Ojca Honorata w Nowym Mieście nad Pilicą.

W tym roku przybył do nas ksiądz Stanisław z Wołomina.
-"No wiecie, koledzy i ci inni z Wołomina"( czytaj: mafia, ale już legendarna bo rozbita)
-wtrącił Don Camillo.
Ksiądz Stanisław następnie sprostował,że on już nie jest z Wołomina,ale z Rajszewa pod Warszawą.
-" Jeśli oglądacie serial "Klan" to doktor Koziełło gra w Rajszewie w golfa. Poza tym ten aktor jest rzeczywiśce moim pararianinem."
W Rajszewie jest proboszczem parafii pod wezwaniem św.Andrzeja Boboli.
Ten zakonnik,jezuita żyjący na przełomie XVI i XVII wieku, patron Polski bestialsko zamordowany jest postacią bardzo ciekawną i barwną. Słyszałam już o nim,ale nie wiedziałam,że najważniejszym jego dążeniem była walka o prawdziwą,żarliwą wiarę.

Po mszy poszłam do zakrysti po gazetę.Panował tam niesamowity tlok: długa kolejka dzieci z indeksami, sporo kobiet w różnym wieku. Z jedną z nich prawie wyrywaliśmy sobie ostatniego" Gościa".Ona była pewna,że jest w niej kalendarz jubileuszowy na przyszły rok( był,ale dwa tygodnie temu)  Don Camillo siedział na krześle za stołem i dyskutował z parafiankami. Chciałam wydać sobie resztę z 5 zł,ale w koszyczku nie było żadnej złotówki.Same dwójki( po dwa złote)Machnęłam ręką.No ,nie żebym była drobiazgowa,ale sam Don Camillo wydał mi złotówkę gdy dwa tygodnie temu wrzuciłam 5 zł- "Firma biedna,ale resztę wydaje."
  Nasz proboszcz w zakrystii,a ks.Stanisław w stroju ministranta na mrozie przed kościołem sprzedawał broszury o św.Andrzeju Boboli. Nie kupiłam dziś , bo nie byłam przygotowana na wydatki. Ale jeszcze dwa dni rekolekcji, DWA DNi jak podkreślił proboszcz,żeby dać do zrozumienia,ze liczy się nie tylko niedziela i dzień spowiedzi,a wszystkie trzy dni rekolekcji.

I na koniec dzisiejszego wywodu wspomnę o zmianach na moim blogu.Korzystając z obecności  Rafała -przyszłego zięcia zleciłam mu zrobienie zmian na moim blogu.On się na tym po prostu zna,a ja nie.
Zmnieniony został wystrój na świateczny i każdy może napisać komentarz bez logowania się.


 

sobota, 8 grudnia 2012

W gąszczu

Zimowy gąszcz naszych uczuć,emocji, pragnień ,marzeń.....a także zdenerwowania, gniewu, frustracji....

Wykształćmy nawyk kontaktowania się z sobą samym. Zadajmy sobie proste pytanie: Jak się mam?
Jeżeli odpowiedź będzie brzmiała: mam się niefajnie, to spróbuję ten stan zmienić, bo pierwszym powodem , do zmiany jest niewygoda.
Ale to nie musi być rewolucyjna zmiana.
Zacząć trzeba od dialogu ze sobą: dlaczego jestem zdenerwowana?
Nikt mi tego nie powie.Odpowiedzi są w nas, musimy tylko skontaktować się z sobą.
Można zacząć od codziennego rytuału:
wystarczy zatrzymać się  na cztery minuty.
Jak się mam?
Odpowiedź przychodzi w ciszy ,kiedy umysł i ciało są zintegrowane.

 Ten tekst znalazłam wczoraj w gąszczu swoich szpargałów( najpewniej napisała go jakaś terapeutka dla "Zwierciadła") i uznałam,że może być przydatny.

Dziś pomyślmy o Maryji. 8 grudnia to Jej święto -Niepokalane Poczęcie NMP.Powierzmy jej swoje troski. Ona przygarnie nas jak matka, okryje swoim niebiańskim płaszczem i doda nam otuchy- Nie martw się, jestem przy tobie !

piątek, 7 grudnia 2012

Mikołajkowe drobiazgi

Wczoraj z okazji Mikołajek dostałyśmy z córką po karmelowym Mikołaju.Od lat przed świętami umilamy sobie życie Mikołajkami z Goplany. Oprócz Mikołajów są w tym roku marcepanowe aniołki. Ale ja wolę karmelową słodycz- siła przyzwyczajenia.
Dostałam też trzy ulubione czasopisma.
6 numer Sabrina Robótki.
 Spodziewałam się wzorów świątecznych,ale właściwie nie ma ich w tym numerze. Są za to wzory na dwa atrakcyjne bieżniki. Jeden w arabeski, drugi ze wzorem secesyjnym. Niektórzy preferują Sabrinę i Dianę Robótki z uwagi na dwukolorowe wzory, które ułatwiają szydełkowanie. Ja lubię te czasopisma,gdyż sporo tam zawsze nowości. Cha, cha,cha, nowości... Mam świadomość,że dla ludzi,dla których jest obce to hobby mówienie o nowościach w szydełkowaniu trąci myszką.A jednak!
  Robótki ręczne- zwane przeze mnie czerwonymi z uwagi na nazwę czasopisma umieszczoną na czerwonym polu.
Od lat kupuję to czasopismo. Dużo w nim finezyjnych wzorów wykonanych cienką nicią(uwielbiam to) robótek "z kufra babuni"oraz małych serwetek.
W aktualnym numerze sporo wzorów na choinkowe gwiazdki. Dla mnie tym cenne,że takich jeszcze nie mam. Zdarza się bowiem często,że wydawnictwa wymieniają się wzorami lub co jakiś czas je powtarzają.Czerwone Robótki Ręczne  wychodzą obecnie raz na dwa miesiące, wydaje je PPU  MAKLER z Wrocławia,a drukowane są w Bydgoszczy.  
Trzecie pismo to Ciasta Domowe. W świątecznym numerze wiele kolorowych i apetycznych ciast m.inn. orzechowiec z masą, ciasto z makiem i pianką, torcik kokosowy.
Moja córka stwierdziła,że na blogach kulinarnych ciasta wyglądają bardziej apetycznie i ponętnie.Być może...Ale te z Ciast Domowych lubię,bo zawsze mi się udają.
   Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój blog,a szczególnie komentującą Ulę. Miłego weekendu. Może pójdziemy na sanki,bo spadł śnieg?!

czwartek, 6 grudnia 2012

Grzyby- historia jednego filmu

Jeszcze zanim nastały przymrozki w czasie spacerów z Perrem natrafiłam na przedziwne grzyby.Były to niewątpliwie jakeś psie grzyby o bliżej nieokreślonej nazwie. Szaro- bure, o dużych kapeluszach, obślizłe, wręcz obrzydliwe.Patrząc na te grzyby przypomniałam sobie film, który widziałam dość dawno temu.
  Nie pamietałam tytułu tego filmu,ale wiedziałam,że w głównej roli występował tam Clint Eastwood. Ten aktor nigdy nie był moim ulubieńcem, ale w tym filmie zrobił na mnie ogromne wrażenie. Przekopałam w necie jego życiorys artystyczny( zajęło mi to troche czasu) i...bingo, znalazłam tytuł filmu ,o który mi chodziło.
 "Oszukany" z 1971 roku.
   A fabula jest nastepująca. Podczas wojny domowej ranny jankeski żolnierz John McBurney zostaje uratowany od śmierci przez dziewczynę zbierającą grzyby, uczennicę szkoły z internatem, z południa.( czyli wrogiej strony) Udaje się jej doprowadzić rannego do szkoły, czym w pierwszym momencie wywołuje przerażenie nauczycielek i uczennic.
  Gdy John powoli zaczyna dochodzić do siebie, jedną po drugiej uwodzi po kolei wszystkie panny, co w krótkim czasie prowadzi do wypełnienia atmosfery zazdrością, fałszem i zawiścią.Finał jest taki,że zostaje otruty na śmierć potrawką z grzybów.
Możliwe,że wpadły na ten pomysł wszystkie,a dziewoja,która go znalazła i uratowała nazbierała grzybów ,ale tego akurat dokładnie nie pamiętam.
Ten dramat psychologiczny zawierał potężną dawkę erotyki, jednak nie przypominam sobie scen zwanych kolokwialnie rozbieranymi.
Co ciekawe i dla mnie troche niezrozumiałe film ten zrobił klapę w Stanach. Ta rola była tak nietypowa dla Eastwooda( widziano w nim głównie rewolwerowca z westernów; "Brudny Harry" powstał również w 1971 roku),że nie chciano jej zaakceptować i docenić.Clint w "Oszukanym" miał 41 lat.Już nie młodzieniec,a jeszcze nie stary.Ot, meżczyzna w kwiecie wieku, w dodatku do bólu atrakcyjny .
  Dla mnie "Oszukany" był filmem, który działał na emocje i wobraźnię. Chętnie zobaczyłabym go jeszcze raz.

środa, 5 grudnia 2012

Bajkowy spacer czy droga na roraty?

Tydzień temu zaczęłam niewielki obrazek (18x 24 cm) z gatunku świątecznego. Tytuł tego obrazka "Bajkowy spacer" Myślę,że tak został nazwany z uwagi na to,że dziewuszka idzie obejmując sarenkę. Sielski widoczek.
   Podejrzewam jednak,że haft został opracowany w oparciu o starą rycinę. Każdy zobaczy tu co chce.Co ja zobaczyłam ? Dziewczynka idzie z latarenką- lampionem roratnim. Wskazuje na to jeszcze inna rzecz. Pod czerwonym płaszczykiem ma nocną koszulę. Jest to pewne przerysowanie, które ma podkreślać,że idzie o świcie,a więc idzie na roraty.
Brakuje jeszcze zimowej scenerii, którą już zaczęłam haftować.

  Roraty to msza wotywna w okresie Adwentu do Najświetszej Maryi Panny, odprawiana zazwyczaj o świcie.

Niektóre parafie przenoszą tę mszę na wieczór z uwagi na udział dzieci.Tymczasem wczesne wstawanie chyba bardziej przeszkadza rodzicom niż dzieciom.
Pamiętam,że gdy pracowałam na świetlicy szkolnej przychodziła tam spora grupka chłopców pretendujących do funkcji ministrantów w Klasztorze OO Bernardynów. Narzekali na ranne wstawanie na roraty,ale jednocześnie byli bardzo dumni i lubili o tym mówić.
A tak na marginesie-wiele ludzi narzeka na indoktrynację Kościoła, ale nie dostrzega istotnego wkładu w kształtowanie charakteru dzieci i młodzieży.( można dyskutować na ten temat,ale założenia są naprawdę dobre)
 Co zaś do problemu- roraty o świcie czy wieczorem to jestem za świtem. Niektórzy księża wskazują choćby na większe bezpieczeństwo- o świcie wiekszość zakłócających spokój jeszcze śpi, wieczorem może się zdarzyć,że trafimy na szukających zaczepki. 
Poza tym dobrze rozpocząć dzień z Bożym błogosławieństwem. I tego Wam życzę na najbliższe dni- Bożego błogosławieństwa.

wtorek, 4 grudnia 2012

Adwent

Z niewielkim poślizgiem prezentuję swój "wieniec" adwentowy.
   Użyłam do tego koszyczek wiklinowy.Co roku obiecuję sobie,że poszukam i kupię płytki koszyczek wiklinowy o okrągłym kształcie. Tymczasem przychodzi Adwent i wyciągam stary, od wielu lat ten sam koszyk. Zamiast świerku użyłam gałązek jałowca( bo rośnie w ogródku) 2 tygodnie temu kupiłam białe świece,ale potem przeczytałam informacje w necie i dokupiłam trzy fioletowe i jedną różową.
W internecie znalazłam sporo informacji związanych z wieńcem adwentowym.Oto niektóre z nich.
 
Wieniec adwentowy wprowadził w Adwencie 1839 roku ewangelicki pastor Johann Hinrich Wichern,który prowadził w Hamburgu szkołę- przytułek dla sierot.
Postanowił zmienić wystrój świetlicy, by sprzyjał modlitwie i by dzieci czuły się jak w rodzinie.
   Sporządził szczególny wieniec.Na obrzeżu koła o średnicy 2 metrów umieścił 24 małe świeczki.Każda miała być zapalana w kolejny zwyczajny  dzień Adwentu.Wokół tego wieńca podopieczni pastora gromadzili się codziennie na wspólne spotkania i śpiewy. Początkowo ozdabiano zieleniną tylko ściany sali. Potem zamiast ścian przystrajano wieniec.
Symbolika wieńca
Wieniec adwentowy ma dość rozbudowaną symbolikę.
W wielu krajach przestrzega się zasady, by trzy świece były fioletowe,a jedna ( trzecia niedziela Adwentu) rożowa,co odpowiada barwom liturgicznym tego okresu.
W kole ustawione są świece. (zmieniłam szyk w zdaniu, bo nie "wchodzi" mi duże "ś")Kształt ten oznacza ,że Bóg jest wieczny, nie ma początku ani końca.
Koło sporządzone jest z gałęzi roślin wiecznie zielonych.Ma to oznaczać życie wieczne, jakie daje nam Chrystus.
I wreszcie samo zapalenie świeczek wiąże się z tym,że Zbawiciel sam nazwał siebie "światłością świata". Mówi o tym Ewangelia wg św.Jana:

Jam jest światłością świata, kto idzie za Mną , nie będzie chodził w ciemności,lecz będzie miał światło życia (J. 8,12)

sobota, 1 grudnia 2012

Zlot Mikołajów

PTTK Łęczyca zorganizował dziś rajd mikołajkowy. Zbiórka o 10.00 na placu przed dworcem PKP.Potem przemarsz ulicami miasta.Zjechały dzieci i młodzież z okolicznych miast i gmin.Podobno było około 900 osób.
Finał na łęczyckim rynku.Konkurs piosenki był na pewno, do końca nie dotrwałam, bo ciut zmarzłam i pojechałam do cioteczek na gorącą herbatę. 


Na zdjęciu przewodnicy.

piątek, 30 listopada 2012

Kluski śląskie

Dzisiaj robiłam kluski śląskie. Jadłyśmy je z buraczkami nieokraszone. Wszak dziś piątek i tylko parafianie od św. Andrzeja mają święto i mogą jeść  mięso. Nasz proboszcz Don Camillo powiedział w niedzielę,że mogą wcinać pizzę z szynką,a my nie.
  Przy okazji napiszę jak ja robię kluski śląskie.Nauczyła mnie moja szwagierka z Częstochowy dawno,dawno temu.
Zmielone ziemniaki wkładam do miski ,dzielę nożem na cztery.Jedną ćwiartkę odejmuję.
W puste miejsce kopiasto sypię mąkę ziemniaczaną.Dokładam odłożone ziemniaki, dodaję 2-3 jajka w zależności od ilości ziemniaków i trochę mąki pszennej. Wyrabiam ciasto.Następnie formuję niewielkie kulki, obtaczam je w mące pszennej, palcem robię "dziurkę"-wgłębienie. Wrzucam do osolonego wrzątku, gotuję na wolnym ogniu,po wypłynięciu na powierzchnię jeszcze jakieś  3-5 minut.
  Udanego weekendu.Słońca i uśmiechu! 

wtorek, 27 listopada 2012

Codzienne zmagania

Kalinka w piżamce. Obudziła się o 5 rano na butelachę. Potem mała drzemka i już cała jak skowronek "wstała"- "śpiewa" i bawi się swoją ulubioną grzechotką.

Ja od wczoraj zmagam się z piecem centralnego ogrzewania.Dostałyśmy szczególowe instrukcje od Wojtka, jednak wczoraj wieczorem zaczęłam konsultacje telefoniczne.
Wieczorem stwierdziłam,że w piecu jest żar,więc wsypałam całą weglarkę miału. Dmuchawa chodziła bez ustanku całą noc, nad ranem temperatura zaczęła spadać.
O 5 poszłam do garażu po węgiel i dopiero on rozgrzał piec. O 6.30 gdy przestala chodzić dmuchawa zasypałam miałem. Mamy spokój przez 12 godzin. Opisuję to tak szczegółowo,bo to mój debiut w roli palacza c.o. Do tej pory mnie to zupełnie nie obchodziło.
 
Znowu nad ranem śniła mi się szkoła. Zawsze taki sen wprawiał mnie w zły nastrój na pół dnia. Podświadomość produkuje obrazy z przeszłości...
Ale teraz od jakiegoś czasu nie daję się. Staram się nie poddawać uczuciom i emocjom, panować nad myślami...

"To winno być naszym zajęciem: zwycieżać samego siebie i co dzień stawać się wewnetrznie silniejszym i bodaj trochę postąpić w dobrym."- Tomasz a Kempis

poniedziałek, 26 listopada 2012

Moje dziewczyny

Dziewczyny zjechały na naszą piekną Kamionkę i teraz rządzimy. Mąż, ojciec i dziadek w jednej osobie pojechał na tydzień na szkolenie do Warszawy.
Już byłyśmy przepuścić trochę kasy w sklepie,a teraz wybieramy się po jajka na wieś( ja jeszcze się kur nie dorobiłam)

Muszę napisać jeszcze o Perrusiu egoiście.Wczoraj biedak nie chciał wcale biegać po parkingu w Łodzi, ciągle się pakował do samochodu. Czyżby myślał,że go zostawimy w Łodzi? Nie, on kojarzył fakty. Widział,że samochód zapakowany po brzegi i bał się biedactwo,że braknie dla niego miejsca w samochodzie. Już raz jechał siedząc mi na kolanach,a on jest gabarytowo dużo większy od takiego na przykład yorka.
  Muszę przestawić zegar na moim blogu ,bo wyświetla mi tu straszne rzeczy. Wychodzi na to,że piszę posty w środku nocy albo o świcie, a piszę zazwyczaj po południu.

piątek, 23 listopada 2012

Krzyżykowe bombki

Oto moje bombki krzyżykowo- witrażowe. Miałam jeszcze wyszytego aniołka,ale dałam w prezencie Iwonce. Mam kilka podobnych wzorów ( dzwonki, gwiazdy betlejemskie...) i zastanawiam się czy zabrać się za wyszywanie któregoś z nich. Kolory są tutaj intensywne, sprawiają radość.
  Te bombeczki publikuję dlatego,bo wiele szkół organizuje teraz wycieczki do fabryki ozdób choinkowych w Piotrkowie Trybunalskim. Wczoraj była ze swoją klasą moja mała sąsiadeczka Amelka, dziś ze swoją klasą pojechała moja przyjaciółka Ola.
Dla dzieci niesamowita frajda, bo mogą tam własnoręcznie ozdobić bombkę,którą potem zabiorą do domu.
A tutaj kwitnący krasnokwiat zwany także uchem słonia. Zakwitł po raz pierwszy od kilku lat i ma jeden jedyny kwiat.
Dziś piątek, początek weekendu,a zatem cieszmy się, odpoczywajmy. Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój blog.